PlacówkA. - SłówkA.
Kot goni myszę, a ja piszę
2 obserwujących
4 notki
2207 odsłon
  453   0

Oddać się pani z DPS - u

   O starzejącej się Europie  wiele osób rozprawia od dawna. Od dawna też odbywają się na ten temat  spotkania naukowe, sympozja i międzynarodowe konferencje.  Wnioskiem jednej z nich, kilka lat temu, była diagnoza, że około roku 2020 zdarzy się zapewne tak, że jeden  starszy pan będzie prowadził  drugiego starszego pana i obaj nie będą mogli trafić do domu.

  W niewielu krajach potraktowano tę wizję poważnie. W Polsce dopiero od niedawna. powstają nowe domy opieki  nad ludzmi starszymi. Oprócz tzw. depeesów -publicznych domów, które są finansowane przez gminy, a czuwa nad tym państwo, pojawiły się prywatne, czyli ekskluzywne  przytuliska, jak to kiedyś się mówiło.  W naszym kraju jest około 880 różnej maści  takich miejsc dla ca. 90 tysięcy pensjonariuszy, rezydentów, czy też może domowników. Nomenklatura się zmienia. Geriatrów za to jest jak na lekarstwo. Opiekunów licencjonowanych, znających się na rzeczy także.

  Kiedyś mówiło się o przytułkach. Ich reputacja nie była najlepsza. Teraz są to Domy Spokojnej Starości, Domy Seniora, DPS - y...Szczególnie te ostatnie to bardzo skomplikowane organizmy .

  Po pierwsze mieszkańcy...Jeżeli ktoś był  chuliganem w młodości, na starość niekoniecznie będzie uroczym aniołem. Dochodzi  do tego frustracja z powodu stającego się  faktem -  przemijania i jeszcze na dokładkę: ból, samotność, żal za tym co minęło.

  W dużym, liczącym 200 - 300 osób  Domu Pomocy Społecznej  istnieje kilka poziomów: ludzie leżący, chodzący z różnego rodzaju demencjami, niepełnosprawni ruchowo i tzw. elita - jeszcze wszystko mogą, jeszcze pamiętają, jeszcze decydują o sobie...są lepsi i dają to do zrozumienia innym, gorszym, którzy już ten poziom utracili.

 Niezwykle ważną grupę stanowią opiekunowie. Kiepsko opłacani,  wykonują najtrudniejsze prace bezpośrednio przy pensjonariuszach.  Wymiana pampersów, mycie, ubieranie, rozbieranie, kąpiele, karmienie, podawanie leków itp.itd. Dwie - trzy opiekunki na kilkunastu mieszkańców.

 Tylko dlaczego te młode kobiety tak klną, krzyczą i mnie popędzają, a ja szybciej ruszać się nie mogę? - mówi rozżalona starsza pani.

 Ze względu na  niskie zarobki pracują tu głównie kobiety.  Na ogół z  mizernym wykształceniem. Empatie, jeżeli  ją miały, pogubiły bardzo szybko, dostosowując się do zwyczajów utartych od lat.

 Istnieją podobno kraje ( Niemcy ), w których pracownicy bezpośrednio się opiekujący mieszkańcami Domów Starców,  są co jakiś czas wymieniani. Ze względu na wypalenie się zawodowe, psychiczne i empatyczne.

 Są też w DPS - ach pracownicy socjalni, terapeuci, rehabilitanci, pielęgniarki w ilości rozmaitej,  i lekarz wizytujący, rzadko geriatra.

 Wszyscy oni mają pomóc w zapobieganiu, łagodzeniu  stanów depresyjnych, realizowaniu potrzeb intelektualnych, artystycznych, kulturalnych, wypełnieniu wolnego czasu, przedłużaniu ogólnej sprawności.

 Powinni to być ludzie wykształceni, z wiedzą gerontologiczną i umiejętnością rozumienia sytuacji ludzi tu mieszkających. Powinni.   

 Pracownicy tych domów są panami życia pensjonariuszy. Od nich wiele zależy. Wiedzą o tym mieszkańcy. Trzeba być pokornym, bo można stracić pokój słoneczny z balkonem i zamieszkać w innym, gorszym...na przykład

 A przecież pracownicy tych Domów Spokojnej Starości, czyli Pomocy Społecznej mają pracę dzięki mieszkańcom DPS-ów. To kontrakt, umowa, ja płacę, ty się mną opiekujesz. Na ogół jest tak, że siedemdziesiąt procent emerytury  stanowi opłatę za pobyt, resztę, jeśli to nie wystarcza, dopłaca gmina.

 I są dyrektorzy....podobno najlepsi w pustych gestach wielkiej miłości do mieszkańców -  widać to na zdjęciach i okresowych spotkaniach publicznych. Taka taktyka. Nie wszyscy, a może niewielu z nich przygotowanych jest do kierowania takim specyficznym przybytkiem.  Bywa, że przynoszeni w teczce, kreują się na dobroczyńców, czasem dom starości myli się im z przedszkolem. W infantylny sposób  gruchają do zadziwionych takim zachowaniem mieszkańców.

 Znałam taką dyrektor, u której po otwarciu szuflady biurka wysypywała się duża ilość banknotów o wysokich nominałach, a ona kwitowała takie niespodziane zdarzenie: - ...to ci mieszkańcy wciąż przynoszą mi pieniądze na nagrobki w razie ich śmierci...

 Przynoszą, bo nikogo na tym świecie już nie mają... A chcą mieć indywidualny nagrobek   z napisem: żyła, miała imię i nazwisko.  Była.

 Mieszkaniec DPS - u, starszy pan mówi z uśmiechem: - wie pani, podobno tutaj się bardzo mało zarabia, a jak wyjrzeć przez okno...to stoi tu sznur samochodów bardzo zacnych marek. Przyjeżdżają nimi pracownicy.

 Do Domów Spokojnej Starości  trafiają rożni ludzie.  Nigdy, przenigdy nie zakładali, ze tu się znajdą. Zwykle zony swoich mężów, , urzędnicy, dyrektorzy, marynarze, nauczyciele, lekarze, naukowcy, bywa, że profesorowie. A tu pani z wykształceniem podstawowym wygłasza im swoje mądrości, mówi jak mają żyć.Niedawno jeszcze mieli swoje rodziny, domy, życie osobne...I nagle są tu,  zagubieni wśród wielu...

 Domy, o których opowiadam, to nie raj. To konieczność. Może są domy raje gdzieś...

 Za 20, 30 lat nie wiadomo co z nami będzie. Syn wyjedzie, nogi odmówią posłuszeństwa, pamięć będzie selektywna - możliwe, że w akcie rozpaczy zdecydujemy się powierzyć swoje życie pani z DPS -u.


Agata Foltyn



 


Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale