Nie mam zamiaru najmniejszego komentować filmu, zwłaszcza takiego którego nie widziałem. Zwłaszcza takiego, którego nie zamierzam oglądać, albowiem inne dzieła reżysera P., takie jak „Apoteoza ubeka” i „Apoteoza ubeka 2” mi absolutnie wystarczyły.
A co do Stuhra młodszego…
No cóż, wszystko mu się pomyliło, i mogę się założyć że nieumyślnie. A to, że pomylił wszystkich ze wszystkimi i to jeszcze zdaje się na ogólnopolskiej wizji to wcale nie jego wina. To wina tych, którzy w zapale tworzenia „nowych autorytetów” uczynili jednym z filarów celebryckiej klasy aktorów. Wszystko jedno szkolonych czy nie.
Jak można, zapytuję się, postawić na piedestał automatona Marinettiego, Stanisławowską supermarionetę, ofiarę Strasbergowskiej „Metody”, i oczekiwać od niej odpowiedzi na pytanie o „życie, wszechświat i cała resztę”?
Toż sam nawet guru Łapicki mawiał „Aktor nigdy nie wykroczy poza siebie. Tadeusz Łomnicki, który przylepiał sobie różne nosy, zakładał peruki, wrzeszczał, pluł i wyciągał flaki na wierzch, pozostawał cały czas sobą, Łomnickim. Aktor jest instrumentem dla siebie, gra sobą. Steinway pozostaje zawsze fortepianem, może wydawać najwyżej trochę inny dźwięk, w zależności od tego, kto i jaką melodię na nim wygrywa”.
Zaprawdę, powiadam Wam, krzywdę robicie komediantom i tragikom, divom i szansonistkom każąc im zajmować się wszystkim, tylko nie graniem…
A że Stuhr jr. wykazuje takie a nie inne opanowanie materii pt. historia Polski? To już halom i (szumi)lasom (oraz ich poprzednikom) trzeba za owe wilcze echa podziękować z góralska…
Chyba, że jak ta panienka we "Wszystko na sprzedaż" uważacie, że "aktor to ktoś kto pokazuje jak żyć". To wtedy wyrazy serdecznego współczucia Państwu.
Krzysztof Rogalski


Komentarze
Pokaż komentarze (10)