To, że partia obywatelska, wraz z umiłowanym wodzem z Kancelarii (i drogim pszyfutcom z Belwederu) kpi sobie z własnego elektoratu, wiem nie od dziś. Ale, żeby robić to tak jawnie, jak ma to miejsce w ostatnim czasie? Po historii z ACTA, Platforma osiągnęła już K2 bezczelności. Czy w jedynie słusznej Partii uznali, że głębokie gardło elektoratu połknie wszystko? Wiele wskazuje na to, że tak.
Podpis pod ACTA, dokumentem przemyconym między zbożem a rybami, bez wcześniejszych społecznych konsultacji, uwłacza resztkom inteligencji, jaka pozostała elektoratowi z dużych miast. Ludzi młodych, wykształconych, zadłużonych na trzydzieści lat. I choć prędzej na Saharze nastanie Epoka lodowcowa, niż oddam głos na partię miłości, to jednak czuję moralny obowiązek obrony, tych co nie potrafią się sami bronić. Tak po ludzku jest mi ich szkoda.
Dlatego sprzeciwiam się stanowczo działaniom członków Rządu, którzy wspólnie i porozumieniu zdecydowali o podpisaniu ACTA. Dokumentu, o którego istnieniu szerzej poinformowano społeczeństwo dopiero w przededniu podpisania. I pomimo licznych protestów, został sygnowany przez polskie władze. A teraz, post factum, minister od cyfrowej Polski wraz ze swoim pryncypałem zapowiadają dokładne zapoznanie się z umową. Sam Mistrz Bareja lepiej by tego nie wymyślił!
Co dalej? Przed Platformą pozostał jeszcze jeden szczyt. Wielce prawdopodobne, że tak jak dostaliśmy acta niespodziankę, możemy któregoś dnia obudzić się z euro niespodzianką. A co powiedzą nasi umiłowani? "Stało się, ale świat się na tym nie kończy".


Komentarze
Pokaż komentarze (1)