AlexanderDegrejt AlexanderDegrejt
1904
BLOG

A jednak zamach! Czyli jak zostałem oszołomem

AlexanderDegrejt AlexanderDegrejt Polityka Obserwuj notkę 15

Jeszcze całkiem niedawno, kilka miesięcy temu, na słowa o zamachu w Smoleńsku reagowałem pobłażliwym uśmiechem i pukałem się palcem w czoło. Ot kolejna teoria spiskowa bez żadnych racjonalnych podstaw, której jedynym celem było podniesienie notowań PiS w przeddzień wyborów prezydenckich a potem parlamentarnych. Wiem jak to brzmi, ale nie, nie przyszło mi do głowy podejrzewać Jarosława Kaczyńskiego czy ludzi z jego ekipy o przyczynienie się do upadku na ziemię prezydenckiego samolotu. Odrzucałem każdą teorię zakładającą udział osób trzecich uznając ją za absurdalną. Nie widziałem motywu, nie potrafiłem wymyślić absolutnie żadnego powodu na tyle ważnego by w jego imię poświęcić życie dziewięćdziesięciu sześciu osób.

 

Od tamtej pory moje myślenie zmieniło się radykalnie, dołączyłem do oszołomów twierdzących, że teoria o zamachu przeprowadzonym przez osoby trzecie jest co najmniej prawdopodobna. Od razu zaznaczę, że nie przekonały mnie do niej słowa polityków PiS, ustalenia komisji posła Macierewicza, opinie niezależnych biegłych czy teksty pojawiające się od czasu do czasu w prasie i na blogach. Przekonali mnie politycy Platformy Obywatelskiej i prokuratorzy, robiący wszystko by ośmieszyć wątpiących w rzetelność raportów Tatiany Anodiny i przygotowanego przez komisję Jerzego Millera, niedopuszczający niezależnych ekspertów do badań (jak choćby prof. Badena do sekcji zwłok), lekceważący rodziny ofiar, kłamiący w żywe oczy i traktujący smoleńskie śledztwo po macoszemu, całkowicie niepoważnie i nieprofesjonalnie. Ale największy udział w zmianie mojego patrzenia na tę katastrofę miała zapluta gęba Stefana Niesiołowskiego, który na każdą wzmiankę o innych możliwych przyczynach tragedii dostawał (i nadal dostaje) ataku furii, obraża i odsądza swoich oponentów od czci i wiary, w tym rodziny ofiar (Jarosława Kaczyńskiego, Martę Kaczyńską, wdowy po gen. Błasiku i Przemysławie Gosiewskim). Pomyślałem sobie, że jeżeli on tak reaguje to coś na rzeczy musi być, przecież normalny człowiek na bzdury – jak sam określa słowa o zamachu – reaguje wzruszeniem ramion.

 

Sherlock Holmes mawiał „jeżeli odrzucić to co niemożliwe, to co pozostanie, choćby najbardziej nieprawdopodobne, jest prawdziwe”. Odrzucono hipotezę o błędzie pilotów, o pijanym generale Błasiku, który wdarł się do kokpitu, o naciskach wywieranych przez „głównego pasażera”, o brzozie urywającej skrzydło Tupolewa... Co pozostało? Awaria maszyny i zamach właśnie. Problem w tym, że kluczowy dowód na potwierdzenie – wrak samolotu – obydwu teorii leży przykryty prymitywną wiatą na płycie smoleńskiego lotniska a polscy śledczy nie mają do niego dostępu. Dlaczego? Cóż, jeżeli Rosjanie nie mieliby nic do ukrycia to sami by zabiegali, żeby nasi eksperci mogli dokładnie zbadać szczątki samolotu, chociażby po to by całkowicie oczyścić się z podejrzeń. Nie robią tego, wręcz przeciwnie, od czasu opublikowania raportu MAK nie robią nic poza utrudnianiem dostępu do dowodów i materiałów jakie zgromadzili. Cóż, ten kto ma coś do ukrycia zwykle nie ma czystych rąk i sumienia, zatem podejrzenia kierowane na wschód są całkowicie uzasadnione. Można się zastanawiać, dlaczego zamachu – ewentualnego – dokonano w tak spektakularny sposób, przecież rosyjskie służby potrafią działać subtelnie i bez rozgłosu. Chyba, że o rozgłos właśnie chodziło, o czytelny przekaz: nie podskakujcie, bo nie będziemy się cackać...

 

A powód? Właściwie nie był potrzebny, przedstawienie robi się by wywrzeć wrażenie na niczego nieświadomej widowni, jednak kilka by się znalazło: konflikt w Gruzji, złoża gazu łupkowego, gazociąg północny, nasze zaangażowanie na Ukrainie czy Białorusi. Prezydent Kaczyński był dla Rosjan niewygodny, choć raczej nie aż tak by go zabijać. To nie on był celem, ale cały nasz Naród, który miał paść na kolana i ukorzyć się i oddać hołd wielkiemu suwerenowi, tańczyć jak on zagra i nie wychylać się. Kiedy obserwuję to, co dzieje się wokół katastrofy smoleńskiej, jak „polski” rząd rozgrywa międzynarodową (ale i wewnętrzną) politykę, jak moi rodacy zamiast wspólnie walczyć o dobro kraju skaczą sobie do oczu – to dochodzę do wniosku, że cel został osiągnięty. A wrak prezydenckiego TU 154 M leży pod wiatą na płycie lotniska i długo jeszcze poleży, jako swoiste memento. Byśmy nie zapomnieli kto tu rządzi i co grozi za nielojalność.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (15)

Inne tematy w dziale Polityka