Około trzy tysiące Polaków dotarło na Węgry by uczestniczyć w obchodach rocznicy wybuchu Wiosny Ludów i zamanifestować poparcie dla premiera Wiktora Orbana. Sympatyczny gest, jednak mnie zrobiło się nieco przykro, że trzeba jechać do dalekiego kraju by zademonstrować przywiązanie do wolności i poprzeć człowieka, który walczy o niezależność własnej ojczyzny. Tymczasem nasi, rodzimi włodarze wybrani przez Naród już dawno sprzedali się brukselskiemu imperium za parę Euro, uścisk dłoni i kilka nieszczerych komplementów rzuconych przez nowych władców Starego Kontynentu. Podczas gdy węgierski szef rządu z dumą mówi o swoim kraju i Narodzie nasz już dawno stwierdził, że „polskość to nienormalność” i robi wszystko, by Kraj nad Wisłą stał się jedną z prowincji Nowego Wspaniałego Świata.
Cóż nam pozostaje? Albo wziąć przykład z Węgrów i zawalczyć o swój rząd, swojego premiera i swój parlament, który będzie reprezentował nasze interesy albo... wyrzec się „nienormalnej polskości” i przybrać pozę dumnego Europejczyka, übermenscha odrzucającego własną tożsamość, tradycję, ojczyznę. Jesteśmy jak podróżny na rozstajnych drogach, z których jedna prowadzi na manowce a druga do domu, który opuściliśmy w poszukiwaniu lepszego życia. Dziś musimy zdecydować: czy chcemy wrócić do Domu, w którym każdy kąt pamięta głosy naszych przodków, czy zamieszkać w anonimowym bloku z ciepłą wodą i ogrzewaniem, za to bez rodziny, bez przyjaciół, bez duszy. Musimy zdecydować: czy naprawdę chcemy wszystko poświęcić dla kilku chwil wygodnego, bezstresowego życia w oczekiwaniu na rachunek? Słony rachunek, który prędzej czy później przyjdzie nam zapłacić. Bo tak już jest ten świat urządzony, że wszystko ma swoją cenę, tym wyższą im bardziej nam zależy na jej zapłaceniu.


Komentarze
Pokaż komentarze