KonradDan KonradDan
88
BLOG

Orzeł Wita!

KonradDan KonradDan Polityka Obserwuj notkę 2
- Tak jak mówiłem, i to kilka razy, 5 złotych i 15 groszy za litr benzyny!

- Po ile pan tankował?! - zadbana kobieta w średnim wieku spytała z wyraźnym niedowierzaniem w głosie stojącego w centrum coraz to powiększającej się grupki rozmówców młodego mężczyznę.

- Tak jak mówiłem, i to kilka razy, 5 złotych i 15 groszy za litr! - Młodzian z jednej strony był minimalnie zirytowany koniecznością powtarzania, a z drugiej niebywale dumny z zainteresowania jakie przyniesiona przez niego wiadomość wzbudziła na całym bazarze. 

- Cena rewelacyjna ale ile to się utrzyma? Jeden dzień? A za ropę dalej drogo - brodacz kolejny raz wyraził swój sceptycyzm wobec rozchodzącej się lotem błyskawicy nowiny.

- 6 zeta za litr ropy to drogo? Jak tankowałeś po 9 i pół to było tanio, jak teraz jest o połowę taniej to drogo? Delirę masz stara, gruba zapijaczona fajo? - dresik o łasicowatej twarzy dotychczas milcząco przysłuchujący się rozmowie oderwał się od metalowej ściany kontenera handlowego i podszedł do malkontenta. 

Będący już w wieku emerytalnym grubasek, maskujący tuszę luźną szeroką bluzą a łysinę i wiek czapką, okularami i farbowaniem brody, nie spodziewał się takiego obrotu sytuacji ale miał za sobą dekady doświadczenia, natychmiast zebrał się w sobie - Do kogo ta gadka dzieciaku? Chcesz mieć problem, ziomek? Nie chcesz, a ja nie chcę ci - 

- Nie jestem twoim ziomem, konfituro. Spierdalaj stąd ale już - wyraz twarzy  łasicowatego nie zmienił się ani na jotę, pozostał chłodnie obojętny. 

Grubasek chciał odpowiedzieć ale zdołał jedynie przełknąć ślinę i to z wysiłkiem. Odwrócił się i odszedł pospiesznie. Jak tylko minął róg ulicy, stanął za zielonym kontenerem na szkło i trzęsącymi się rękami wyciągnął z kieszeni spodni małą piersiówkę. Odkręcił korek i łyknął. Wódka momentalnie go uspokoiła ale ogólne poczucie niepokoju pozostało. Nie chodziło o cenę benzyny, która jego zdaniem była tylko jednorazową i pewnie jednodniową promocją a o to co czul całym sobą od nagłej zmiany rządu. Jako tajny współpracownik służb i policji z czterdziestopięcioletnim stażem miał niebywale rozwinięty instynkt. Jego zdaniem instynkt tajnego agenta. Obiektywnie donosiciela, konfidenta i degenerata, niemniej instynkt miał. I ten właśnie szczurzy zmysł sprawił, że od zmiany rządu dostawał co jakiś czas nagłych drgawek. Wszystko było nie takie jak być powinno. Rząd apolitycznych fachowców?! W Polsce?! Bez poparcia obcych mocarstw albo przynajmniej regionalnej potęgi? W Polsce?! Bez poparcia jakiejkolwiek  partii? W Polsce?! Którego premierem zostaje podpułkownik WP?! W Polsce?! Przewrót wojskowy? Wolne żarty. Co jak co ale jako były wojskowy stan polskiej armii, w szczególności generalicji i Sztabu, znał doskonale. Tam nie było nawet jednego kompetentnego oficera, prawie wyłącznie agenci wszystkich większych i starszych braci, no jeszcze wtyki młodszych braci i krewni polityków. Kompetentnych, nie wspominając już o patriotach, nie było. Zatem najwyraźniej podpułkownik był czyimś chłopakiem, to miało jakiś sens. Tylko w takim razie dlaczego nie zrobili go doradcą w MON czy nawet ministrem Obrony Narodowej, tak jak się przyjęło? No i nowy premier przecież powiedział wyraźnie, że odrzuca i projekt poprzedniego rządu i projekt prezydencki odnośnie cen paliw. A 3 godziny później paliwo tanieje o 2 złote na litrze? Jak to świadczy o tym nowym rządzie? Nic się nie dodawało. Pospiesznie ruszył w stronę mieszkania. Ten nowy prezes Orła zapowiedział przecież konferencję na godzinę 12.00! Musiał ją obejrzeć.


xxx

Przypomniał sobie w ostatniej chwili o swoim rytuale! Spojrzał w górę ale przecież siedział na kanapie limuzyny, nie było górnego lusterka. Cóż, musiało wystarczyć boczne, w którym przez ułamek sekundy złapał własne odbicie, zanim kierowca otworzył mu drzwi.

Nazywam się Bartłomiej Fornal, zwany Bartem. Prezes zarządu Orła. Powtórzył to sobie w głowie, sprawdzając, czy słowo “prezes” zdążyło się już osadzić, jak coś, co należy do niego, przynajmniej w takim stopniu w jakim wypożyczony garnitur może jednak ułożyć się choć trochę na ciele.

Kilka godzin wcześniej Piekielny Lucek, czyli obecnie pan premier Lucjan Kamieńczyk, oznajmił krajowi z pełną powagą, że obie propozycje, poprzedniego rządu i prezydenta są, “bez sęsu”, i “w sumie do d...y”, i że paliwo nie stanieje. Bart oglądał to na telefonie w samochodzie, najpierw jedną ręką trzymając kawę a drugą przewijając komentarze, w których ludzie życzyli nowemu premierowi rzeczy, jakich się zwykle nie życzy publicznie osobom na tak wysokich stanowiskach. Potem rozlał ze śmiechu kawę przy kilku co dosadniejszych komentarzach i klękajcie narody, odpowiedziach udzielonych najwyraźniej przez samego jaśnie pana premiera. Gorąca ale na szczęście nie parząca kawa lała mu się po spodniach garnituru a on zamiast się złościć bądź choćby martwić śmiał się jak głupi do sera. Lucjan zawsze był Lucjanem. To akurat Piekielnemu trzeba było oddać. 

Powiedzieć narodowi rano, że coś jest bez sensu, żeby cztery godziny później ktoś inny, niby zupełnie od niego niezależny, ogłosił to samo w wersji, która akurat ma sens - to był kolejny poziom czegoś, czego wciąż nie potrafił nazwać inaczej jak Gry Kręgu.

Podporucznik Krawczyk czekała już przy wejściu dla prasy, w ciemnym kostiumie, wyjątkowo o dziwo nie eksponującym nóg, z tym samym, dobrze mu już znanym, zawodowo obojętnym wyrazem twarzy człowieka, dla którego jego bezpieczeństwo było problemem ściśle logistycznym, w żadnym razie osobistym.

Cztery minuty do wejścia - powiedziała, nie patrząc na niego, tylko na salę przez uchylone drzwi. - Sala jest pełna. Trzy razy więcej kamer niż na poprzedniej konferencji zarządu.

- Bo poprzednia konferencja zarządu dotyczyła amortyzacji środków trwałych, a ta dotyczy tego, ile ludzie płacą za dojazd do pracy - odpowiedział, poprawiając mankiet, głównie po to, żeby ręce miały coś do roboty.

- Powiedziałam to żeby nie był pan zdziwiony po wejściu. A poprzednia konferencja była po to, żeby oswoił się pan choć trochę z kamerami. I poszła bardzo dobrze. Denerwuje się pan. Bardziej niż poprzednio, zamiast mniej.

- Nie denerwuję się. Analizuję ryzyko operacyjne własnego ciała w warunkach podwyższonego stresu - odparł, i sam usłyszał, jak żałośnie brzmi to zdanie, ledwie zdążyło opuścić usta.

Prawie się uśmiechnęła. Prawie. Chyba.

Przez chwilę patrzył w głąb sali, na rzędy dziennikarzy sprawdzających sprzęt, i pozwolił sobie na jedną, krótką, uczciwą wobec samego siebie myśl, że gdyby ktokolwiek z nich zapytał go teraz, ile baryłek ropy przetwarza dziennie rafineria w Płocku, nie miałby pojęcia. Miał swoje sukcesy zawodowe ale żeby załatwić mu taki biogram jaki obecnie miał i to bez możliwości podważenia choćby jednej linijki, na przykład tej o “nafciarzu”, Szejk i eksperci Kręgu naprawdę musieli się wysilić. Tylko nie miał czasu się nad tym rozwodzić.

