W motcie bloga zapisałem słowa Marka Belki o kłamstwie, które ma szybkie nogi i dopisałem do nich zdanie - „ponieważ nikt ich jeszcze nie połamał”. Nie wiem czemu nigdzie tego motta nie widzę, a szkoda, bo w swoim przekonaniu dokonuję próby takiego połamania czy raczej amputacji tych nóg w książce „Dosyć kłamstw. „Uczciwość i Niezależność”” i do treści w niej zawartych mam zamiar się na tym blogu odnosić. Oczywiście amputacji w tym sensie, że na wszechobecną propagandę powinien uodpornić się każdy, kto ją przeczyta, a że jej zasięg będzie mniej lub bardziej ograniczony, więc kłamstwa zastępowanego „na szybkich nogach” przez kolejne nie wyeliminuję, ale mogę toczyć przeciwko niemu swoją prywatną krucjatę, zachęcając do jej przeczytania.
Książkę ukończyłem przed wyborami i właśnie się pisze przewidywany tam kolejny rozdział, choć oczywiście nie trzeba było być prorokiem, żeby wiedzieć, w jaki sposób „siły demokratyczne” będą odbijać zawłaszczone „pisowskie” państwo. To co się obecnie dzieje było dla każdego łatwe do przewidzenia, ale niektórzy łudzą się być może, że jeżeli chodzi o politykę gospodarczą, to wszystko jest i będzie w należytym porządku i nowa władza rzeczywiście utrzyma programy społeczne, wydatnie podniesie pensje w budżetówce i ponadto z pożytkiem wykorzysta środki z Krajowego Planu Odbudowy, dzięki czemu postępować będzie wzrost dobrobytu i obierzemy kurs na Zachód nie tylko dlatego, że w Berlinie uznane zostaną nasze standardy demokratycznego państwa prawa, ale również dlatego, że będziemy w szybkim tempie równać pod względem gospodarczym do wysokorozwiniętych państw Zachodu. Otóż byłoby to niestety całkowicie sprzeczne z dotychczasowym doświadczeniem Polski okresu postkomunistycznego rządzonej przez obóz polityczny, który właśnie przejął władzę. Istotą i prawdziwym celem walki o status tego obozu, jako prawdziwie europejskiego, demokratycznego, umiarkowanego i będącego przeciwieństwem partii „narodowo-populistycznej”, jak zgodnie głosi propaganda od Bugu po Lizbonę, bo TVN cytuje kolejne zachodnie dzienniki donoszące o protestach partii „narodowo-populistycznej”, jest przekształcanie Polski w państwo teoretyczne i eksploatowaną strefę wpływów, z której wyciągane są na wszelkie sposoby miliardy przechodzące w biliony, czego w książce w swoim przekonaniu dowodzę, dlatego łudzić możemy się najwyżej, że w jako takiej kondycji dotrwamy do roku 2025, zanim zaczną być widoczne skutki niechybnego „odpolityczniania” (na początek) spółek SP, czyli doprowadzenia do konsumpcji obecnych 33 mld zysków rocznych samego tylko Orlenu w bardziej godnym tego miejscu.
