Przyglądając się polskiej scenie politycznej można dojść do wniosku, że aktorzy na niej występujący kompletnie nie znają swoich ról a wypowiadane kwestie są całkowicie przypadkowe i pochodzące z wielu różnych sztuk. Widać też pomieszanie gatunków, komedia, tragedia, farsa przeplatają się ze sobą jak wątek z osnową w gobelinie nieudolnego tkacza. A od czasu kiedy na scenę wskoczyła wesoła trupa z Biłgoraja mamy w tym gulaszu jeszcze performance udający kabaret. I trudno się temu dziwić. Skoro budynek Sejmu Rzeczypospolitej przypomina cyrkowy namiot to czego się spodziewać po jego rezydentach?
Ale nie to jest najgorsze. Otóż wszyscy pojawiający się na owej scenie wygłaszają swoje kwestie w moim imieniu!„Polacy mają prawo do...”, „Naród nie pozwoli...”, „W imieniu obywateli naszego kraju...”,i tak dalej, i w ten deseń. Ja nie wiem jak Wy, drodzy Czytelnicy, ale ja w swoim imieniu wolałbym się wypowiadać osobiście i nie życzę sobie, by byle jaki kretyn zasłaniający się immunitetem wstyd mi przynosił. Ich przecież słuchają za granicą! Toż nie ma się co dziwić, że w taki Niemiec słysząc Polak od razu myśli pijak. Skoro zza Odry dociera do nich (Niemców znaczy) taki bełkot, że uczciwy człowiek wypić tyle nie potrafi, to jak ma myśleć? Dziwić się tylko należy, że nie są jeszcze do nas wysyłane zastępy psychiatrów z bratnią pomocą.
Przyznam się bez bicia, że marzy mi się normalność. Prezydent będący mężem stanu, premier w roli faktycznego gospodarza kraju i sejm, w którym zamiast clownów zasiadają przedstawiciele Narodu, czyli nas, którzy nie zapomną w momencie przymierzania zadka do stołka kto im dał tę robotę. Ot, taka fantasmagoria senna, nierealna zupełnie. Nic to, idę sobie otworzyć piwo. Na nic bowiem ustawa o wychowaniu w trzeźwości kiedy człowiek widząc to przedstawienie napić się po prostu musi. Na pustyni intelektualnej nawet wielbłąd padł by po paru godzinach, co dopiero Polak...


Komentarze
Pokaż komentarze