"Wszyscy jesteśmy Niemcami". W telewizji, w radio, w internecie dominuje jeden temat; Niemcy i kanclerz Merkel (stał się nawet ważniejszy niż sama kampania wyborcza). Autorytety i ci, którzy ich słuchają, lamentują, że Jarosław Kaczyński popełnił (znowu) straszną zbrodnię. Jak on śmiał tak pisać o Angeli Merkel?! Jak on mógł tak zszargać dobre imię pani kanclerz?! I wszyscy opierają się na jednym zdaniu, zacytowanym przez dziennikarza, bo nikt z nich nawet nie pofatygował się sprawdzić, co i jak jest napisane.
Jedno zdanie o nieprzypadkowości wyboru Angelii Merkel na kanclerza wywołało tak ogromne poruszenie wśród polityków partii rządzącej, popierających ich wyborców i prorządowych mediów, że do Berlina popłynęła rzeka przeprosin i próśb o wybaczenie. Czy Polska, po latach zaborów, okupacji i wtórnej okupacji, musi wszędzie przychodzić na kolanach? Tak, bo liczy się tylko to, aby bronić Niemców i dokopać "Kaczorowi".
Obserwując Polaków płaszczących się przed zachodnim sąsiadem zastanawiam się, czy jesteśmy jeszcze niezależnym krajem, czy już państwem satelickim Niemiec? Mówią, że "Niemcy są naszym największym partnerem handlowym i nie można ich obrażać" . A kto ich obraża? To, że jeden polityk z partii opozycyjnej przedstawia swoje zdanie o zagranicznym polityku, ma zniszczyć nasze układy handlowe? To co to są za relacje, skoro kilka słów, wyrwanych z kontekstu, im zagraża?
Gdy relacje między dwoma państwami nie opierają się na wzajemności, to zawsze silniejsze będzie pogardzać słabszym. Jeżeli kanclerz Merkel obściskuje się z wygnaną Eriką i ignoruje polskie protesty, to znaczy, że ma gdzieś odczucia Polaków na temat niemieckiego pobytu na terenie Polski w latach 1939-45. Toteż jeśli nie nauczmy się wreszcie, że liczy się tylko i wyłącznie interes Polski i nadal będziemy szukali wsparcia państw ościennych w rozwiązywaniu naszych konfliktów wewnętrznych, to faktycznie lepiej, aby stolica Polski znajdowała się w Berlinie.


Komentarze
Pokaż komentarze (30)