Określenie „narodowo-populistyczna” jest wypadkową starań czynionych kiedyś przez przedstawiciela polskich „wolnych mediów” Aleksandra Smolara, który na łamach tych zachodnich dzienników tłumaczył dlaczego PiS to „ekstremistyczna prawica”. Ekstremistyczni to są sojusznicy partii narodowo-populistycznej, tacy jak pan Bąkiewicz, który w charakterze asystenta posła pojawił się na proteście w obronie odbijanej TVPiS, w związku z czym cały protest jest niewiarygodny, bo jeżeli z takimi „ekstremistami” PiS chce bronić wolności słowa, to o czym tu mówić, jak przekonują w TVN. O to, żeby były organizator marszów niepodległości był ekstremistą, bardzo starał się swego czasu, teraz zajmujący siedzibę TVP, minister kultury „pułkownik Sienkiewicz”, który jak stwierdził były szef CBA Paweł Wojtunik, podpalał budkę pod ambasadą rosyjską podczas jednego z takich marszów, żeby ten „ekstremizm” narodowców udowodnić. To nie jest jednak powód, żeby ministra kultury w rządzie prawdziwych demokratów nazywać ekstremistą, bo sąd sprawę umorzył i za przykładem sądu należy domniemywać, że Pawłowi Wojtunikowi coś się przyśniło i w rozmowie z Elżbietą Bieńkowską mówił o swoich urojeniach, a prawdziwy Europejczyk i demokrata Bartłomiej Sienkiewicz całym swoim jestestwem nawiązuje do najświetniejszych tradycji patriotycznych zapisanych na kartach Trylogii przez jego wielkiego przodka. Nawiązywał, szczególnie kiedy poprzez tzw. „akcję widelec” rozprawiał się ze skrajnie ekstremistycznym ruchem kibicowskim, który ośmielił się już najprawdziwszego demokratę i Europejczyka obrażać hasłem „Tusku matole, twój rząd obalą kibole”.
Tak więc PiS z ekstremistami takimi jak Bąkiewicz próbuje bronić pisowskiej „szczujni propagandowej”, jak donosi najbardziej bezstronna i neutralna telewizja TVN, w której dziennikarz najbardziej bezstronnej i neutralnej „Gazety Wyborczej” prawi o tym, jak to na szczęście sprawnie się z tą szczujnią uporano, bo biura podkomisji smoleńskiej pozwolono okupować Macierewiczowi, a tutaj na szczęście przebiegło to zdecydowanie sprawniej. Ponadto, żeby widzowie TVN nie mieli wątpliwości, jak marne są pisowskie protesty w obronie praworządności, dziennikarz „GW”, przypomina że marsze Komitetu Obrony Demokracji gromadziły miliony protestujących, a tu widać jedynie garstkę kilkudziesięciu osób. W ten sposób „partia TVN, GW i mediów kopiujących” (gdyby pod takim szyldem zjednoczył się obóz PO+, mielibyśmy nieco większą transparentność tego kto tak naprawdę w Polsce przejął właśnie władzę) uzasadnia działania obozu PO+ na odcinku mediów, a neutralny i bezstronny dziennikarz wyraża przy tym przekonanie, że wybory pokazały, że ludzie nie są tak głupi, żeby się nabrać na propagandę PiS-u, który się będzie mienił, jako broniący praworządności i wolności słowa. Tak więc ważnym wyróżnikiem dziennikarzy „bezstronnych” i „neutralnych” jest przekonanie, że elektorat PiS-u to ludzie głupi, którzy dali się omamić „pisowskiej propagandzie”.
Tak więc to, że media publiczne zostają przejęte na podstawie uchwały, z pominięciem przepisów obowiązującej ustawy, nie ma tutaj najmniejszego znaczenia, bo co wolno „demokratom”, to nie „pisowskim wariatom”, że nawiążę do słów Moniki Olejnik, która prosiła kiedyś Adama Bielana, żeby nie robił z widzów TVN wariatów i nie wmawiał im, że w walce o praworządność nie chodzi o praworządność. Od nawiązania do tego cytatu zaczynam rozdział IV swojej książki „Walka o praworządność” i szczegółowo analizuję m.in., to na jakiej podstawie PiS dokonywał konwalidacji wyboru pięciu sędziów TK w oparciu o uchwały Sejmu z 25 listopada 2015 r., w związku z tym, że wybory sejmu poprzedniej kadencji zostały dokonane z naruszeniem przepisów prawa nie tylko w zakresie potwierdzonym przez TK wyrokiem 3 grudnia i do wielu ciekawych wniosków tam dochodzę, aczkolwiek nie sądziłem, że obóz PO+ - który wtedy powołał KOD powstały jeszcze zanim zapadł wyrok Trybunału, bo 2 grudnia 2015 r. - będzie poprzez uchwały znosił sobie ustawy w imię przywrócenia bezstronności w mediach. Tutaj nie ma żadnej analogii, bo byłaby tylko wtedy gdyby PiS przejął cały TK na podstawie uchwały, której celem jest przywrócenie bezstronności Trybunału, ale jeżeli ktoś chce zrozumieć na czym polegał tamten konflikt, który stanowił genezę wielkiej walki o demokrację i praworządność, której zwycięską kontynuację właśnie obserwujemy, to zachęcam do zakupu książki. Uważam, że dostrzegam tam bardzo istotne fakty, które były nieobecne w debacie publicznej po obu stronach barykady politycznej, zarówno tej „bezstronnej” i „neutralnej”, jak i tej „ekstremistycznej”.
