Misjonarze postępu maszerujący z tęczowymi flagami boją się tradycyjnej polskiej religijności, boją się przywiązania Polaków do Kościoła i wartości, jakie niesie za sobą wiara katolicka. By się o tym przekonać wystarczy spojrzeć na histeryczne hasło przewodnie tegorocznej „Manify”: „Przecinamy pępowinę”. Tę pępowinę, która rzekomo łączy państwo polskie i Kościół Katolicki, Naród i jego Tradycję, która hamuje wprowadzenie ustroju powszechnej szczęśliwości dla odmieńców, bluźnierców, morderców dzieci i wszelkiej maści zboczeńców usiłujących za wszelką cenę zdobyć przywileje i przekonać wszystkich wokół, że to właśnie oni są normalni.
Strach wywołuje agresję. Przerażone zwierzę atakuje na oślep, z furią, przestaje zwracać uwagę na własne bezpieczeństwo i konsekwencje swojego działania, liczy się tylko zniszczenie wroga. Dokładnie tak samo zachowują się piewcy postępu: gryzą, kopią, plują i wrzeszczą, są jak wataha wilków chcących przepędzić obcych z nowego terytorium. Celem tej wojny – bo to jest wojna, nie ma się co oszukiwać – jest całkowite zapanowanie nad przeciwnikiem i zlikwidowanie go. Nie ma najmniejszych szans na pokojową koegzystencję, symbioza czy chociażby zwykłe współistnienie nie wchodzi w grę.
Ten strach jednak daje nam nadzieję, udowadnia, że jeszcze wszystko możemy wygrać. Zwierzę silne, pewne zwycięstwa strachu nie okazuje. Słoń nie boi się guźca a niedźwiedź rysia. To my jesteśmy silni – wiarą, tradycją, zasadami i, przede wszystkim, prawdą. Oni mogą tylko krzyczeć, pluć i walić na oślep w bezsilnej wściekłości.
Ale żeby wygrać tę walkę musimy się zradykalizować. Nie możemy bezczynnie patrzeć jak kolejne kawałki naszej przestrzeni są wydzierane i bezczeszczone w imię religii tolerancji. Musimy wreszcie powiedzieć: dość! Basta! - jak niezapomniana Aleksandra Śląska wcielająca się w postać królowej Bony. I zabrać się za porządkowanie tego bajzlu, bo nikt za nas tego nie zrobi. Nie bójmy się, przecież – gdy Bóg z nami, któż przeciw nam? Pod jego znakiem, jak cesarz Konstantyn na moście Mulwijskim, zwyciężymy. Wystarczy, że będziemy mówić prawdę prosto w oczy, zawsze i wszędzie, bez owijania w bawełnę i bez zastanawiania się nad konsekwencjami. Tak jak od lat robią to Wojciech Cejrowski, Joanna Najfeld i wielu innych, jak dziś w radiu TOK FM zrobiła to Danuta Wałęsa. Oni nie robią nic innego tylko odważnie, z podniesionym czołem głoszą prawdę uderzając wrogów tam, gdzie najbardziej boli – w sam środek sumienia.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)