Kilka uwag o programie dla wsi i nie tylko
całość (www.facebook.com/antybiuro)
Kryzys III RP nie spowodował przyspieszonych wyborów. Opozycja czekała zbyt długo. Zadłużenie i rozpad instytucji państwa dotkliwe ujawniły się już pod koniec pierwszej kadencji koalicji PO-PSL i wymagały intensywnych działań opozycji parlamentarnej oraz pozaparlamentarnej. Brak tych działań oraz długotrwałe wskazywanie przez opozycję parlamentarną na rozpad instytucji państwa, wymaga przedefiniowania roli opozycji w sytuacjach dotkliwej dezorganizacji państwa. Czy wystarczy tylko zasiadać w Sejmie i z mównicy opowiadać o degrengoladzie, czy też wobec postępującego paraliżu aktywnie go zwalczać? Aktywność to przynajmniej demonstracje takie jak PO organizowała wspólnie z pielęgniarkami.
Znaczna część opozycji to zawodowi politycy piastujący mandaty przez dwie i więcej kadencji. Skuteczność zdobywania mandatu i nieskuteczność przeciwdziałania demontażu państwa, o którym posiedli wiedzę ugruntowaną i rozlegle udokumentowaną, i o której możemy wnosić, że jest prawdziwa z ich własnych zapewnień (wiem, ale nie mogę powiedzieć, bo jest tajemnicą państwową) rodzi podejrzenia o konformizm i czyni opozycję współodpowiedzialną za zły stan państwa. Sytuację tę trzeba zmienić. Partie przystępujące do wyborów powinny określić sposoby eliminowania takich zachowań.
Słaba gospodarka obciążona oligarchiami postkomunistycznymi oraz położenie geograficzne, sprawiają, że ryzyko przeczekania rządzących, którzy z racji niewypełniania swoich zobowiązań wyborczych utracili mandat do sprawowania władzy, wymaga czegoś więcej niż spokojnego zasiadania w klimatyzowanych lokalach ciałach wybieralnych.
Przyczyn tego stanu jest wiele. Jedną z nich jest brak umiejętności komunikowania się twórców projektu politycznego z wyborcami. Pomimo posiadania znacznej liczby biur poselskich, opozycja ograniczała swoją aktywność do prowadzenia w nich skarg i zażaleń, zamiast eventowego współtworzenia środowisk wspierających jej program. Takim środowiskiem jest Porozumienie Rzeszowsko-Ustrzyckie, którego eventowość PiS zwalczał bardziej zaciekle niż PSL. Pośród konserwatywnej opozycji parlamentarnej w dużej części decydował o tym brak zaufania do szerokiej prawicy będący dziedzictwem prawicowych kłótni. Jednak przy braku wsparcia ze strony mediów przeciwnych koncepcji IV RP był to szczególnie ciężki błąd.
IV RP to deoligarchizacja gospodarki, debiurokratyzacja instytucji i przepisów oraz desupremacja bankowości w gospodarce, czyli 3D.
Koncepcja IV RP postrzegana jest przez właścicieli mediów jako zagrożenie legitymizacji dotychczasowego porządku ekonomicznego. Pojęcie IV RP jako następczyni III RP ma też wymiar „przestrachu“ osadzanego w mrocznej propagandowej zawiesinie specjalistów od PR. Należy więc wyraźnie powiedzieć czym IV RP nie ma być.
III RP ufundowana została na oligarchizacji, biurokracji zarządzanej przez wodzowskie partie polityczne oraz prymacie bankowości nad przemysłem. IV RP porządek ten odwraca poprzez 3 D.
Tymczasem władza jako system oddziaływania na decyzje podejmowane przez ludzi realizowana jest w demokratycznych ustrojach poprzez dwie podstawowe formy: korekcje i perswazje. Korekcji czyniona na ulicach jest niebezpieczna. Ale jej brak jest równie niebezpieczny.