Ponieważ, przynajmniej z wiadomości TVN niczego nie dowiedziałem się o podstawach prawnych działania obozu PO+, co wynika zapewne stąd, że nowa „praworządność” ma mieć szybkie nogi, bo inaczej napotka na opór pisowskiego państwa opartego na „kroczącej niekonstytucyjności”, czyli w tym akurat przypadku na tym, że „pisowski” jest Prezydent i TK, a w innym na tym, że pisowskie są KRS i SN, a w jeszcze innych przypadkach „pisowskich” będzie 3 tys. sędziów wybranych przez „neo KRS”, których zaraz się będzie skutecznie weryfikować. Bo o ile komunistyczne sądy mogły „uzdrawiać się same” i odsunięto od pełnienia funkcji jednego komunistycznego sędziego (w NRD odsunięto ich 80%), to „pisowskie” sądy już takiej mocy mieć nie będą, zapewne dlatego, że w przeciwieństwie do tych komunistycznych mogą stawać na drodze do odbudowy sparaliżowanego państwa teoretycznego, będącego eksploatowaną strefą wpływów.
Praworządność szybko dopadła Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika i tutaj bezstronna i neutralna TVN tłumaczy swoim widzom, jak to Mariusz Kamiński, żeby PiS mógł przejąć głosy Samoobrony na wsi, wmanewrował Andrzeja Leppera w aferę gruntową, m.in. po założeniu podsłuchów bez zgody sądu. Z tego co pamiętam, to w 2015 r., nie było mowy o skazaniu za nielegalne podsłuchy, tylko za nielegalne działania operacyjne polegające na „fałszowaniu dokumentów”, co miało na celu tworzenie przykrywki agentom wysłanym z propozycją korupcyjną. Z tego co pamiętam Kamiński i Wąsik zostali skazani przez sędziego Łączewskiego, który umawiał się z Tomaszem Lisem na spotkanie celem ustalenia strategii walki z PiS-em (bronił się, że ktoś mu się na konto włamał) za „fałszowanie dokumentów” i „podżeganie do korupcji”, czyli za wysłanie agentów pod przykrywką z propozycją korupcyjną. Ja uważam, że polityk, który jest ministrem i marszałkiem powinien się spodziewać agentów składających propozycję korupcyjną, tak jak zakład pracy może spodziewać się inspekcji sanepidu czy BHP, bo tylko tak można korupcję zwalczać, ale w III RP to „podżeganie do korupcji” i „metody państwa totalitarnego”, jak orzekają wolne sądy. Później najwyraźniej doszedł zarzut nielegalnych podsłuchów, ale „pisowcy” do teraz utrzymują, że wszystkie były legalne, o czym mówił J. Kaczyński w „Republice” i sędziów skazujących Kamińskiego i Wąsika nazwał przestępcami. W każdym razie jedyne co z tamtej sprawy mają pamiętać widzowie TVN, żeby czasem nie głupieć to tyle, że PiS poprzez polityczny atak na Leppera, dążył do przejęcia elektoratu wiejskiego. O tym, że „nasz minister” dreptał na korytarzu hotelu Marriott przed apartamentem „Ryśka z Gdyni”, jak nazywał Janusza Kaczmarka i Ryszarda Krauzego Komendant Główny Policji już nie, bo sprawę przecieku wolne sądy natychmiast umorzyły, więc co to ma do rzeczy. Po wizycie „naszego ministra” u „Ryśka z Gdyni” pojawił się poseł Samoobrony, który o 6 rano dnia następnego był z wizytą u Leppera, a skazany w tej sprawie za korupcję Piotr Ryba kilka godzin później rozmawiał z Jerzym Maksymiukiem, co według prokuratury dowodziło przecieku dokonanego za pośrednictwem potężnego oligarchy i PiS, przejmując elektorat wiejski, ewidentnie zadarł przy okazji z niewłaściwym człowiekiem zupełnie bez sensu, bo co chłopów popierających Samoobronę obchodzi jakiś „Rysiek z Gdyni”. Jak się okazuje w przejmowanym przez PiS od 2017 r., Sądzie Najwyższym są jeszcze sędziowie praworządni, którzy unieważnili ułaskawienie Prezydenta Dudy w czerwcu tego roku, mimo wyroku TK, który rozstrzygał spór kompetencyjny między SN i Prezydentem, ale jakie znaczenie ma teraz „pisowski” TK? Musimy poczekać aż zostanie przywrócona jego bezstronność i neutralność.
