„Biuro prasowe premiera odmówiło nam udzielenia informacji ws. poruszania na Radzie Ministrów sprawy udziału prof. Michaela Badena w sekcjach zwłok ofiar smoleńskiej katastrofy. Zapowiedziano nam również, że nawet jeżeli złożymy wniosek formalny o dostęp do informacji publicznej, to i tak zostanie on załatwiony odmownie.” - możemy przeczytać w dzisiejszej „Gazecie Polskiej Codziennie”. Cóż, nihil novi sub sole, biuro prasowe i rzecznik już dawno dobitnie wytłumaczyli społeczeństwu gdzie je mają i jak głęboko. A społeczeństwu, jak widać, dobrze w ciepełku i, jak wskazują sondaże, nie zamierza ono (społeczeństwo) zmieniać lokalizacji...
Rząd Rzeczypospolitej wychodzi najwyraźniej z założenia, że niewygodne fakty i prawdy najlepiej zamieść pod dywan na zasadzie, że czego oczy nie widzą tego sercu nie żal. Problem w tym, że nasze oczy mają prawo widzieć, zapewnia im to Konstytucja RP w art. 61 ust. 2:„Prawo do uzyskiwania informacji obejmuje dostęp do dokumentów oraz wstęp na posiedzenia kolegialnych organów władzy publicznej pochodzących z powszechnych wyborów, z możliwością rejestracji dźwięku lub obrazu.” Biuro prasowe złamało prawo odmawiając udzielenia informacji i nie jest w tym momencie w stanie zasłonić się ust. 2 tegoż artykułu ustawy zasadniczej:„Ograniczenie prawa, o którym mowa w ust. 1 i 2, może nastąpić wyłącznie ze względu na określone w ustawach ochronę wolności i praw innych osób i podmiotów gospodarczych oraz ochronę porządku publicznego, bezpieczeństwa lub ważnego interesu gospodarczego państwa.” O żadnej ochronie wolności i praw mowy być nie może, o ochronie porządku publicznego, bezpieczeństwa i interesu państwa też nie. Chyba, że nie o Polskę chodzi a o jakieś inne państwo. O Rosję na przykład, której interes i bezpieczeństwo może być naruszone (powtarzam: może, nie musi) przez uporczywe dążenie do prawdy i wyjaśnienia przyczyn smoleńskiej katastrofy. Myślałem dotąd, że Rada Ministrów z premierem na czele powinny mieć na względzie interes naszego kraju, wychodzi jednak na to, że się myliłem...
Dostrzegam w tym wszystkim jeszcze jedno: paniczny strach rządzącej nami kliki przed prawdą, która powoli wychodzi na jaw. Czyżby zatem racja była po stronie „oszołomów” z Krakowskiego Przedmieścia krzyczących o zdradzie? Czyżby Jarosław Kaczyński mówiąc, że impuls do zamachu (ewentualnego) mógł wyjść z polskiej strony miał rację? Czyżby „nieszczęśliwy splot okoliczności”, który doprowadził do roztrzaskania się prezydenckiego Tupolewa w pobliżu smoleńskiego lotniska nie był ani ani splotem, ani nieszczęśliwym? Wiele pytań, odpowiedzi żadnej. Charakterystyczne milczenie rządu, mataczenie ministrów, prokuratorów i ludzi odpowiedzialnych za śledztwo tylko utwierdza ludzi w przekonaniu, że tragedia sprzed dwóch lat była celowym działaniem mającym wyeliminować polskiego Prezydenta, dowództwo Sił Zbrojnych i wszystkich ludzi lecących oddać hołd pomordowanym przez Sowietów bohaterom. Mnie w każdym razie utwierdziło, bo po co – u diabła – cokolwiek zatajać kiedy nie ma się nic do ukrycia? Po co mataczyć skoro prawda nie jest niebezpieczna? A niebezpieczna może być tylko jedna prawda – ta mówiąca o zamachu i o winie...


Komentarze
Pokaż komentarze