Wiosenne wybory do parlamentu europejskiego zapowiadają się ciekawie. Niektórzy politycy oznajmiają, że będą otwarcie dążyć do stworzenia państwa europejskiego. W polskiej polityce brak na ten temat dyskusji. Zbliżające się wybory do parlamentu europejskiego powinny taką dyskusję generować. Zamiast tego mamy gender i Owsiaka. Kwestie, które należy rozważyć w odpowiednim czasie, gdyż później będzie za późno, zostają w ten sposób pominięte lub będą rozważane z doskoku. Warto więc pytać czy Europa powtórzy drogę Ameryki do USA?
USA swój imperialny marsz rozpoczęła od deklaracji niepodległości. Pierwsza konstytucja amerykańska uchwalona jako Artykuły Konfederacji (1781) obejmowała trzynaście państw mających stanowić ligę przyjaciół. W 1787 roku, rozważano już przyjęcie nowej konstytucji, która byłaby bardziej spajającym tworzywem. Benjamin Franklin i George Washington byli za federacją, a Samuel Adams i Patrick Henry przeciw. Dyskusje sprowadzały się do tych samych argumentów jakie w Polsce przywołuje się w dyskusjach nad europejskim federalizmem. Przeciwników Konstytucji opatrywano etykietą anty-federalistów. Rzecznicy Konstytucji nazywali siebie federalistami. Przeciwnicy Konstytucji nie byli zadowoleni z takiego zaszufladkowania. Według nich to oni byli prawdziwymi obrońcami federalizmu. Przeciwnicy Konstytucji utrzymywali, że federalizm jest systemem, w którym państwa suwerenne łączą się dla ograniczonych celów, takich jak wspólna obrona. W federacyjnym systemie moc polityczna i aktywność polityczna powinny pozostawać czymś odrębnym od centralnego rządu. Zgodnie z tą opinią, Artykuły Konfederacji stworzyły autentycznie federacyjny system. Anty-federaliści sądzili, że nowa Konstytucja, natomiast, nie stwarza federalnej formy rządów, ale raczej państwo odrębne, niezwiązane z pozostałą trzynastką, nawet gdyby wciąż egzystowała ona na papierze. Anty-Federaliści sądzili, że federaliści stworzą imperium rządzone przez nieliczne elity i w ten sposób zatracona zostanie idea samostanowienia republikańskiego. Tak jak anty-federaliści, federaliści twierdzili, że są, tak naprawdę, szczerymi republikanami, i upierali się, że Konstytucja jest całkowicie zgodna z republikańskimi zasadami. Anty-federaliści, jednakże, sądzili, że federaliści próbują zastąpić klasyczną republikańską tradycję politycznej myśli, nową nauką polityki. Zgodnie z tą współczesną nauką polityki, rząd powinien promować osobistą wolność (wolność życia jednostki jaką ona uważa za odpowiednią), ale niekoniecznie społeczną wolność (wolność, aby aktywnie uczestniczyć w publicznym życiu). Dysputy trwały i dopiero groźba zewnętrznej interwencji oraz rozłamów wewnątrz federacji, doprowadziły do uchwalenia konstytucji, w której rząd centralny zyskał prawo poboru podatków, tworzenia armii oraz prowadzenia polityki zagranicznej. Lata trzydzieste i czterdzieste dziewiętnastego wieku były okresem największej ekspansji amerykańskiej. Okres ten kojarzony jest z Manifestem Przeznaczenia. USA miało być najznakomitszym państwem w historii powszechnej. Termin został ukuty przez dziennikarza gazety NYT, Johna O'Sullivana w 1839 r. O'Sullivan sądził, że będzie to pokojowy wzrost związany z osadnikami wyruszającymi na zachód, ale rzeczywistość była odmienna i obejmowała eliminację plemion tubylczych, liczne militarne konflikty, w tym wojnę z Meksykiem oraz wojnę domową, w której zginęło około miliona żołnierzy. Nałożyło się też na to religijne ożywienie związane z poglądem o specjalnym przeznaczeniu Ameryki. Jednocześnie rozwinęło się przekonanie, że Europa i Ameryka są czymś lepszym. W polityce panowała zasada, że najlepszym sposobem pozyskania bogactwa narodu jest stworzenie imperium i wyważony balans handlowy z innymi imperiami. Kapitalistyczne bogactwo miało kreować bogactwo innych. To przekonanie oznaczało też wiarę, że światowe bogactwa są nieskończone. Jednak w merkantylistycznej odmianie kapitalizmu, bogactwo należało zdobywać odbierając je innym lub polegać na własnym narodzie. Przy czym inne narody stanowiły konkurenta i należało się ich obawiać. Oznaczało to stosowanie zasady, że wróg naszego wroga jest naszym przyjacielem. Praktyka ta pozostawała w sprzeczności z deklaracjami wyrażonymi w pamflecie Thomasa Paine'a „Common Sense”. Ameryka miała być imperium wolności. Musiała jednak pokonać monarchie europejskie. Zawierała sojusze by pokonać jednych, zanim sama pokonała tymczasowych sojuszników. Z Francją walczyła przeciw Anglii i Hiszpanii. Z Anglią przeciw Francji. I wszystkich pokonała. W ten sposób ukształtowała się stosowana do dzisiaj praktyka amerykańskiej Realpolitik. A filozofia i doktryna republikańska nie-dominacji dopiero się kształtuje i jak zwykle filozofia wyprzedza codzienność o sto lat. Prezydent Barack Obama stwierdził w trakcie wizyty w lipcu 2009 r. w Moskwie, że dziewiętnastowieczne sojusze i sfery wpływu i rożnego rodzaju balanse związane z takim postrzeganiem świata, są już niemożliwe. Badania prowadzone w ostatnim czasie pokazują, że Rosja uważa USA za przeciwnika znacznie groźniejszego niż Chiny lub Iran. Neo-despotyczny gospodarczy model Rosji stanowi prawdziwe wyzwanie dla liberalnego kapitalistycznego rynkowego modelu gospodarczego USA i Zachodu i staje się wzorem dla krajów rozwijających się. Kolejny raz Rosja jest postrzegana jako propozycja innego niż kapitalistyczny wzór rozwoju dla innych krajów, szczególnie krajów trzeciego świata. Z bankructwem Konsensusu Waszyngtońskiego modelu w Rosji za rządów Borys Jelcyna, jego następca, Władimir Putin, przystąpił do budowy scentralizowanego, gospodarczego modelu zasilanego przez państwo, co uczyniło spore wrażenie na państwach trzeciego świata, zwłaszcza, że osiągnął on gospodarcze sukcesy w stosunkowo krótkim czasie. Nie ma w tym nacjonalizmu, ale tkwi w tym raczej natura rozwoju gospodarczego kreowanego przez państwo. Czy rozwój ten jest zaborczy i może zagrażać sąsiadom?
