W Platformie rozłam. Konserwatyści pod wodzą Jarosława Gowina chcą zakazu wprowadzania dyscypliny partyjnej podczas głosowań nad projektami ocierającymi się o kwestie światopoglądowe. Innymi słowy posłowie żądają by mogli kierować się własnym sumieniem a nie „widzimisię” wodza chcącego podlizać się Unii Europejskiej, feministkom, pederastom czy komu tam jeszcze trzeba by osiągnąć bieżące cele polityczne. Niby wszystko ładnie i pięknie, ja się jednak zastanawiam co panowie konserwatyści robią jeszcze w strukturach PO? Czyżby stołki były ważniejsze od sumień a gadanie o zakazie dyscypliny, światopoglądzie i innych dyrdymałach (bo tak to brzmi) było tylko czczym gadaniem na potrzeby gawiedzi? Czyżby wynikało jedynie ze strachu, że ta gawiedź potrafi się zjednoczyć w obronie wartości (co udowodniła chociażby 21 kwietnia w Warszawie) i miało na celu wmówienie jej, że partia Słońca Peru też te wartości szanuje?
Jeżeli ludzie skupieni wokół ministra Gowina naprawdę chcą bronić konserwatywnych wartości to może powinni dążyć do utworzenia w Sejmie szerokiego frontu i nakichać na swojego szefa? Gdyby to dobrze rozegrać to można by się nawet pokusić o zmianę rządu, pod warunkiem oczywiście, że paru niezdecydowanych koniunkturalistów udałoby się przekupić stanowiskiem tudzież inną gratyfikacją. PSL nie byłby problemem, oni pójdą z każdym kto dobrze zapłaci, kłopoty mógłby sprawiać PiS i Jarosław Kaczyński, który potrafi współpracować z innymi tylko i wyłącznie z pozycji nieomylnego guru. Podobnie zresztą jak Donald Tusk, któremu władza już tak rąbnęła do łba, że straszył niezbyt sprzyjających jego ugrupowaniu Polaków końcem żartów.
Ale wracając do tematu, czyli pluszowego buntu Gowina i Żalka, to moim zdaniem nic z tego nie wyniknie. Ot, trochę gadki będzie, jakiś lament w słusznych mediach i parę ostrych słów ze strony premiera wszystkich Polaków a potem sprawa przyschnie. Gdyby panowie naprawdę chcieli coś zrobić to zaproponowaliby zmianę w regulaminie sejmu, która całkowicie zakazywałaby dyscypliny partyjnej podczas głosowań – w końcu posłowie są przedstawicielami Narodu, wyborców a nie partyjnej wierchuszki, która w obecnej sytuacji może robić co chce. Wystarczy, że zarządzi dyscyplinę partyjną i już niemal każdy projekt ustawy napisany „pod siebie” staje się obowiązującym prawem...


Komentarze
Pokaż komentarze (1)