W życiu tak naprawdę liczą się dwie rzeczy: to co człowiek może zrobić i to, czego zrobić nie może. Cała reszta jest tylko nadętą, filozoficzną deliberacją niewartą pierdnięcia. Możemy zatem tracić czas na jałowe dysputy, z których nic nie wynika albo zmienić świat tak, by stał się miejscem przyjaznym każdemu wolnemu człowiekowi. Możemy nie robić nic, wyciągając ręce w stronę kajdan i gębę do michy z ochłapami rzucanymi z pańskiego stołu albo powiedzieć „BASTA!” i zacząć żyć na własny rachunek. Możemy wybrać prostą drogę niewolnika albo krętą ścieżkę wolnego człowieka. Trzeciej drogi wybrać nie możemy.
Na razie jesteśmy jak psy Pawłowa warunkowane medialną papką, urabiane PR-owskimi sztuczkami i wabione wyborczą kiełbasą. Już nie potrafimy samodzielnie myśleć i działać. Żyjemy telewizją, która ustawia nam klepki w głowie według z góry ustalonego wzoru. Pod pozorem rozrywki i informacji prowadzą nas jak owczarek owce – beczące, ale potulne i uległe, dojone trzy razy dziennie. A kiedy trafi się pośród nas osobnik samodzielny, chcący pójść własną drogą i (co najgorsze!) próbujący pociągnąć za sobą innych staje się natychmiast ofiarą zmasowanej nagonki i jest rzucany na pożarcie moralnych autorytetów, ekspertów mających monopol na prawomyślność, które nie zostawiają na nim suchej nitki. Oszołom, warchoł, wichrzyciel, faszysta, homofob, antysemita – to najłagodniejsze z epitetów jakimi są określani. Marek Jurek, Wojciech Cejrowski, Stanisław Michalkiewicz, Rafał Ziemkiewicz, Tomasz Terlikowski – oni na własnej skórze przekonali się co znaczy gniew salonu. Bo wyrwali się na samodzielność, bo nie poddali się wszechwładnej politycznej poprawności, bo moralność i konserwatywne wartości są dla nich ważniejsze niż kariera na warunkach dyktowanych przez władców marionetek. Ośmielili się sprzeciwić systemowi i za to spotyka ich społeczny ostracyzm, są nękani procesami, uniemożliwia się im dotarcie do odbiorców. Nie dlatego, że ktoś ich specjalnie nie lubi, oni są doskonale obojętni wielkim tego świata i już dawno spisani na straty – chodzi tylko o to byśmy nie zerwali sznurków kierujących każdym naszym ruchem. Bo władca marionetek tak długo ma prawo do swojego tytułu, jak długo trzyma te sznurki w rękach.
Jeżeli chcemy być suwerenami we własnym kraju musimy wybrać drogę wolności. Wolny naród jest tylko i wyłącznie sumą wolnych jednostek, które go stanowią. Nie pomogą szczytne hasła, wiece, patetyczne przemowy i wymachiwanie flagą jeżeli najpierw samie nie weźmiemy odpowiedzialności za własny los. Musimy pozbyć się niewolniczej mentalności, którą od najmłodszych lat zaszczepiają nam podlegli władzy urzędnicy. Musimy wybrać swoich przedstawicieli, ludzi którzy będą nas rzeczywiście reprezentować a nie takich, którzy prawią piękne slogany przed wyborami a potem, kiedy już zasiądą w poselskich, senatorskich czy ministerialnych fotelach zapominają o ludziach, ich problemach i własnych obietnicach. Musimy zacząć myśleć używając mózgów i przestać słuchać medialnych autorytetów, które zawsze wiedzą lepiej co dla nas dobre. Czy jesteśmy do tego zdolni?


Komentarze
Pokaż komentarze (1)