36 obserwujących
293 notki
572k odsłony
  145   0

Nie bój się Niemca ale z głową, kalkuluj i wygrywaj

pixabay
pixabay

Być może to nie jest odpowiedni moment by o tym pisać. Być może. Jednak lepiej wyłożyć te racje teraz niż zostawić ludzi z błogim spokojem. Jakoś tak się porobiło, że bycie antyniemieckim komentatorem stało się modne. Jeszcze dziesięć lat temu kiedy pisałem o zagrożeniach dla polskich rolników przed wpuszczeniem na nasz rynek niemieckich czy francuskich marketów spożywczych, to ilość niechętnych komentarzy spod znaku wolności gospodarczej, tanich produktów i kosmopolitycznej radości wyboru była tak ogromna, że wydawało mi się, że nigdy nie przebiję się ze swoimi racjami. Nie sprawdziło się. Dziś już ponad 40% konsumentów kontroluje skąd pochodzą kupowane przez nich produkty. Nadal daleko nam do Niemiec, gdzie przy wyborze towaru 60% z nich sprawdza je, by wybrać te krajowe.

Dziś o dwóch kwestiach będących na wokandzie polsko - niemieckich spraw. Jedna drobna, druga poważna. Obie przedstawiane w polskiej narracji bez rzeczowej argumentacji, bez kontekstu, prawie wyłącznie w celu wywołania takich czy innych emocji.

Sprawa pierwsza: asymetryczność w traktowaniu mniejszości. Czyli ogrom praw dla mniejszości niemieckiej w Polsce (łącznie z de facto zagwarantowanym uczestnictwem ich reprezentantów w polskim Sejmie) i brakiem takowych dla Polaków w Niemczech, pomimo tego, że przed wojną te prawa posiadali. Sprawa ta wychodzi prawie po każdej wizycie na najwyższych szczeblach i rozpala emocje, a brak postępu potęguje tylko zacietrzewienie w tym temacie.

A temat jest z punktu widzenia prawa międzynarodowego i przyjętych w tym względzie zwyczajów w Europie jednoznaczny. Na terenie dzisiejszych Niemiec nie ma mniejszości polskiej. Są migranci polityczni i ekonomiczni ale nie ma mniejszości autochtonicznej. O ile przed wojna na terenie Górnego Śląska, Warmii i Mazur oraz Pomorza taka mniejszość istniała, to po zmianie granic temat przestał istnieć. Na terenie dzisiejszych Niemiec nie ma autochtonicznej ludności polskiej. Migracje z przełomu XIX i XX wieku do Zagłębia Ruhry, głównie ze Śląska skończyły się całkowitym zniemczeniem tych ludzi, co zresztą w czasie plebiscytu w 1921 roku było niemałym zaskoczeniem dla Dmowskiego, który nalegał w Paryżu na udział tych migrantów w śląskim plebiscycie.

Co innego wywieranie presji na niemiecki rząd w sprawie nauki języka polskiego w szkołach dla tych migrantów, którzy tego chcą, a co innego uznanie tej grupy za mniejszość narodową. Jakaś elementarna umysłowa trzeźwość w tych sprawach powinna obowiązywać, nawet w mediach prawicowych.

I druga sprawa, znacznie poważniejsza. Reparacje wojenne za straty państwa polskiego w wyniku wywołanej przez Niemcy II Wojny Światowej.

Tekst ten nie jest o tym czy te dodatkowe reparacje państwu polskiemu się należą czy nie. Tekst jest o tym by zdawać sobie sprawę z nieuchronnych konsekwencji podniesienia tego problemu  do poziomu oficjalnego stanowiska rządowego. Dopóty te sprawy są na tym etapie (mówiąc językiem wojennych strategów) drabiny eskalacyjnej jak dziś, są wygodnym narzędziem wywierania presji na stronę niemiecką. Jednak jak pojawią się liczby i temat zacznie żyć w przestrzeni medialnej to opadnie niemiecka poprawność i zaczną się twarde kalkulacje. Kiedy każdy Niemiec dowie się ile będzie musiał za to zapłacić pojawią się nieuchronne pytania o to ile była warta niemiecka ziemia przekazana Polsce po wojnie? Czy te kwoty się równoważą czy nie? A jeśli się nie równoważą to co dla nas jest lepsze? Może to Polacy powinni nam dopłacić, albo jak bilans jest taki a nie inny to dajmy im tę kasę i zabierzmy ziemie z powrotem?

Tylko naiwni mogą sądzić, że niemiecka poprawność polityczna spowoduje, że ten temat nie zacznie żyć w chwili kiedy podniesiemy na poważnie problem reparacji za straty wywołane II Wojną Światową. Mam nadzieję, że rząd w tej sprawie kalkuluje na zimno i zrobi to co korzystne dla Polski.



Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale