Dziemianowicz-Bąk zszokowana tym, co ujawnił lekarz sygnalista
Nie milkną echa wywiadu doktora Emila Jędrzejewskiego, który w rozmowie na Kanale Zero opowiadał o sytuacji w Szpitalu Południowym. Lekarz mówił między innymi, że :pacjenci przyjęci na SOR umierali niezaopiekowani”. Stwierdził również: – Tam giną ludzie, bo ktoś się uczy. To jest sedno całego zamieszania.
Do tych słów odniosła się w Polsat News minister rodziny, pracy i polityki społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. Jej zdaniem relacja lekarza i przedstawione przez niego zarzuty są tak poważne, że nie można przejść nad nimi obojętnie. – Myślę, że wszystkimi nami na tyle wstrząsnęła ta rozmowa i te oskarżenia, i te zarzuty, i te informacje czy doniesienia, że ciężko jest przejść nad tym obojętnie – stwierdziła minister w programie „Graffiti”.
"To już nie jest oburzające, to przerażające"
Gospodarz programu przytoczył wpis premiera Donalda Tuska, który po próbie przesłuchania lekarza w prokuraturze napisał, że "wiarygodność pana Emila Jędrzejewskiego i jego sensacyjnych wypowiedzi wydaje się być wątpliwa”. - Ze względu na wagę zarzutów instytucje do tego powołane sprawdzać będą wszystko do najdrobniejszego szczegółu. Odpowiedzialni za ewentualne nadużycia, zaniedbania lub pomówienia nie pozostaną bezkarni - dodał.
Dziemianowicz-Bąk zaznaczyła, że wcześniejsze informacje dotyczące Szpitala Południowego i możliwych nieprawidłowości w systemie ochrony zdrowia były oburzające. Jej zdaniem słowa lekarza przenoszą jednak sprawę na zupełnie inny poziom. – Ale to, co padło w tym wywiadzie, to już nie jest oburzające, to jest po prostu przerażające – oceniła.
W opinii polityk Lewicy należy oddzielić spór polityczny od działań, które muszą podjąć prokuratura i odpowiednie służby, bo sprawa dotyczy już nie tylko zarządzania placówką czy nadzoru, ale możliwego zagrożenia życia i zdrowia pacjentów.
Lekarz nie chciał zeznawać bez pełnomocnika
Dr Emil Jędrzejewski został wezwany do Prokuratury Okręgowej w Warszawie w środę po wywiadzie udzielonym Kanałowi Zero. Jak przekazał rzecznik prokuratury prok. Piotr Antoni Skiba, świadek nie chciał składać zeznań bez udziału pełnomocnika. Wezwanie otrzymał przed godziną 9 i musiał stawić się na 12. Jędrzejewski nie zdążył umówić mecenasa.
– Świadek zakomunikował, że nie chce zeznawać bez udziału pełnomocnika. Poinformował, iż nie udało mu się do chwili obecnej ustanowić pełnomocnika, złożył krótkie oświadczenie w zakresie niemożności zeznawania w dniu dzisiejszym i wnosił o odroczenie terminu przesłuchania – przekazał prokurator. Mimo że lekarz poprosił o przesłuchanie w obecności prawnika, prokurator nadal zadawał mu pytania i za każdym razem w protokole odnotował milczenie świadka. Jędrzejewski wyjawił prokuraturze dwa nazwiska osób, które umarły na skutek zaniedbań w Szpitalu Południowym. Prokuratura potwierdziła wczoraj, że prowadzi postępowanie łącznie ws. 12 zgonów z 2025 roku i - jak ujawnił Patryk Słowik z Zero.pl - 20 przypadków fałszowania dokumentacji. Sprawdziła się też informacja Jędrzejewskiego, że doszło do śmierci pacjenta niezaopiekowanego na SOR-ze w toalecie. - Jedno z tych postępowań jest w dalszym ciągu prowadzone. Dotyczy ono zgonu pacjenta, którego zwłoki zostały ujawnione w toalecie - przypomniał rzecznik Piotr A. Skiba.
Dziemianowicz-Bąk zaznaczyła, że oceny wiarygodności lekarza nie powinna dokonywać opinia publiczna ani politycy, lecz wymiar sprawiedliwości. – Mówimy o oskarżeniach domniemanych, głoszonych, ale o oskarżeniach, działaniach, które miałyby doprowadzić do śmierci ludzi – tłumaczyła.
Śledztwa i kontrole w Szpitalu Południowym
Afera wokól Szpitala Południowego ma wymiar prokuratorski. W poniedziałek wszczęto dwa śledztwa dotyczące placówki. Pierwsze dotyczy oszustwa na kwotę ponad pół miliona złotych przez radnego Dawida Kacprzyka. Drugie obejmuje nadużycie uprawnień przez funkcjonariusza publicznego, w tym możliwe naruszenia zasad triażu przy kwalifikacji pacjentów na SOR-ze.
Kontrole w szpitalu prowadzą Narodowy Fundusz Zdrowia oraz warszawski ratusz. Audytem objęto również SOR-y we wszystkich miejskich szpitalach. Ministerstwo Zdrowia zleciło wojewodzie mazowieckiemu oraz konsultantowi krajowemu w dziedzinie medycyny ratunkowej kontrolę w Szpitalu Południowym i Mazowieckim Szpitalu Bródnowskim.
Afera wokół placówki zaczęła narastać po doniesieniach portalu Zero.pl. Według tych ustaleń Dawid Kacprzyk, były koordynator SOR-u w Szpitalu Południowym i były radny KO w warszawskim Ursusie, miał w trakcie specjalizacji z anestezjologii zarobić w ubiegłym roku 1,6 mln zł. Pojawiły się również zarzuty, że na oddziale politycy Koalicji Obywatelskiej mieli być przyjmowani bez kolejki.
Minister chce większej ochrony sygnalistów
Dziemianowicz-Bąk zwróciła uwagę, że sprawa Szpitala Południowego pokazuje potrzebę wzmocnienia ochrony sygnalistów. Jej zdaniem obecne przepisy powinny zostać rozszerzone między innymi o kwestie związane z prawem pracy, zarządzaniem, niekompetencją, niedopełnieniem obowiązków oraz bezpieczeństwem w ochronie zdrowia. – Jeżeli chodzi o tę ustawę, można byłoby rozmawiać o jej poszerzeniu, ale ważne jest przede wszystkim jej respektowanie – mówiła minister.
Bez względu na ocenę samego lekarza sprawa nie może zostać „zamieciona pod dywan” - zadeklarowała. – Sytuacja w tym szpitalu i sytuacja dotycząca tych skandalicznych doniesień musi zostać do cna wyjaśniona – podsumowała.
Fot. Emil Jędrzejewski, lekarz-sygnalista/screen Kanał Zero
Red.







Komentarze
Pokaż komentarze (94)