„Podpisałem wszystko to co wszyscy podpisywali. To były standardowe dokumenty "o sznurówkach" i innych sprawach. Ja byłem wtedy za mały. Oni byli tak zadufani i pewni siebie, że nie zwracali na mnie uwagi. Po czasie zorientowali się, że jestem troszeczkę większy” -powiedział dziś w Radiu Zet na temat swoich teczek i współpracy z SB Lech Wałęsa. Może i to prawda, nie mnie osądzać, ja tylko skromny kpiarz jestem nie wyznający się w niuansach Wielkiej Polityki. Jednakowoż chciałbym usłyszeć od pana Wałęsy odpowiedź na jedno pytanie: skoro ja nie podpisywałem i mój Ojciec nie podpisywał to kto żeśmy wszyscy podpisywali? No i jeszcze po kiego było znikać słynną teczkę z rzekomymi dowodami na współpracę ze służbami PeeReLowskimi? Oj, coś się pan były Prezydent miota, jakby się bał, że za parę chwil na pysk z piedestału zleci...
Tak swoją drogą to sobie myślę, że gdyby Lech Wałęsa na samym początku wyjaśnił uczciwie wszystkie aspekty i niuanse swoich kontaktów z eSBecją to, nawet gdyby się przyznał do współpracy, żadnej hecy by z tego nie było. Ot, ludzie pokiwaliby głowami, pomarudzili coś pod nosem i przeszli nad sprawą do porządku dziennego. A i nawet sympatię większą by pan były zyskał, bardziej ludzkim wydałby się. Cóż, nie potrafił, nie zdecydował się, jego problem. Chciał być spiżowy jak, nie przymierzając, pomnik św. Wacława naVáclavskim náměstí to był. Problem tylko w tym, że kiedy spiż zaczął pękać zniknęła pomnikowa uroda i objawił się jako zwykły kawał złomu. Czy nie lepiej było pozostać człowiekiem, z jego wadami i zaletami? Upadły człowiek zawsze ma szansę się podnieść, upadły pomnik musi wylądować na śmietniku historii...


Komentarze
Pokaż komentarze (1)