Próbkę tego, jak wygląda prawdziwa bezstronność i neutralność, otrzymali już na szczęście również widzowie TVP, którym w nowych "Wiadomościach" (w pierwszym, wczorajszym wydaniu) oznajmiono, że przez lata byli pod wpływem telewizji siejącej zło. Zapomniano dodać, że i głupotę. Marek Czyż tłumaczy, że na szczęście to już przeszłość i że Komisja Europejska z optymizmem patrzy na to, w jaki sposób przywracana jest w Polsce praworządność, a jakiś Europarlamentarzysta mówi, że to już się dokonało, bo po prostu wraz ze zmianą władzy praworządność przestała być łamana. Do tej pory głoszono, że dzięki temu uzyskamy wstrzymane środki z KPO, czyli 60 mld EUR w tym 35 mld wypłaconych w ramach preferencyjnych pożyczek, ale Marek Czyż w nowych bezstronnych i neutralnych Wiadomościach stwierdza, że dzięki spełnieniu warunków zawartych w tzw. kamieniach milowych, otrzymamy nawet 140 mld EUR, najpewniej w ramach terapii przerażonego najbliższymi perspektywami otumanionego pisowskiego ciemnego ludu.
Zło nadal sieją w „Republice” i mówią coś o walizkach pieniędzy łożonych przez niemiecki wywiad na partię Tuska KLD, która szybko stała się najbogatszą partią w Polsce, mimo że SLD odziedziczyła majątek PZPR i otrzymała słynną pożyczkę moskiewską, ale przypominanie takich faktów (relacje na ten temat są liczne) to „kopanie kanionów podziałów” w społeczeństwie, sianie nienawiści, więc zdecydowanie wykraczają poza ramy bezstronności i neutralności. Co innego tłumaczenie, że głupi, pisowski lud na szczęście był w mniejszości i uniknęliśmy dzięki temu sytuacji, jaka ma miejsce na Węgrzech i w Turcji, gdzie koledzy jednego z „demokratów” występującego w programie „Czarno na białym” w TVN, siedzą w więzieniach, a my tego uniknęliśmy w ostatniej chwili i nigdy więcej już nie może dojść do powrotu rządów niszczących demokrację. O tym, że nigdy więcej nie możemy już dopuścić do tego zła, jakie toczyło Polskę w latach 2015-2023 i o tym, jakie mieliśmy szczęście, że udało się dokonać przełomu na miarę 89 r., słyszę zewsząd i nie wiem czy to nowa odsłona narracji podobnej do tej, jaka panowała w latach 2008-2015, kiedy w kółko ostrzegano przed grożącym „zamordyzmem IV RP”, czy też rzeczywiście będą podejmowane próby delegalizacji PiS-u.
