18 września 1977 r. w NRF ogłoszono, że Gudrun Ensslin i Andreas Baader nie żyją, gdyż popełnili samobójstwo, a Jan-Carl Raspe oraz Irmgard Moller „usiłowali popełnić samobójstwo”. Raspe zmarł później w wyniku odniesionych ran. Badanie okoliczności towarzyszących domniemanym „samobójstwom” członków Rotte Armee Fraktion: Gudrun Ensslin, Jana-Carla Raspe i Andreasa Baadera oraz Ulrike Meinhof – wskazują na to, że śmierci te były w rzeczywistości morderstwami popełnionymi w najpilniej strzeżonym więzieniu ówczesnej NRF - Stammheim. Wszyscy więźniowie przebywali w pojedynczych celach. Baader i Raspe zmarli wskutek ran postrzałowych w tył głowy, Ensslin powiesiła się, a jedyna ocalała Irmgard Moller wielokrotnie pchnęła się w klatkę piersiową kuchennym nożem.
Z takiego rozwiązania zadowoleni byli wszyscy. Nie protestowała niemiecka judykatura. Na Zachodzie już przywiązywano dużą wagę do praw człowieka. Ale trwała Zimna Wojna. Koledzy terrorystów porywali samoloty i żądali uwolnienia więźniów. Niemcy załatwili to w sposób klasyczny.
W grudniu 2004 r. premier Tony Blair zaatakował sędziów wyrokujących, że rząd Wielkiej Brytanii nie miał prawa do zatrzymania cudzoziemców, którzy ubiegali się o azyl w Wielkiej Brytanii, choć rząd uznał ich za niebezpiecznych dla bezpieczeństwa narodowego. Rząd, ze względów prawnych nie mógł wywieźć podejrzanych o terroryzm i trzymał ich w więzieniu Belmarsh. w tzw. "trzech ścianach", co oznacza, że mogli oni opuścić Wielką Brytanię. Sędziowie twierdzili, że przetrzymywanie podejrzanych o terroryzm bez oskarżeń jest niezgodne z artykułu 5 Europejskiej Konwencji praw człowieka. Sędzia Lord Hoffman stwierdził, że "realne zagrożenie dla życia narodu, w sensie ludzi żyjących zgodnie z jego tradycyjnym prawem i politycznymi wartościami, pochodzi nie z terroryzmu, ale z prawa tego typu ". W redakcyjnym tytule, "Sądownictwo nie patroluje naszych granic", po atakach terrorystycznych z 7 i 14 lipca 2005 r., Telegraph(z 30 lipca 2005) opisał stanowisko judykatury jako "absurdalne" i wezwał do uchylenia obowiązywania Europejskiej Konwencji Praw Człowieka i wycofania się Wielkiej Brytanii z Konwencji ONZ dotyczącej statusu uchodźców. W tym instytucjonalnym starciu wychylone wahadło mogło wychylić się jeszcze bardziej. Anglicy jakoś się dogadali.
A u nas wątpliwości dotyczące błędów sędziów konsultujących zmiany ustawy o TK, utrzymujących zażyłe kontakty z partią polityczną łamiącą konstytucję, zostały okrzyczane jako zamach stanu legalnie wybranego rządu (na tenże rząd?) na porządek konstytucyjny państwa. Do protestów gorąco przyłączyli się politycy niemieccy oraz niemiecka prasa. Bronią nas Anglicy.



Komentarze
Pokaż komentarze