W Szczekocinie (woj. Śląskie) czołowo zderzyły się dwa pociągi. Piętnaście osób nie żyje, ponad pięćdziesiąt jest rannych. Tragedia. I wspaniała okazja by podbić nieco oklapłe notowania partii rządzącej. Najpierw na zwiedzanie miejsca katastrofy wybrał się premier z ministrami Arłukowiczem i Nowakiem, nieco wcześniej pojawił się szef MSWiA Cichocki. Oczywiście ciągnąc za sobą ekipy telewizyjne i prasowe, bo nie po to przecież się fatygowali, żeby ich w telewizorze nie pokazać. Chwilę po rządzie najpierw Szczekocinach a potem w Sosnowcu, gdzie w szpitalu św. Barbary leżą poszkodowani, pojawił się prezydent. Też, oczywiście, w świetle fleszy. Czy ktoś mógłby mi odpowiedzieć na jedno, drobne acz istotne pytanie: po jaką cholerę oni się tam pchali???
Czy panowie ministrowie są wykwalifikowanymi ratownikami? Jeżeli tak, to odwołuję pytanie, każda para rąk się przyda. Czy pan premier na miejscu zaradzi więcej niż ze swojego gabinetu w Stolicy? Czy Głowa Państwa mocą swojego urzędu cofnie czas i odwróci los poszkodowanych? Nie? To po cholerę przeszkadzają!? Służby mają na głowie ofiary, które przygniecione zwałami blachy czekają na ratunek a ci plączą się pod nogami, przeszkadzają, ciągną za sobą dziennikarskie hieny liczące na krwawy materiał jeszcze – jakby mało było roboty – trzeba im zapewniać ochronę, zadbać o bezpieczeństwo, bo jeszcze który nogę skręci i skandal będzie na całą Europę. Ewentualnie w mordę dostanie od wkurzonego ratownika,któremu przeszkadza w pracy.
Swoją drogą nie rozumiem, co powoduje tymi wszystkimi VIP-ami, że pchają się tam, gdzie nie są do niczego potrzebni? Słupki sondażowe to jedno, ale przecież zza własnego biurka jeden z drugim więcej zdziałać może niż w czasie wycieczki na koszt podatnika. Ale nie, ich ciągnie tam, gdzie rozgrywają się ludzkie tragedie. Powódź, tornado, katastrofa – dobry wujek jest na miejscu i za rączkę potrzyma. Co prawda opatrunku nie założy, odszkodowania nie wypłaci, ale za to się sfotografuje i zdjęcie da na pamiątkę, żeby było co pokazać wnukom: „Popatrz Jasiu, tutaj premier załatwił mi rentę. Po wypadku trzymał mnie za rękę i się uśmiechał, przez co nie zdążyłem do szpitala i trzeba mi było amputować tę nogę”...


Komentarze
Pokaż komentarze (13)