Ja się jednak obawiam zamordyzmu, jaki teraz nam grozi, bo wszystko wskazuje na to, że w ramach dożynania watahy zapanują rządy autorytarne dalej posunięte niż przed 2015 r., kiedy z powodu prześladowań politycznych wsadzano do więzień, bo z tym mieliśmy do czynienia w ramach afery marszałkowej czy też w ramach tej „akcji widelec”. Opierały się one na dominacji medialnej dlatego w książce piszę o autorytaryzmie kompetytywnym czy też demokracji limitowanej, jak określał tamte rządy Bronisław Wildstein. Głównym zapleczem dla tych autorytarnych rządów są wpływy zewnętrzne, stąd to poparcie w Unii dla hucpy, jaką była rzekoma walka o praworządność, która właśnie teraz prowadzi do ostatecznej dewastacji ładu konstytucyjnego w Polsce. Aby to uzasadnić, wystarczy przytoczyć art. 95 niemieckiej Konstytucji i zapytać, co decyduje o tym, że w Niemczech Bundestag może obsadzać bezpośrednio trybunały w tym odpowiednik polskiego SN, a w Polsce nie może nominować sędziów (którzy nie mogą być członkami partii i muszą spełniać określone wymogi) do Rady, która będzie to robić, mimo że Konstytucja mówi jasno i wyraźnie, że o sposobie wyboru jej członków decyduje ustawa. Nie jestem prawnikiem, ale jestem historykiem, a spór, który omawiam w książce, analizując liczne opinie prawników, jest sporem nie prawnym, a wyłącznie politycznym w ramach walki o władzę, walki w istocie nie tyle o demokratyczne państwo prawo, co najwyżej o anarchiczne państwo prawników, tych zdających egzamin z „praworządności” oczywiście.
Szerzej tego uzasadniał nie będę, bo w książce takie wnioski wyciągam po ponad 60 stronach analizy i podobnie nie będę tutaj szerzej tłumaczył się z tego, dlaczego moja książka niewątpliwie „szerzy zło”, mimo że bynajmniej nie pisałem jej pod wpływem propagandy TVPiS-u. Szerzeniem zła według kryterium, jakie właśnie nastały, jest choćby stwierdzenie, że pensje pielęgniarek wzrosły w latach 2008-2015 do 2,7 oraz 2,8 tys. w zależności od wykształcenia po protestach w miasteczku namiotowym pod Sejmem w 2007 r., a w latach 2016-2023 wzrosły do poziomu 5.5 i 7.5 tys. w zależności od wykształcenia przy skumulowanej inflacji 18% w pierwszym okresie i 38% w okresie drugim. Stwierdzenie faktu, że było to możliwe po rozprawieniu się z tolerowanymi w państwie teoretycznym, będącym eksploatowaną strefą wpływów, mafiami paliwowymi i vatowskimi, to sianie pisowskiej nienawiści, zła i głupoty, co robię w książce permanentnie, nie pomijając również wątków dotyczących wpływów niemieckich i rosyjskich, co widać wyraźnie, jeżeli tylko spojrzy się na sam spis treści, który zawiera takie podrozdziały, jak „Narodziny partii pruskiej” czy też „Bronisław Komorowski, a wpływy rosyjskie i indyferentyzm narodowy”. Zaplecze dla obozu ulegania wszelkim wpływom, jak nazywam postkomunistyczny obóz PO+, jest głównie na zewnątrz, dlatego obok reakcyjnego odbijania państwa z rąk pisowskich za chwilę będziemy ponosić nieuniknione koszty ekonomiczne tego, że jedyną ambicją obozu PO+ jest to, aby stanowić arystokrację municypalną w polskiej prowincji, a status tej arystokracji zapewniają medialne narzędzia wpływów i instytucje unijne, co razem składa się na klasyczną dominację optymatów nad popularami (nie mylić z „narodowymi populistami”), opartą na autorytetach rozlicznych współczesnych kapłanów. Ile nas ta dominacja kosztowała do tej pory, opisuję w książce i przewiduję, że w najbliższej przyszłości będzie nas ponownie kosztować nie mniej, co będzie bardzo szybko odczuwalne, bo odbudowa strefy wpływów będzie miała teraz charakter reakcyjny, podczas gdy wcześniej mieliśmy do czynienia z rządami kontynuacji opartymi na propagandzie wyprowadzania nas z mroków komunizmu po sukcesie wielkiej transformacji.
