Inwigilacja, setki podsłuchów, służby bezpieczeństwa wyrzucające ludzi z łóżek o szóstej rano. Jak dotąd taki opis pasował tylko do PRLu czy, bardziej na czasie, do reżimu Łukaszenki. Niestety, okazuje się, że Polska miast stać się drugą Irlandią, przepoczwarza się w drugą Białoruś.
Mamy konstytucyjne prawo do wolność słowa. Tylko, że z tej wolności mogą korzystać wyłącznie wybrani. Przekonaliśmy się o tym w maju, gdy ABW wtargnęło do mieszkania założyciela strony antykomor.pl, Roberta Frycza. Przypominam, że głównymi zadaniami ABW, powstałego z dawnego UOP, są ochrona suwerenności i ustroju, kontrwywiad, zwalczanie terroryzmu, korupcji, przestępczości zorganizowanej, przestępstw ekonomicznych, ochrona informacji niejawnych, przeciwdziałanie proliferacji broni masowego rażenia. Czy Frycz dokonał jakiegokolwiek przestępstwa związanego z powyższym zadaniami? Stanowił aż takie zagrożenie, że nasłano na niego ABW? Jeśli tak, to dlaczego nie został zatrzymany?
Jestem zwolennikiem prawa opartego na precedensie sądowym. Jeśli przysposobiony elektryk mógł powiedzieć o prezydencie Lechu Kaczyńskim "Bo tego durnia mamy za prezydenta", "Jedno tu tylko słowo pasuje: s...syn", to każdy może to samo powiedzieć o Bronisławie Komorowskim. Albo taki Hubert H. Po rzuceniu paru inwektyw pod adresem prezydenta, został bohaterem wolnych mediów. Tomasz Lis zaprosił go do studia i przeprowadził z nim wywiad (nota bene mogliśmy wtedy zobaczyć jak wygląda przedstawiciel młodych, wykształconych, z dużego miasta; wszakże sam powiedział "Głosowałem na Tuska"). Postępowanie wobec H. zostało umorzone, gdyż "Nietrzeźwy człowiek nie może realnie godzić w powagę urzędu głowy państwa, tym bardziej, że H. nie jest żadnym autorytetem." i " W ocenie sądu, wypowiedzi oskarżonego nie wpłynęły na efektywność wykonywania zadań przez prezydenta. Nie osłabiły też jego władzy." Na koniec warto wspomnieć o stronie spieprzajdziadu.com. W treści i formie brutalniejsza od antykomor.pl, jednak do jej autora ABW nie wkroczyło. Czy to dlatego, że spieprzajdziadu.com była przeciwko właściwemu prezydentowi?
Za kadencji Lecha Kaczyńskiego, o prezydencie można było powiedzieć wszystko. Oczywiście, co naturalne, PiS i sympatycy prezydenta protestowali przeciwko jego obrażaniu. Obrazę głowy państwa dwa razy nawet sąd badał. Jednak nikt nie został z tego względu zatrzymany, skazany ani zaszczuty służbami specjalnymi tak, jak ma to teraz miejsce.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)