Koreańska strategia. Graj na czas, czekaj na okazję
Państwo Koguryo (teraz Kore) przez pół wieku stawiało opór dwóm kolejnym cesarstwom chińskim. Nie po to, żeby wygrać. Po to, żeby przetrwać do zmiany koniunktury.
Taylor wyłożył z tego prostą lekcję: "Wystarczy, że zachowujemy siebie. I jeszcze jedno. Stworzenie wrażenia, że zaszkodzenie nam jest kosztowne."

Trzy filary. Trwać. Odstraszać. Czekać na okazję i natychmiast ją wykorzystać.
Żeby to działało, potrzeba jednej rzeczy, której Polska nie ma. Cierpliwości i perspektywy liczonej w pokoleniach, a nie w kadencjach wyborczych.
Taylor przywołał rozmowę Kim Dzong Una z Xi Jinpingiem. Północnokoreański przywódca pogratulował Chinom realizacji planu dwustuletniego. Co to znaczy? Pierwsze sto lat to "stulecie upokorzeń", czyli okres kolonialnej dominacji Zachodu nad Chinami, od wojen opiumowych do 1949 roku. Drugie sto lat zaczyna się od powstania Chińskiej Republiki Ludowej i ma się zakończyć w 2049 roku osiągnięciem hegemonii światowej. Kim życzył więc Pekinowi, żeby ten plan się powiódł. Chiński horyzont planowania to nie następne wybory. To następne stulecie.
"Wraz z postępami demokracji w Azji ten trend też ulega skróceniu" przyznał Taylor. I dodał bez ogródek: "W Europie perspektywa jest roczna."
Polska rządzi się od wyborów do wyborów. Korea potrafi czekać dekadami. To nie jest kwestia kultury ani filozofii. To przewaga strategiczna, której nie da się szybko nadrobić.
Warto dodać, że Koguryo to nie jest bajka z podręcznika. To państwo wczesnokoreańskie istniejące od I wieku naszej ery, którego centra leżały w dzisiejszej Mandżurii, nie na Półwyspie Koreańskim. Taylor zaznaczył to wyraźnie. Koreańczycy dziedziczą więc strategię państwa, którego terytorium dziś należy do Chin. To samo w sobie mówi wiele o tym, jak elastycznie podchodzą do własnej historii i jak sprawnie zamieniają ją w narzędzie.
Polska broń z Korei. W Seulu też o tym mówią
Pada pytanie z sali o korupcję w Korei. Taylor zaczyna spokojnie, mówi o tym jak Koreańczycy potrafią chronić własne interesy. I schodzi na kontrakt zbrojeniowy z Polską.
Wyjaśnia, że w Korei kontrakt był krytykowany. Zarzut był prosty: Polska na mocy umowy ma po pewnym czasie produkować zakupione uzbrojenie samodzielnie, na bazie koreańskich licencji. Koreańczycy woleliby sprzedawać gotowy sprzęt bez przekazywania technologii.

Zjednoczenia Korei nikt nie chce
Pytanie z sali: czy młodzi Koreańczycy traktują Północ jako zagrożenie?
"Nikt w ogóle nie chce myśleć o zjednoczeniu. To jest temat, który jest całkowicie zamknięty."
Taylor wyjaśnił, że Chiny od lat próbują kusić Południe wizją połączonej linii kolejowej przez Pjongjang na kontynent. Koniec z Koreą jako wyspą odciętą od Azji.
"Nie znajduje to żadnego odzewu, ta utopijna wizja, w kręgach myślących trzeźwiej członków średniej klasy."
Chiny tego nie rozumieją. I ciągle próbują.
Sto lat temu Polska była wzorem koreańskich nacjonalistów
Ojciec koreańskiego nacjonalizmu Shin Chaeho na początku XX wieku pisał o Polsce jako wzorcu walki o niepodległość. Obok Wietnamu.
"To były dwie takie fundamentalne książki nacjonalistyczne w Korei. O Polsce i o Wietnamie."
Shin Chaeho pisał na początku XX wieku, kiedy Korea była pod japońską okupacją. Szukał wzorców dla ruchu niepodległościowego. Sięgnął po Polskę, bo Polska właśnie odbudowywała państwowość po ponad stu latach zaborów. To był dla niego konkretny dowód, że naród może przetrwać bez państwa i odzyskać niepodległość.
Jego teksty krążyły w chińskich przekładach, bo klasyczna chińszczyzna była wtedy wspólnym językiem wykształconych elit w całej Azji Wschodniej. Polska trafiła więc do koreańskich nacjonalistów nie bezpośrednio, ale przez Chiny.
Dziś ci sami Koreańczycy, którzy tłumaczą Shin Chaeho na współczesny koreański, nie są w stanie odczytać polskich nazwisk zapisanych tamtymi znakami. Nie wiedzą, o kim pisze. Historia zatoczyła koło w najgorszym możliwym kierunku.
PP



Komentarze
Pokaż komentarze (9)