Wszedł.

Sala ucichła szybciej, niż się spodziewał, co samo w sobie było niepokojące, ludzie nie milkną tak szybko dla kogoś, kogo nie traktują poważnie, i Bart poczuł na sobie ciężar tej powagi. I odpowiedzialności.

Dzień dobry - zaczął, siadając. - Najpierw odniosę się do czegoś co w żaden sposób mnie nie dotyczy ale i tak byście mnie o to spytali. Wiem, że premier powiedział dziś rano, że żadna z dotychczasowych propozycji nie ma sensu. Zgadzam się z nim. Obie faktycznie nie mają sensu. Jedna kosztowała miliardy i działała dwa tygodnie a ukrytym celem jej ewentualnego przedłużenia nie było ulżenie Polakom a wyprowadzenie z kasy Orła 38 miliardów złotych, na pokrycie części przyszłorocznego deficytu czyli biorąc pod uwagę realne osiągnięcia poprzedniego rządu zapewne na - zastanowił się błyskawicznie - zresztą sami państwo wiedzą na co wydawał pieniądze Polaków poprzedni rząd. Druga propozycja kosztowałaby, według wyliczeń samego biura prezydenta, 17 do 20 miliardów złotych i groziłaby pustymi dystrybutorami w całej Polsce. Cóż, i tak jest to propozycja lepsza niż pierwsza, niemniej mniej zła nie oznacza dobrej. W mojej prywatnej opinii, prezydent zresztą zdawał sobie sprawę, że nie ma możliwości uchwalenia jego propozycji i dlatego zgłosił ją w takiej formie. To było sensowne działanie polityczne, tylko nie mające nic wspólnego z zarządzaniem finansami przedsiębiorstw ani budżetem państwa. 

Zrobił pauzę, dokładnie taką, jaką kiedyś, przy innym stole, ktoś inny zrobił dla efektu, i zauważył, że dzięki obserwacji sam nauczył się robić takie pauzy.

- Jako prezes zarządu koncernu Orzeł zleciłem staranne przeanalizowanie naszych możliwości, i po ich przestudiowaniu wybrałem moim zdaniem optymalny wariant. W długim terminie bardzo korzystny dla koncernu Orzeł, a zarazem oferujący natychmiastowe, wymierne korzyści naszym klientom. Od dziś klienci indywidualni zarejestrowani w programie Orzeł Wita zapłacą o dwa złote mniej na litrze, do stu litrów miesięcznie, w pierwszym tygodniu 20 litrów, potem maksymalnie trzydzieści pięć przy jednym tankowaniu, limit resetuje się po 24 godzinach. Aha, tankowanie oczywiście wyłącznie do baku. Klienci indywidualni nie zarejestrowani w Orzeł Wita mogą oczywiście dołączyć. Czekamy i liczymy na to, to przecież jeden z głównych celów jakie chcemy osiągnąć. Oczywiście dostaną taką samą zniżkę jak dotychczasowi. Dodatkowo w każdy wtorek i piątek, pomiędzy godzinami 10:00 i 14:00 pracownicy stacji będą rejestrować ludzi którzy na przykład, nie korzystają na co dzień ze smartfonów. W żaden sposób nie nabijając się z osób starszych a wręcz przeciwnie, myśląc o osobach mi bardzo bliskich, zapewniam że zadbaliśmy aby nikt nie został wykluczony, nawet przysłowiowy starszy pan po 90tce jeżdżący tylko do sklepu, na targ po warzywa i do kościoła, też będzie mógł skorzystać a rejestracja nie będzie dla niego uciążliwa. Program jest wstępnie zaplanowany na 12 miesięcy ale gwarantujemy, że potrwa nie krócej niż 4 tygodnie, chyba że cena ropy spadnie w międzyczasie poniżej 60$ za baryłkę. Dlatego nie ma potrzeby pędzić na stację od razu. Można zatankować dziś wieczorem, jutro, pojutrze albo za tydzień. Ewentualnie wykorzystać wszystkie te opcje, za każdym razem tankując 20 litrów. Nie, zaraz, przepraszam, musi być 24 godziny pomiędzy przecież, wycofuję dziś - Kilku dziennikarzy uśmiechnęło się przyjaźnie kiedy się lekko zawiesił - Jesteśmy w pełni przygotowani na zwiększony ruch na naszych stacjach i moja uwaga wynika jedynie z troski o czas i komfort samych kierowców. Nowy program to decyzja handlowa zarządu spółki giełdowej, nie program rządowy. 

