„Widziałeś wczoraj znów w dzienniku
zmęczonych ludzi wzburzony tłum
i jeden szczegół wzrok Twój przykuł
ogromne morze ludzkich głów”
Śpiewał kiedyś Grzegorz Stróżniak a wraz z nim niezliczone rzesze młodych ludzi, dla których muzyka rockowa była sposobem na wyrwanie się z szarej rzeczywistości PeeReLu. Te słowa przypomniały mi się kiedy w sobotę oglądałem w „słusznej” telewizji relację z marszu w obronie wolnych mediów. Ogromne morze ludzkich głów obliczone przez propagandzistów na parę tysięcy. To tak jakby powiedzieć, że w Bałtyku jest parę tysięcy wiader wody. Niby to prawda, w każdym milionie jest ileś tysięcy a słowo „parę” różnie rozumieć można. Jednak „niby prawda” nie jest prawdą, a już na pewno nie Prawdą, tą przez duże „P”. Parę tysięcy to tylko parę tysięcy, nic nie znacząca garstka szaleńców spośród kilkudziesięciu milionów normalnych obywateli siedzących spokojnie przed ekranem telewizora. Ekranem, z którego kolejny autorytet mentorskim tonem tłumaczy jakimi to szkodnikami są demonstranci w stolicy, jak to utrudniają życie mieszkańcom, jak to podkopują podwaliny demokracji z takim trudem budowanej, jaki to wstyd na całą Europę i jaki kłopot dla rządu, który chce zapewnić poczucie bezpieczeństwa wszystkim Polakom. Poczucie niszczone przez ekstremistów podjudzanych przez ziejącego jadem Jarosława Kaczyńskiego i pazernego ojca Tadeusza Rydzyka...
„A spiker cedził ostre słowa
Od których nagła wzbierała złość
I począł w Tobie gniew kiełkować
Aż pomyślałeś – milczenia dość!”
Koniec milczenia przeraził medialnych funkcjonariuszy i ich zleceniodawców. Sprawił, że zdali sobie sprawę z siły ogłupianych lekkostrawną papką ludzi, siły, która zrodziła się z jedności i odrzucenia wciskanego im zewsząd kłamstwa. Rosnące w siłę (za sprawą m.in. ojca Rydzyka, ale nie tylko) wolne media, często drugoobiegowe (jak za starych, dobrych czasów), zasiały paniczny strach w szeregach propagandzistów głoszących jedynie słuszną prawdę. Ostrymi słowami podpartymi często tytułami naukowymi niewiadomego pochodzenia próbują oni rozbić jedność tego „morza ludzkich głów”, próbują bawić się w Mojżesza i rozdzielić je nie na dwie części, ale na wiele małych, zwalczających się skupisk. Ale to już tylko ostatnie podrygi, ostatni chwyt za brzytwę, który musi się skończyć obcięciem palców. Bo już coraz mniej ludzi stoi z boku, już prawie nikt nie patrzy na życie bez emocji. W obronie wolności mediów nie demonstrują już tylko słuchacze toruńskiej rozgłośni, te wykpiwane moherowe babcie i dziadkowie, ale ludzie zupełnie nie związani z Radiem Maryja, z ojcem Rydzykiem, a często nawet nie będący zbyt gorliwymi chrześcijanami. Ludzie, którzy powoli zaczynają rozumieć, że by zdobyć swój kraj, by on był naprawdę „ich własny” muszą otworzyć serca i umysły, muszą zacząć żyć własnym życiem a nie tym reżyserowanym przez władców much...
„Przeżyj to sam...
Przeżyj to sam...
Nie zamieniaj serca w twardy głaz
póki jeszcze serce masz...”


Komentarze
Pokaż komentarze