Amerykanie mawiają, że na tym świecie są tylko dwie pewne rzeczy: śmierć i podatki. Ja bym powiedział, że całkowicie pewna jest jedynie śmierć - przyjdzie po każdego bez pytania i bez urzędniczej upierdliwości. Ot, zjawi się pewnego dnia i koniec, nasza pielgrzymka po tym bożym światku dojdzie do mety. Pojednany z Bogiem chrześcijanin nie ma się czego bać bo wie, że po tamtej stronie czeka go po prostu lepszy żywot, bez trosk i... podatków, które budzą we mnie znacznie większe przerażenie.
Nigdy nie wiadomo co strzeli do łba politykom i jaki sposób wymyślą by pozbawić mnie moich ciężko zarobionych pieniędzy. Nowy prezydent Francji, Francois Hollande, zapowiedział na przykład, że nałoży na swoich najbogatszych rodaków 75 procentową stawkę podatku. Jeżeli swoją zapowiedź zrealizuje Francję czeka kryzys, przy którym kłopoty Grecji to tylko niewinne igraszki. Jak każdy socjalista Hollande nie jest w stanie pojąć zależności pomiędzy wysokością stawki podatkowej i wpływami do budżetu a krzywa Hoffera to dla niego tylko obrazek w kontrrewolucyjnym podręczniku do ekonomii.
Pierwszą reakcją będzie masowy exodus inwestorów, którym raczej nie spodoba się pomysł, by oddawali państwu dwie trzecie ciężko wypracowanych pieniędzy. To pociągnie za sobą wzrost bezrobocia, spadek PKB i – w efekcie – drastyczne zmniejszenie się wpływów budżetowych. W państwie o tak rozwiniętym socjalu jak Francja skończy się to katastrofą. Cięcia budżetowe dotkną w końcu społeczne niziny, które w ogromnej części składają się z śniadoskórych imigrantów. Ich reakcja jest łatwa do przewidzenia, kilkukrotnie już przecież prezentowali swoje możliwości.
Ale co jest złe dla Francuzów mogłoby być dobre dla nas. Mogłoby, gdybyśmy mieli rząd z prawdziwego zdarzenia, który umiałby tę sytuację wykorzystać. Bo przecież uciekający bogacze muszą gdzieś się podziać, dlaczego więc nie u nas? Doświadczenie wieków pokazuje, że Rzeczpospolita zawsze zyskiwała, kiedy umożliwiała uchodźcom osiedlenie się w naszym kraju. Niestety, jak znam życie (a znam dość dobrze) rząd Tuska (albo każdy inny jaki się trafi, polityków „z jajami” niestety w naszym kraju nie ma) natychmiast podpisze jakiś międzynarodowy traktat albo konwencję „o przeciwdziałaniu emigracji podatkowej” i zamiast zyskać na głupocie francuskiego socjalisty stracą wszyscy: Francuzi szmal, który od nich ucieknie, Polacy ten sam szmal, który mógł do nich przywędrować.


Komentarze
Pokaż komentarze