Pierwsze pytanie padło, zanim skończył mówić.

- Panie prezesie, premier rano powiedział, że paliwo nie stanieje. Pan właśnie ogłosił, że stanieje. Który z panów się myli?

Bart spojrzał na dziennikarkę z czymś, co miało wyglądać na cierpliwość, a było w istocie starannie zamaskowanym rozbawieniem.

- Tak jak już wyjaśniłem. Żaden. Premier mówił o programach rządowych finansowanych z budżetu albo z przymusowych limitów marż wprowadzonych drogą ustawową. Ja mówię o suwerennej decyzji spółki akcyjnej, która chce sprzedawać więcej paliwa, więcej kawy i więcej hot dogów. To są dwa różne zdania o dwóch różnych podmiotach, wypowiedziane w jednym dniu przez czysty przypadek, choć podejrzewam, ze wielu z was zaraz to ładnie ubierze w teorię spiskową na X. Tylko to dalej jabłka i pomarańcze, że tak to obrazowo ujmę. Różne kategorie, których nie należy mylić. Pracowałem na wdrożeniem tego programu dosłownie od dnia objęcia stanowiska prezesa zarządu Orła, zapowiedź tej konferencji prasowej, która się właśnie odbywa, ogłosiliśmy tydzień temu. Proszę sobie sprawdzić. Następne pytanie.

Ile stanieje ropa?!

- Nie mam pojęcia czy stanieje a jeśli to o ile. Orzeł nie ustala przecież ceny ropy naftowej na świecie, tym bardziej nie robię tego ja. Natomiast na stacjach Orła klienci będą mogli skorzystać z promocji efektywnie przekładającej się na cenę o dwa złote niższą za litr, zarówno benzyny jak i oleju napędowego, jak ogłosiłem dosłownie minutę temu. Następne pytanie.

- Skąd Orzeł weźmie na to pieniądze?

Z tego samego miejsca, z którego brał je dotychczas. Z marży koncernu, o której przez ostatni rok nikt w tej spółce nie chciał panu powiedzieć bo im poprzedni rząd zakazał. Na chwilę obecną jest naprawdę niezła. Teraz część tej marży trafi do kierowców zamiast do portfeli rodzin polityków ssących Orla przez sieć fundacji i spółeczek, już to zresztą ukróciliśmy, raporty pojawią się wkrótce, mam nadzieję że działania prokuratury zaraz po nich. Oczywiście dodatkowo obniży to trochę zysk roczny Orła, niemniej w rozsądnych granicach i w ramach niezbędnych kosztów naszej długofalowej strategii rozwoju koncernu. Wiemy co robimy, dlaczego i po co. Następne pytanie.

Ktoś z drugiego rzędu, podniósł rękę gwałtownie, jakby się bał, że ktoś go uprzedzi.

- Czy to nie jest po prostu sposób, żeby zaraz po objęciu stanowiska zdobył pan sobie tanią popularność?

Bart poczuł, jak coś w nim się na chwilę spina, dokładnie w miejscu, gdzie chowała się cała reszta prawdy, której nigdy tej sali nie powie - kto naprawdę wymyślił ten plan, po co, i z jaką dokładnie satysfakcją ktoś inny patrzył teraz pewnie na tę konferencję z dużo wygodniejszego fotela. Przerobili z nim to pytanie. I wbili w niego jak ma na nie zareagować tak, że reakcja stała się dosłownie engramem, pamięcią mięśniową.

- Chleba oraz igrzysk wciąż woła lud - ni to wyrecytował, ni cicho zanucił. - Jakie ma pan kompetencje odnośnie branży naftowej? 

(...)