Póki co widzimy skutki polityczne, takie jak zgoda na przymusową relokację uchodźców, co trzeba przykryć komisją wyjaśniającą aferę wizową. Czy ci, co kupowali te wizy otrzymywali je na czas określony i w związku z podjęciem w Polsce pracy, a ci relokowani żadnej pracy podejmować nie będą musieli i będą tworzyć tutaj getta na zasiłkach, a wywodzić się będą spośród tych, którzy potencjalnie dla państw zachodnich stanowią obciążenie, a nie spośród tych, którzy są tam mile widziani, bo stanowią siłę roboczą? Jeżeli chodzi o skutki ekonomiczne, to też już je widać, bo jak oświadczył Ryszard Petru podczas debaty nad budżetem, że oszczędności trzeba szukać w rezygnacji z inwestycji na pokaz takich jak CPK i przekop Mierzei, przy czym o ile, jak wiadomo, CPK jest zbędne, bo lotnisko jest w Berlinie, to nie wiem czy to jest zapowiedź tego, że Mierzeję będą zakopywać, zgodnie z tym, czego chciała natura.
Na tym zakończę, bo już i tak zrobiła się już z tego zbyt obszerna notka. Dodam jeszcze tylko, że ja nie występuję tutaj jako adwokat i orędownik PiS-u, tylko jako zdecydowany przeciwnik postkomunistycznego obozu PO+, który ubolewa nad tym, że zgodna z prawdą historyczną diagnoza rzeczywistości nie doprowadziła do mobilizacji niezależnych i patriotycznych sił politycznych po lewej stronie i w centrum sceny politycznej, co powinno nastąpić, jeżeli chcieliśmy zakończyć okres postkomunistyczny w Polsce. Do takich niestety spóźnionych wniosków ma skłaniać moja książka, ale to już wyjaśniałem w poprzedniej notce zatytułowanej „Mój wyrok historii”. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem obozu PO+, bo do tego skłania mnie analiza rzeczywistości zgodna z prawdą historyczną, którą w książce w swoim przekonaniu opisuję, dlatego przeciętny zwolennik obozu PO+, który nie jest w żaden sposób politycznie związany z tym obozem, jeżeli sięgnie po tę książkę może się poczuć jak bohater Matrixa, który połknął niebieską pigułkę, co może grozić tym, że zacznie szerzyć „zło i głupotę”, godząc w jedność narodu, jaka ma zapanować pod rządami prawdziwych „Europejczyków” i „demokratów”. Zwolennicy PiS-u również się wiele mogą z mojego opracowania dowiedzieć, aczkolwiek może być ich jeszcze trudniej wyciągnąć spod wpływów propagandy pisowskiej, jakiej są ofiarą, mimo że niejednokrotnie bardzo ostro krytykuję w książce również PiS.
Książkę opublikowałem w ramach tzw. selfpublischingu w formacie PDF i można ją jeszcze (nie wiem czy wkrótce nadal będzie to możliwe ze względu na „zło”, jakie szerzy) nabyć po otwarciu poniższego linka:
https://www.empik.com/dosyc-klamstw-krawczyk-adam,p1419622722,ebooki-i-mp3-p
W poprzedniej notce wspominałem, że w „darmowym fragmencie”, dostępnym do wglądu, są drobne błędy w spisie treści, ale w pliku głównym, jaki jest w sprzedaży są one poprawione. Nadal nie został podmieniony plik z tym darmowym fragmentem, ale nie chcę już się o to upominać i składać reklamacji, bo dobrze, że jeszcze jej stamtąd nie usunięto i mam jakąkolwiek możliwość rozpowszechniania tego mojego opus magnum, które kosztowało mnie ogrom wysiłku (do kwadratu).


Komentarze
Pokaż komentarze (33)