Jest takie miejsce w sieci, które odwiedzam dla – jak to określa dzisiejsza młodzież – beki. Robię to regularnie, zwłaszcza gdy mam zły humor, kiedy coś mi nie wyjdzie albo zwyczajnie potrzebuję odrobiny wytchnienia od spraw poważnych. Na tamtejszych publicystów zawsze mogę liczyć, są jak słońce w pochmurną noc albo światełko w ponurym tunelu. Ich wybitna elokwencja, niezmierzone pokłady erudycji zawstydzają mnie i sprawiają, że czuję się jak natrętna mucha łażąca po potężnej ścianie intelektu. Ale, jak to mucha, bywam upierdliwy tudzież natrętny w związku z czym polatam sobie i pobrzęczę nad uchem z nadzieją, że kogoś wkurzę.
Gdyby ktoś po tym przydługim wstępie jeszcze się nie zorientował, to owym miejscem w sieci budzącym mój szczery zachwyt jest portal Krytyki Politycznej. Odkąd pamiętam lubiłem absurdalny humor w wykonaniu grupy Monhy Python i tu mam jego polską namiastkę. Równie absurdalną, choć nie tak wysublimowaną i inteligentną jak oryginał, czego jednak wymagać od podróby. Zwłaszcza takiej, której nie wyprodukowano w Chinach.
Ale przejdźmy do przykładów. „Proszę Państwa, przepraszam, że ja znowu o Rydzyku, ale tym razem to jest sensacja na miarę schwytania i udomowienia Ołgoja Chorchoja (gigantyczny podziemny robak z mitologii mongolskiej, który jest tak potworny, że zabija samym wyglądem: wystarczy go zobaczyć, żeby umrzeć – czyli w sumie osobowość zbliżona do ojca Rydzyka: jego wystarczy zobaczyć, żeby chcieć umrzeć).(...)” - pisze w swoim felietonie Tomasz Piątek zwierzając się publicznie ze swych stanów depresyjnych i skłonności samobójczych. Ojca Tadeusza widział chyba każdy Polak jak nie w wiadomościach, to przynajmniej na stronach gazet (lub czasopism) wystawianych za szybami kiosków w całym kraju. Cóż można dodać? Chyba jedynie poradzić znanemu i uznanemu felietoniście wizytę u dobrego psychiatry bo tak silne pragnienie śmierci to nie jest stan właściwy dla zdrowego psychicznie człowieka.
Kinga Dunin też nie zawodzi. Rzuciła się z pazurami na Dominikę Wielowieyską z Gazety Wyborczej co już jest pięknym widokiem, niemal dorównującym walce topless w kisielu albo makaronie. Właściwie mógłbym w tym miejscu zamilknąć oddając się całkowicie we władanie bodźców wzrokowych, jednakowoż tak się składa, że żadna z pań nie trafia w mój dość wysublimowany gust. Będę się zatem czepiał. Otóż pani Dunin zarzuca gazetowej publicystce, że ta chciałaby by adopcja miała na względzie przede wszystkim dobro dzieci, o które najlepiej zatroszczy się rodzina heteroseksualna. Zarzut słuszny ze wszech miar, w postępowym społeczeństwie dziecko wszak jest gadżetem, którego podstawowym zadaniem jest zaspokojenie potrzeb rodziców adopcyjnych żyjących w związku partnerskim, najlepiej jednopłciowym i to koniecznie damskim – co wynika z ostatnich słów tekstu, które brzmią: „A poza tym cieszę się, że piszę dla portalu KP, w związku z czym czuję się zwolniona z obowiązku przekonywania kogokolwiek, że dwie lesbijki mogą wychować dziecko równie dobrze jak para mieszana. Bo nie ma to jak matka, chyba że dwie.” Cóż, jako męska szowinistyczna heteroseksualna świnia pozwolę sobie zostać przy stwierdzeniu, że nie ma to jak flaszka. No chyba, że dwie.
Mój ulubiony Cezary Michalski, (całkiem nie tak dawno był on ortodoksyjnym katolem publikującym w należącym do Janusza Palikota „Ozonie” razem z Tomaszem Terlikowskim i paroma innymi „oszołomami z ciemnogrodu”) tłumaczy sposób, w jaki leniwi Grecy sami dali pracowitym Niemcom szmal, który teraz ci sami Niemcy przeznaczają na ratowanie tychże Greków. Tłumaczy w sposób genialny, właściwy lewicowym ideologom wyjaśniającym chłopom, że lepiej im będzie w PGRze niż na swoim. W skrócie sens przydługiego tekstu Czarusia (przepraszam, nie umiałem się powstrzymać przed tym zdrobnieniem) można przyrównać do żądania: skoro mnie upiłeś swoją wódką to teraz wylecz mi kaca własnym sokiem z kiszonych ogórków. Podejście iście lewicowe i zgodne z doktryną sprawiedliwości społecznej. Całkowicie zaś sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem, ale przecież nie o to w tym wszystkim chodzi.
Mógłbym tak długo, ale po co? Kto chce sam poczyta. A kto szanuje swój czas pójdzie do baru na kilka głębszych – tak samo zakręcą w głowie, ale będą stanowczo mniej szkodliwe dla wątroby.


Komentarze
Pokaż komentarze