Tomasz Terlikowski nazwał kastrata mężczyzną i... trafił za to przed oblicze sądu. Gdyby go jeszcze przed to oblicze zaciągnął oburzony porównaniem jakiś w pełni wyposażony przedstawiciel rodu męskiego to pal licho, mogę zrozumieć poczucie dyskomfortu po takim porównaniu. Niestety, to właśnie ów kastrat poczuł się urażony zwracaniem się do niego per „pan” i tym oburzeniem raczył podzielić się z wymiarem sprawiedliwości. Byłoby to zabawne gdyby nie było tragiczne. Tragicznie głupie.
Linia obrony naczelnego „Frondy” powinna być, moim skromnym zdaniem, najprostsza z możliwych i polegać na prośbie o przedstawienie badań genetycznych urażonego delikwenta. Jeżeli wykażą one, że w istocie mężczyzną nie jest powinien przeprosić, zapłacić co tam sąd zasądzi i nawet swoje odsiedzieć. Jeżeli jednak badanie te ponad wszelką wątpliwość wykażą obecność w genomie badanego parę chromosomów X Y wtedy sąd musi uznać rację Tomasza Terlikowskiego. Bezwarunkowo. I zakazać jej posiadaczowi korzystania z damskich toalet, łaźni, szatni i innych przybytków przeznaczonych wyłącznie dla przedstawicielek płci pięknej.
Ja wiem, że zaraz rzucą się na mnie wszyscy ci, którzy uważają, że płeć genetyczna to tylko jeden z jej rodzajów i to wcale nie najważniejszy. Wolno im, każdemu wolno zwariować. Ale jeżeli tak to również genetyczna przynależność gatunkowa nie jest najważniejsza i komuś, komu wydaje się, że jest – dajmy na to – psem należy czym prędzej chirurgicznie wszczepić ogon, zwracać się do niego per „Burek” i co najmniej trzy razy dziennie wyprowadzać celem załatwienia potrzeb fizjologicznych.
A co jeżeli, na ten przykład, nagle zacznie mi się wydawać, że jestem Billem Gatesem? Zostanę odwieziony do psychuszki czy otrzymam dostęp do jego kont? Tak tylko pytam, z ciekawości. Chciałbym się mianowicie dowiedzieć jak bardzo opłacalne może być kompletne zidiocenie...


Komentarze
Pokaż komentarze (24)