W Polsce protestują górnicy, a we Francji pracownicy Air France. W porównaniu z Francuzami zważywszy na to w jakie kulki gra z nimi nazi ukochana Pani premier i jej sztabowcy, wszystko jest cacy. A to się zbiorą, uchwalą i tak do następnej uchwały, aż się zuchwale uchwalą i powiedzą dosyć i wrócą, gdy ich zakładów już nie będzie. Co później Balcerowicz skomentuje, jako rzecz naturalną.
A tymczasem francuscy robotnicy puszczają w przysłowiowych skarpetkach Xavier Broseta i Pierre Plissonnier - szefa zasobów ludzkich Air France oraz szyszkę od strategicznych cięć zasobów ludzkich, obradujących w plenerze w sprawie miękkich cięć siły roboczej. Robią to dla 2 tysięcy kolegów, którym tamci nie tylko obiecują , ale też dają tyle, że strach pomyśleć, co by zrobili koledzy naszych górników, gdyby im obiecała i dała część tego nazi ukochana ferajna.
Górnicy niezwykle są uprzejmi w porównaniu z tymi zachodnimi, co to łykają ogromne porcje kultury liberalnej od 200 lat. Czy GW doceni polskiego robotnika?


Komentarze
Pokaż komentarze (2)