Niech pani ograniczy spożycie – chciałoby się powiedzieć po usłyszeniu apelu prominentnej działaczki PSL Ewy Kierzkowskiej do członków i sympatyków o darowizny na spłatę gigantycznego zadłużenia tej partii. Niestety, była pani wicemarszałek sejmu błagalne niemalże słowa wypowiedziała na trzeźwo i z pełną powagą. Jednym słowem współrządząca partia, której szef jest ministrem gospodarki wzięła w rękę dziadowski kij i ruszyła na żebry. A wszystko to dzieje się w kraju, w którym parlamentarne ugrupowania biorą na swoją działalność gigantyczne pieniądze z państwowego budżetu. Takie rzeczy tylko u nas...
PSL – jak możemy się dowiedzieć z „Naszego Dziennika” ma niemal 22 miliony złotych zadłużenia wobec Skarbu Państwa. Wszystko przez błędne sprawozdania finansowe po kampanii wyborczej w 2001 roku i opornego ministra skarbu, który nie chce tego zadłużenia umorzyć. Nie to jest jednak istotne. Jeżeli minister gospodarki (a przy okazji wicepremier!) nie potrafi wypełniać sprawozdań finansowych to jaką mamy pewność, że nasza wiedza na temat stanu naszego państwa jest prawdziwa? Może my już jesteśmy drugim Kuwejtem, tylko jeszcze o tym nie wiemy bo pan wicepremier nie potrafi się w liczbach, tabelach i słupkach połapać? Ewentualnie, co znacznie bardziej prawdopodobne, drugą Grecją...
Ale zostawmy dywagacje nad kompetencją naszych światłych włodarzy, to zadanie raczej dla psychiatrów niż politycznych komentatorów. Zastanówmy się lepiej nad sensem dalszego dotowania partii i ugrupowań politycznych. Skoro biorąc gigantyczne pieniądze z budżetu nie potrafią nimi zarządzać i popadają w długi, to może lepiej by finansowały się same? A te, które nie potrafią, cóż... jeżeli ktoś nie potrafi zarządzać własnym podwórkiem nie powinien się raczej pchać do rządzenia krajem...


Komentarze
Pokaż komentarze