Obecny sposób finansowania partii politycznych jest nie dość, że złodziejski (do czego my, mieszkańcy Krainy Wielkich Przekrętów jesteśmy raczej przyzwyczajeni) to cementujący obecny polityczny układ i zapewniający koryto wciąż tym samym ludziom. Gruba kasa z budżetu (a więc z naszych podatków!) jaką biorą parlamentarne partie pozwala im na swobodny rozwój, zdobywanie poparcia, propagandę, a kiedy nastanie czas wyborów bezproblemowe zorganizowanie kampanii. Te, które pozostają poza parlamentem nie dostają ani grosza, muszą sobie radzić same nie mając praktycznie żadnych szans na podjęcie równorzędnej walki o miejsca w Sejmie i Senacie. Czy nie nadeszła właściwa pora by wreszcie zmienić ten chory układ?
Na poparcie głównych partii politycznych dla projektu likwidacji subwencji nie ma co liczyć. Każda z nich znajdzie dobry powód, by dalej zgarniać forsę z naszych podatków do własnej kieszeni traktując zwycięstwo wyborcze jak wygraną na loterii. Gadanie o tym, jakie to przekręty nastąpią kiedy partie zostaną zmuszone do samofinansowania, jakie naciski ze strony sponsorów i szantaż – głosujcie jak wam każemy albo nie będzie kasy – jest biciem piany całkowicie pozbawionym sensu. Chyba, że uznamy rządzących nami polityków za krystalicznie uczciwych, którzy nigdy w życiu nie wzięli pod stołem żadnej koperty, nie przyjęli żadnego prezentu i zawsze głosowali zgodnie z własnym sumieniem.
Finansowanie partii z budżetu ma jeszcze jedną, zasadniczą wadę: tworzy uprzywilejowaną kastę przyspawaną do stołków, która rządzi nami, maluczkimi, za nasze własne pieniądze bez żadnej kontroli. Jednym słowem płacimy czy nam się to podoba czy nie, ale wpływu na biorących szmal nie mamy żadnego. Gdyby partie musiały na te pieniądze pracować stale, a nie tylko przez kilkadziesiąt dni kampanii wyborczej, to może (powtarzam: MOŻE) ich szefowie zrozumieli by, że pracują dla nas a nie dla własnego wygodnego i bezstresowego życia...


Komentarze
Pokaż komentarze