- Panie prezesie, ja nie mam żadnych kompetencji odnośnie branży naftowej. Piszę co mi redaktor działu każe, tak żeby było zgodne z linią w danej sprawie. W tej miałem pana zaatakować i podważyć pana intencje. Najmocniej przepraszam, to się nie powtórzy.

- Nie przyjmuję przeprosin. Wrócimy do tego. Ale najpierw odpowiedz mi chłystku na kolejne pytanie. Ile ty masz lat? - Wrócił do linii domyślnej jakby cała absurdalnie surrealistyczna scena nie miała miejsca.

- Ile mam lat? - dziennikarz był wyraźnie zaskoczony ale opanował się.

- Przepraszam, mam 36 lat, proszę pana.

- Ile funduszy giełdowych prowadziłeś? Publicznych albo prywatnych? 

- Eee, jestem dziennikarzem, nie prezesem, eee. 

- Czyli zero. Jakie masz wyniki jako makler, broker, inwestor?

- Eeee, jestem dzienikarzem, nie maklerem, eee

- Ile zarobiłeś? - 

- Eee, zero, eee -

- Ile firm założyłeś?

-Eee, zero -

- Jakie masz wyniki jako prezes bądź dyrektor wykonawczy spółek prawa handlowego?

- Eee ja jestem dziennikarzem eee, przepraszam, nie mam żadnych, eeee -

- Jakie praktyczne kompetencje choćby w dziedzinie zarządzania finansami przedsiębiorstw już nie wspominając o prowadzeniu dużych spółek giełdowych zatem masz? Może choć staż, wolontariat, firma ojca czy cioci, cokolwiek?

Eeee, nie mam eee takich doświadczeń, eee.

- Czyli masz zerowe kompetencje praktyczne.Jakie studia skończyłeś?

- Eeee europiestykę eee ale interesuje się ekonomią eeee

- Z czym ci się kojarzy skrót PE?

- Parlament Europejski! - z dumą i ulgą w głosie odpowiedział dziennikarz.

Rozumiem. Czyli jesteś 36 latkiem, o zerowych praktycznych kompetencjach w dziedzinie zarządzania finansowego a nawet bez tak żałosnej namiastki teoretycznej jaką są studia ekonomiczne. W sumie nawet bez umiejętności czytania ze zrozumieniem podstawowych wskaźników ekonomicznych typu PE. Czyli Price to Earnings. Jakby się zastanowić ty nawet nie znasz nazw tych wskaźników. Reasumując - jesteś o dwa lata starszym ode mnie żałosnym przygłupem, którego szczytowymi osiągnięciami zawodowymi a pewnie i życiowymi są kompetencja w ocenie smaku kebsów w barach i jakości zioła, a pewnie i tak jestem zbyt łaskawy. - Rozległy się rozliczne śmiechy, dziennikarz poczerwieniał jak burak.

- Ja mam 34 lata, mój biogram możesz sobie w wolnej chwili przeczytać ale tak w skrócie pracowałem dla naprawdę poważanych funduszy PE, pi ii czyli private equity, nie mylić ze wskaźnikiem cena do zysku o którym już było, dodatkowo współzałożyłem kilka firm i właściwie każda już odniosła wymierny sukces mierzony obiektywnie: uznaniem inwestorów, i indywidualnych i instytucjonalnych, wyceną akcji, obiektywnymi wskaźnikami AF i AT. Zresztą nie tylko tym, dostałem tez parę nagród branżowych, za innowacyjność i inne. I nie dezawuuję wagi tych wyróżnień, są dla mnie powodem do dumy, szczególnie te które dotyczą moich firm zajmujących się robotyką medyczną i medycznymi SI. Jedynie nie mam teraz czasu żeby o tym opowiadać ani nie chcę brzmieć jak samochwalca. Najskromniej jak się da, być może nadmiernie skromnie w takiej sytuacji, powiem że mam znakomite kompetencje. -

Przerwał i rozejrzał się po sali. Wyłapał głównie zaskoczenie, trochę podziwu ale i sporo spojrzeń wyrażających wyraźną niechęć, nawet otwartą wrogość. Szczególnie wrogie spojrzenie i zaciśnięte usta jednego z najbardziej znanych influencerów ekonomicznych, który zdążył już zaleźć mu za skórę czepiając się w swoim podkaście absurdalnych detali jego wypowiedzi z poprzedniej konferencji. Jeszcze niedawno przejąłby się tym, odbierając jako dowód własnej niekompetencji. Teraz rozumiał czym były te zaciśnięte usta w rzeczywistości. To była zazdrość. I jak ma zareagować. Popatrzył przez dosłownie kilka sekund w oczy mężczyzny, zakładając że mu się nie uda, gotów je oderwać,  ale nie zdążył. Tamten po prostu spuścił wzrok. Poczuł przyjemne mrowienie rozlewające się po karku. Zatem tak smakował triumf. 

