AlexanderDegrejt AlexanderDegrejt
251
BLOG

Wszystkie zwierzęta są równe...

AlexanderDegrejt AlexanderDegrejt Polityka Obserwuj notkę 1

Jan Vincent Rostowski (aż się prosi o jakieś „de”, „von” czy chociaż skromne „hr.” przed nazwiskiem) bardzo dba o swoich podwładnych i organizuje dla nich prywatną przychodnię lekarską, która będzie się mieścić w gmachu ministerstwa. Prywatną w sensie dosłownym, chodzi mianowicie nie o własność a o dostęp – tylko i wyłącznie dla pracowników resortu finansów. Jak widać minister Rostowski nie ma zaufania do swojego rządowego kolegi, Bartosza Arłukowicza (cóż za pospolite imię) i woli się zabezpieczyć przed przewidywanym krachem państwowego systemu opieki zdrowotnej. Bardzo to budujące dla nas, zwykłych zjadaczy chleba zmuszonych czekać w długich kolejkach do specjalisty. Sytuacja niemal żywcem wyjęta z minionej epoki błędów i wypaczeń, kiedy to naród stał w kilometrowych kolejkach po masło czy wyrób czekoladopodobny a elita kupowała co chciała w sklepach za czerwonymi firankami. Orwell w czystej postaci – wszystkie zwierzęta są równe, ale świnie są równiejsze.

 

Żeby sfinansować fanaberie kasty rządzącej będziemy pracować do sześćdziesiątego siódmego (na dobry początek) roku życia. To, zdaniem rządowych speców od finansów (których szef nigdy nawet nie napisał pracy magisterskiej) niezbędne i nieuniknione. W przeciwnym wypadku załamie się system emerytalny, ZUS padnie a wszyscy jego pracownicy znajdą się na bruku bez pracy i środków do życia. Muszę przyznać, że jest to dla mnie bardzo pociągająca wizja: tysiące urzędników, którzy snują się po kraju, pukają do każdych drzwi i błagają o wsparcie i zapomogę. Całkiem odwrotnie niż dzisiaj, kiedy to my musimy prosić o ich uwagę i łaskę chcąc załatwić nawet najmniejszą sprawę. Gotów jestem zrezygnować z emerytury by móc zobaczyć to na własne oczy.

 

Swoją drogą gdybyśmy zamiast opłacać składkę ZUS odkładali pieniądze do skarpety od momentu, w którym rozpoczęliśmy zawodową karierę to na stare lata bylibyśmy krezusami. Leżelibyśmy sobie na plaży w Acapulco, pili miejscowe piwo i gapili się na conchity gotowe na wiele z drinka postawionego przez polskich bogaczy. Na szczęście mamy rząd, który dba byśmy nie wpadli w ramiona rozpusty i zapewnia nam przyszłość jak z popularnej piosenki: zamiast kobiet, śpiewu, wina – wódka, czkawka, Gwiżdż Janina. A zamiast białego piasku na meksykańskiej plaży szare linoleum w poczekalni publicznej przychodni. Oczywiście wszystko to dla naszego dobra, zadawanie się z gorącymi, biuściastymi Latynoskami może spowodować u zimnokrwistego emeryta ze środkowej Europy atak serca. A NFZ-tu nie stać przecież na zapewnienie mu medycznej opieki...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka