PiSowcy przynajmniej nie udają antyklerykałów, oni są po prostu katolikami z krwi i kości*. Brzydzi mnie natomiast ta wszechobecna hipokryzja pośród polityków Platformy Obywatelskiej, którzy od paru dni ochoczo dzielą się z nami swoimi spostrzeżeniami na temat krzyża postawionego przez harcerzy przed Pałacem Prezydenckim tuż po tragedii pod Smoleńskiem.
Rzecznik prasowy Tuskowego rządu - poseł Paweł Graś - przekonywał nas przedwczoraj, że Pałac Prezydencki to urząd administracji państwowej, a nie miejscu kultu. Cudownie, pierwszy raz od dawien dawna potrafię zgodzić się z politykiem Platformy. Krzyż, niech sobie będzie, ale czy na pewno wszystkim tym, którzy po katastrofie składali przy nim znicze i kwiaty (zaskoczę Was, również należę do tej grupy!), stanie się przeogromna krzywda i poczują się zhańbieni przez włodarzy naszego państwa, jeśli ci przeniosą ten krzyż chociażby na Powązki? Rozumiem, że miejsce pod Pałacem jest w pewnym sensie symboliczne i nie miałabym nawet nic przeciwko postawieniu tam jakiejś tablicy pamiątkowej. Nie zapominajmy jednak, że w katastrofie zginęła nie tylko para prezydencka, ale i 94 inne osoby i te 94 osoby zasługują na cześć i pamięć tak samo jak wspomniany prezydent RP i jego małżonka. Równie dobrze moglibyśmy taki krzyż postawić pod Sejmem, pod biurami poselskimi ofiar katastrofy, pod urzędami, w których owe ofiary sprawowały swoje funkcje. Krzyż pod Pałacem Prezydenckim daje nam do zrozumienia, że to krzyż dla Prezydenta. Krzyż pod Sejmem byłby krzyżem dla parlamentarzystów. A krzyż na Powązkach czy w Archikatedrze św.Jana Chrzciciela byłby krzyżem wszystkich ofiar tragedii smoleńskiej, bez wartościowania ich na ważniejszych i mniej ważnych. Każda osoba w Tupolewie była wpierw człowiekiem, a dopiero później ministrem, stewardessą, pilotem, i w końcu, prezydentem. I za to człowieczeństwo powinniśmy zachować pamięć o ofiarach. Być może niektórzy oburzą się na te słowa, ale czasem odnoszę wrażenie, także tu, na salonie24, że katastrofa pod Smoleńskiem jest tylko katastrofą śp. Lecha Kaczyńskiego, wszyscy inni są już zapomnieni. To przykre.
Wracając do kwestii poruszonej na samym początku notki, dlaczego hipokryzja wśród polityków PO? A sala sejmowa to miejsce kultu czy urząd administracji państwowej? A sale sesyjne rad miejskich w całej Polsce to miejsca kultu czy placówki urzędów administracji samorządowej? A szkoły to też urzędy czy może jednak miejsca kultu? A uroczystości państwowe to spotkania ku czci Bogu? Ach, i czy Polska to Watykan? Komentarz jest chyba zbędny.
Zapytacie pewnie, czy i dlaczego przeszkadzają mi krzyże. Po pierwsze - krzyże absolutnie mi nie przeszkadzają, wręcz przeciwnie, traktuje je z taką samą obojętnością, jak każdy inny martwy obiekt napotkany na swej drodze (oczywiście nie jestem przy okazji bezduszną jędzą, która reaguje zniesmaczeniem na widok krzyża postawionego w miejscu wypadku samochodowego etc, spokojnie). Po drugie - jak dla mnie możecie poustawiać miliony takich krzyży, na całej długości Traktu Królewskiego, z 30-centymetrowymi odstępami nawet. Tylko liczcie się z tym, że obok tych krzyży mogą stanąć synagogi i meczety. Ci, którzy je zbudują, nie protestują przeciwko waszym kościołom, więc i wy nie protestujcie przeciwko ich świątyniom.
*znam właściwie także antyklerykalnych pisowców, ale to wyjątkowe wyjątki


Komentarze
Pokaż komentarze (32)