Perswazja jest domeną działań mediów. Nadają one znaczenia i uprawomocniają dialog. Ten drugi człon władzy jest własnością przeciwników IV RP. Zależy od niego tempo kontynuacji projektu IV RP. Jednak sam projekt ze względu na ostrą rozbieżność interesów ekonomicznych szerokich mas z wąskimi niezwykle grupami interesów postkomunistycznych założycieli polskiego kapitalizmu będzie, z racji ich klientyzmu, kontynuowany bez względu na to czy inicjatorzy IV RP wygrają te wybory, czy też będą opozycją. Ważne jest, aby dynamika tego konfliktu zdążała do pozytywnych rozstrzygnięć. Nieprzekraczalną granicą tego konfliktu jest agresja i działania niszczące zasoby przeciwnych grup. Zasoby zaś to nie tylko dobra materialne, ale również kulturalne i religijne. Z tej perspektywy podstawą jest szukanie rozwiązań ekonomicznych, które pozwolą systematycznie rozwijać się wspólnocie państwowej. Dochodzenie do tych rozwiązań ma charakter polityczny. Rozstrzygnięcia dokonują się poprzez wybory. Aby czynić je racjonalnie po prawej stronie sceny politycznej musi istnieć rzetelna tendencja do jasnego formułowania celów cząstkowych i oceny osiągania ich przez ludzi je wkonujących. Duża ilość błędów popełnionych przez polityków realizujących projekt IV RP powinna doprowadzić do rzetelnej oceny zarówno sojuszy jak i kompetencji ludzi zaangażowanych w ich realizację. Można śmiało stwierdzić, że sojusze polityczne pozwalające trwać przy władzy ludzi realizujących projekt III RP dokonały się kosztem wsi oddanej w zarząd grupie polityków ZSL podszywających się pod markę przedwojennego PSL. Jednocześnie ostro zwalczano polityczne aspiracje uczestniczących od 81 roku w przemianach dokonujących się na polskiej wsi ugrupowań związanych z Porozumieniami Rzeszowski-Ustrzyckimi (PRU). Ten kierunek polityki uczynił wiele szkód i powinien się zmienić, tak aby kryteria oceny politycznego profesjonalizmu decydowały o kadrach na prawej stronie sceny, a nie stare partyjne układy czy też koniunkturalne obroty sfer polityków upadłych i powracających na łono. Porozumienie pomimo zasług w przebudowie RP było bezwzględnie zwalczane przez PiS.
Projekt IV RP zakłada wzmocnienie państwa. Państwo to zbiór instytucji. Nie ma w nich siły jeżeli nie posiadają władzy kształtowania środków i osiągania celów wyznaczanych w dialogu społecznym. Jej wzmocnienie nie polega na większej ilości wojska i policji, ale raczej autorytecie. Mylenie państwa z narodem, instytucji z władzą, wiedzy z autorytetem jest zabiegiem, który zaciemnia dyskurs. Jest nieustannie powtarzany po to, aby medialny człon władzy mógł w niej uczestniczyć bez jakiejkolwiek odpowiedzialności za swoje działania. Zabieg ten jest stosowany świadomie. Pozwala na mielenie umysłów, niszczy umiejętność kategoryzowania zjawisk i w ten sposób usiłuje powstrzymać bieg rzeczy koniecznych. Zmian jednak nie da się unikać w nieskończoność.
Są w ojczyźnie ludzie, którzy zabiegają o to, aby zepchnąć na margines wiele grup społecznych. Jedną z takich spychanych grup są mieszkańcy wsi. Mieszkańcy wsi są świadomi takich działań i chociaż stanowią trzecią część społeczeństwa, to nie potrafią zbudować silnej reprezentacji politycznej, która w sposób znaczący mogłaby bronić ich interesów w parlamencie. Zmiana tego stanu rzeczy jest możliwa. Dlatego uznając za konieczne działania jednoczące zwolenników projektu przebudowy RP wspierać warto inicjatywy wspólnych list wyborczych z tymi, którzy widzą we wsi polskiej silnie zakorzeniony w religii potencjał kulturowy i produkcyjny.


Komentarze
Pokaż komentarze