Były pracownik Banku Światowego Ryszard Petru twierdzi, że chce zmieniać Polskę. Zmieniał ją pod auspicjami Banku Światowego i Leszka Balcerowicza. Wygląda na to, że dzieła nie dokończył. A co ciekawsze, to analityczny Petru zauważył to po ośmiu latach leniwego przyglądania się temu, jak to PO się nie chce.
Z kolei prezes PKO BP twierdzi, że ludzi się bombarduje tym, że banki są złe. Lata w powietrzu jakieś „się“ i nie ma się czym przejmować.
„Ludzie są bombardowani informacjami o złych bankach, trzeba się do tego przyzwyczaić i dostosować. Warunki w tym systemie, w którym żyjemy, czyli w demokratycznym kapitalizmie, polegają na tym, że banki są pośrednikami między tymi, którzy mają pieniądze i wyrzekają się konsumpcji, a tymi, którzy chcą pożyczyć pieniądze na konsumpcję. Podstawowa zasada obowiązująca w tym systemie jest taka, że pożyczone pieniądze muszą wrócić”. http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,18023295,Prezes_PKO_BP__Cztery_sily_naciskaja_na_banki.html#ixzz3bhzbIXV6am
Tymczasem cztery z największych banków na świecie przyznały się do manipulacji kursami walut zgadzając się jednocześnie zapłacić około 5,6 miliard dolarów grzywny za ustalanie cen walut. Urzędnicy Departamentu Sprawiedliwości USA kolejny raz zaoferowali spółkom z Wall Street ugodę, w której zobowiązali się prowadzić swoje interesy w „normalny” sposób czyli zgodny ze sztuką bankową. Ale czym jest owa zgodność ze sztuką bankową, administracja dokładnie nie wie, więc dodaje do ugody warunek, że firma nie popełni tego samego przestępstwa. Nikt nie wie jednak, co banki znowu wymyślą rozochocone kolejnymi wykupami i ugodami. Ciągłe kombinacje banków doprowadziły do tego, że senator Elizabeth Warren nawołuje do usuwania z rynku spółek zależnych banków działających na szkodę klientów.
Jak zauważa Neil Irwin, zyski banków są dwa razy większe niż ich średni poziom z 70 lat, okresu zakończonego w 1999 roku. Stan ten określa mianem finansjeryzacji. To jest to, co się dzieje, gdy produktywność gospodarki budowlanej, sprzedaży i usług jest skondensowana konkurencyjnie tak, że z biznesu nie wyciągniesz więcej niż 5%, co powoduje wzmożoną aktywność działań nieproduktywnych związanych z pieniężnymi manipulacjami zyskami.
Dochody banków rosną ponownie, a wskaźnik pustostanów w centrum Finansowym na Manhattanie spadła do 5 procent z 41 proc zaraz po kryzysie (http://www.nytimes.com/2015). William Dudley, prezes Banku Rezerwy Federalnej w Nowym Jorku, w 2013 roku mówił o "głęboko zakorzenionym upadku kulturowym i etycznym" i "wyraźnym brak szacunku dla prawa, regulacji i zaufania publicznego" w kulturze największych banków. Badania prowadzone przez Labaton Sucharow wskazują, że etyka w bankach znacznie się pogorszyły od czasu kryzysu z 2008.
System bankowy ma problem, ponieważ istnieją zachęty do łamania reguł rynkowych. Finansjeryzacja dławi gospodarkę produkcyjną. I zagrożenie systemowe generowane przez największe banki uczyniły je odpornymi na prawdziwe kary. (http://www.huffingtonpost.com/rj-eskow/the-big-banks-are-corrupt_b_7418508.html).
Nie lepiej jest z bankami w Polsce. Petru i Balcerowicz to kopiści zachodniej finansjeryzacji i raczej ich działania wpisują się w zakrojoną na szeroką skalę akcję największych banków amerykańskich mających wraz z kampanią prezydencką poprawiać wizerunek branży. Kampania startuje w 2016 r. (http://www.wsj.com/articles/banks-prep-defense-for-anti-wall-street-campaigns-1431336601).
Niemniej tym, co interesujące jest w tej historii, to słabość administracji publicznej państwa potężnego i głęboki upadek etyki biurokracji korporacji finansowych. To podwójne fatum, o którym u nas niewiele się mówi, prowadzi do przepoczwarzania się demokracji w system pozorów sprawowania władzy przez ciała wybieralne, ze skrywanymi przez media atrybutami rzeczywistej władzy tkwiącej w sojuszu polityków z bankierami nadzorującymi biurokrację publiczną, a w szczególności system sprawiedliwości. Coraz bardziej bankowe standardy obrony rynku przypominają standardy partyjnej awangardy walczącej kiedyś o wolność ludu. Partia wiedziała co robić, aby zwyciężył jeszcze nieświadom swych walorów i konieczności lud. Bankierzy do spółki z politykami wiedzą, co jest najlepsze dla nierozgarniętego jeszcze rynkowego plebsu.
Powoduje to wiele dysonansów w funkcjonowaniu państw i gospodarki rynkowej. Procesy cyrkulacji i dysponowania kapitałami ujmowane w stechnicyzowanym języku (np.: analiz giełdowych i trendów inwestycyjnych, podatków, budżetu) nakładają się na idee państwa demokratycznego, w którym dominującym żywiołem jest wolność i równość szans, a język opisujący zależności pomiędzy demokracją i rynkiem jest niezrozumiały dla wyborców jak i biurokracji, którą łatwo też manipulować . Sprawia to u znacznej ilości obywateli dezorientacje. Nie są oni w stanie zidentyfikować i utożsamić się z celami działań państwa odwołującego się do kanonów polityki rynkowej ujmowanej inaczej na użytek banków (zbyt wielki, żeby upaść), a inaczej w odniesieniu do indywidualnego klienta (zbyt mały aby się nim przejmować). O skali rozdźwięku pomiędzy gospodarką rynkową a demokratycznymi ustrojami świadczą komplikacje języka analiz ekonomicznych niezrozumiałe dla rzesz obywateli.
Nie bez znaczenia jest też coraz większa możliwość kształtowania przez polityków potrzeb opinii publicznej oraz zakłócania komunikacji w publicznej debacie, której kształt nie jest wytworem wolnej i nieobciążanej partykularyzmami dyskusji. Kwestie te są skomplikowane i ocierają się o spiskowe ujmowanie. I tak np. debata dotycząca edukacji i jej powszechności jest specjalnie nagłaśniana i pełna opinii o konieczności jej powszechności i obowiązków państwa, aby nie zadawać pytań dotyczących dysproporcji nakładów ludzi bogatych na wykształcenie własnych dzieci. Pełność debaty nie jest ograniczana, aby skrywać za jej obfitością narracji o równości i wolności, rażących nierówności. W ten sposób jest przesłaniana kwestia polityczna prywatności edukacji. Taka debata nie jest ograniczana, ale przesłaniana jest istotna część pytań krytycznych. Inne są ograniczane o ile mogą odkrywać dysproporcje społeczne i czynić je kwestiami politycznymi. (John Scott, Władza, Warszawa 2006, s. 76) I tak jest w przypadku rażących nierówności traktowania upadłości sektora finansowego i jego dominacji nad przemysłem.


Komentarze
Pokaż komentarze