Polska jest prymusem realizacji Konsensusu Waszyngtońskiego. Z tej to przyczyny stanowimy ustrój konkurujący z rosyjskimi wizjami i państwo mające aspirację przewodzenia regionalnego krajom podzielającym nasz negatywny stosunek do rosyjskiego imperializmu. Sytuacja ta może przekształcić się w konflikt. Zwłaszcza, że Polska postrzegana jest przez Rosję jako aktywny uczestnik niedotrzymania umów związanych z nie włączaniem po upadku bloku komunistycznego byłych krajów obozu komunistycznego do NATO. Należy też pamiętać, że zgodnie z deklaracją prezydenta Rosji Dimitria Miedwiediewa, Rosja jak każde mocarstwo „ma szczególne interesy w niektórych regionach”. Wnosić z tego należy, że Rosja ma i będzie budowała swoje strefy wpływu. Z tej perspektywy i w federacyjnych strukturach UE, postrzegana jako naturalny sojusznik USA przeciw Rosji, będzie Polska tymczasowym sojusznikiem bez względu na amerykańskie zaklinanie rzeczywistości, w której miałoby nie być stref wpływu (dowiódł tego rosyjski reset Obamy), czymś w rodzaju aktywa, które można zbywać i nabywać, gdy jest to korzystne i to pod warunkiem, że będzie sprawnie zorganizowaną strukturą. A przecież dwie katastrofy lotnicze, nieumiejętność prowadzenia w 21 w. rzeczy prozaicznie prostych jak budowa autostrad lub kolei, chaos legislacyjny i podatkowy, powołanie i nacjonalizacja OFE, zależność energetyczna od Rosji i brak efektywnego przeciwdziałania temu, pokazują, że jest to państwo słabe i nierzetelne. Realizacja opcji z USA jest więc wariantem realizacyjnie skomplikowanym. Nie inaczej jest z Europą jako państwem. Jednak z takim partnerem znacznie trudniej byłoby prowadzić polityczne gry zarówno Rosji jak i USA, ale w tej perspektywie Polska nie jest już suwerenem ujmowanym w sposób w jaki państwa suwerenne funkcjonowały w dziewiętnastym i dwudziestym wieku. Zbigniew Brzeziński z kolei jest zwolennikiem Rosji w Europie przeciw Chinom. Co wybrać?
Europa po porażce swojej polityki wschodniej partnerstwa sąsiedzkiego z pewnością ma mniej możliwości kontynuacji stowarzyszenia z krajami byłego ZSRR i osłabienia neo-despotyzmu Rosji. Oznacza to wzmocnienie pozycji Rosji w Europie. W tej perspektywie Polska sfederowana w ramach UE byłaby krajem suwerennym, ale bardzo słabym, zadłużonym, z nie innowacyjną gospodarką i systemem bankowym kontrolowanym przez podmioty zagraniczne. Aby to zmienić potrzeba kolejnych 25 lat, których nie mamy i nikt nam ich nie da. Europę sfederowaną w zbiór suwerennych państw można zastąpić unią celną. Unia celna byłaby strukturą przejrzystszą. Sfederowana UE jest tworem równie słabym jak amerykańska trzynastka na początku jej drogi do USA. Czy warto stawiać na taką Unię i czy przy takim wyborze (federacja suwerenów) stać nas na dwustronne sojusze z państwami gotowymi sprzeciwiać się neo-despotyzmom gospodarczym byłych imperiów komunistycznych (Chiny, Rosja)? I czy sojusze takie byłyby efektywne? Warto o to pytać tych, którzy do parlamentu europejskiego będą kandydować jaki i tych, którzy zaciekle unię zwalczają. Może wiedzą jak poszczególne wybory (państwowość europejska, federacja suwerennych państw, unia celna) będą kształtować naszą przyszłość i dlaczego warto wybrać jedną z tych opcji lub nie wybierać żadnej czekając na to, co los nam zgotuje.




Komentarze
Pokaż komentarze (1)