- To tak, żeby wszyscy zrozumieli kto mnie próbował właśnie oczernić. I że osobnik który to zrobił poniesie za to pełną odpowiedzialność, jak i szmatławiec który mu to zlecił. A teraz wracając do tematu, zgodziłem się zostać prezesem Orła bo jestem Polakiem i obowiązki mam polskie. Dla mnie to nie jest zawodowy awans, tylko degradacja. Owszem, zyskuję rozpoznawalność ale przecież to przykry ciężar a nie korzyść. Influencer podniósł lekko wzrok, miał czystą nienawiść w oczach. "Nigdy, ale to nigdy nie zostawiaj za sobą  lekko rannych wrogów”. Kolejna porada której wcześniej nie rozumiał ale teraz zaczynał rozumieć. - Ja nie żyję z opowiadania bajek na youtube ani sprzedawania reklam, jak niektórzy tutaj - mężczyzna obrócił głowę zaskoczony tak bezpośrednim atakiem, po czym widząc wzrok Barta skupiony na sobie natychmiast znowu ją opuścił - mi rozpoznawalność nigdy nie była do niczego w życiu potrzebna, bo utrzymuję się z własnych umiejętności zawodowych a nie z donejtów, czyli nazywając rzeczy po imieniu z żebractwa, jak niektórzy tutaj. - Rozległa się salwa śmiechu, internetowy guru ekonomii regularnie proszący widzów o wpłaty "na utrzymanie serwera", obrócił się i wybiegł z sali zasłaniając łokciem twarz. Przyjemne uczucie mrowienia nasiliło się ale nie miał czasu żeby zastanowić się nad tym co się wydarzyło, kontynuował płynnie wypowiedź.

 - Odpowiadając na pytanie, bo przecież niezależnie od parszywych motywów nadzwyczaj sparszywiałego pytającego, padło, gdybym szukał taniego poklasku to bym go już dawno znalazł albo sobie kupił, za swoje pieniądze a nie akcjonariuszy. A program który zainicjowałem i który właśnie wdrożyliśmy jest korzystny i dla Orła i dla Polski, co więcej znakomicie wpisuje się w strategię społecznej odpowiedzialności korporacyjnej, wszak Orzeł jest firmą polską i tym samym odpowiedzialne działania wspierające przede wszystkim Polskę i Polaków, powinny być i będą naszym znakiem rozpoznawczym. Następne pytanie.

Konferencja skończyła się dwadzieścia minut później, w burzliwych oklaskach, których Bart się nie spodziewał i którym nie do końca ufał, bo wiedział zbyt dużo o tym, jak dokładnie zostały wyreżyserowane okoliczności, w których padły.

W samochodzie, gdy drzwi się zamknęły i świat zewnętrzny ścichł do dźwięku silnika, odetchnął głęboko po raz pierwszy od chwili wyjścia z limuzyny przed konferencją.

Nieźle - powiedziała Krawczyk, patrząc przed siebie, nie na niego. - Dziękuję. - Odpowiedział zdawkowo, zbyt wyczerpany psychicznie by dodać cokolwiek więcej.

- Blefuje pan całkiem znośnie, panie Fornal. Jak na kogoś, kto do niedawna był wyjątkowo kiepskim blagierem i jeszcze podobno nie lubi kłamać.

Spojrzał na nią z boku. Nie odwróciła głowy, ale kącik jej ust drgnął, o milimetr, tyle, żeby było wiadomo, że to nie był przypadek.

Nie zapytał, skąd wie. Nie tylko blefował już lepiej ale co dużo ważniejsze nauczył się w końcu, że niektórych lepiej było nie sprawdzać.


KonradDan
O mnie KonradDan

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka