Ten świat jest już tak urządzony, że nic na nim nie jest trwałe: Potężne twierdze rozsypują się w proch, morza wysychają, rzeki zmieniają bieg, miasta wymierają a małe wioski przeradzają się w milionowe aglomeracje. Podobnie jest z międzyludzkimi relacjami, dozgonny przyjaciel odwraca się plecami a śmiertelny wróg niespodziewanie zamienia się w sprzymierzeńca. Taki Józef Wisarionowicz Stalin na ten przykład, chyba nie ma w Polsce człowieka (poza synem marszałkini Nowickiej, ale to przykład skrajny i wybiegający daleko poza statystyczne ramy), który darzyłby go sympatią, szacunkiem czy chociażby tylko wspominał go bez nieprzyjemnego zgrzytu zębodołów. A tymczasem jego wnuk, Jewgienij Dżugaszwili, robi dla nas kawał dobrej roboty, śmiało można powiedzieć, że wyręcza ministra Sikorskiego w jego (psich) obowiązkach.
Otóż wspomniany wnuk rzeczonego zbrodniarza wystąpił do Głównego Prokuratora Wojskowego Federacji Rosyjskiej z wnioskiem o wznowienie śledztwa w sprawie zbrodni katyńskiej. Wniosek ten Dżugaszwili motywuje m.in. orzeczeniem strasburskiego Trybunału Praw Człowieka, który uznał mord polskich oficerów w Katyniu za zbrodnię wojenną a takowa nie podlega przedawnieniu bez względu na to czy sprawcy chodzą jeszcze po tym łez padole czy już dawno oddali ducha. A właśnie śmiercią oskarżonych motywowała prokuratura umorzenie śledztwa. Absurd? Owszem, choć wnukowi największego zbrodniarza w historii ludzkości wcale nie chodzi o rehabilitację ofiar dziadka tylko o jego... dobre imię, godność i honor. Mało komu w ogóle przyszłoby na myśl, że Stalin takowe przymioty posiadał, wręcz przeciwnie, większość z nas odsądza go od czci i wiary uznając, że lepiej by było gdyby się nie narodził. Ale cóż, wnuk ma prawo do swojego osądu, a przy okazji może przysłuży się i nam. Chyba, że rosyjska prokuratura – a na wschód od Buga wszystko jest możliwe – przyzna rację młodemu Dżugaszwiliemu i godność Stalinowi (a wraz z nią honor i dobre imię) przywróci a śmierć polskich bohaterów zostanie uznana za nieszczęśliwy wypadek ewentualnie samobójstwo dokonane pod wpływem nacisków pijanych przełożonych, którzy mimo czujności funkcjonariuszy NKWD wdarli się do ich cel...
Pytanie jakie nasunęło mi się w związku z tymi rewelacjami należy do gatunku – z literackiego punktu widzenia – tragikomedii: czy musimy czekać na wnuka Władimira Władimirowicza Putina by do władz Federacji Rosyjskiej trafił wniosek o wznowienie śledztwa w sprawie śmierci elity polskiego narodu pod Smoleńskiem? Oczywiście tylko po to by oczyścić dobre imię, godność i honor dawnego czekisty i przyjaciela polskiego premiera...


Komentarze
Pokaż komentarze (2)