Na warszawskim Stadionie Narodowym urwał się sufit. Najdroższa prowizorka świata już się sypie, nie doczekawszy nawet mistrzostw, na które została wybudowana. Śmiech na sali.
No dobra, jedna usterka może się zdarzyć wszędzie, nie ma o co drzeć szat i robić rabanu. Problem w tym, że całe polskie przygotowania do EURO 2012 to jedna, wielka prowizorka i usterka, a sufit na Narodowym jest tylko wisienką na torcie, najśmieszniejszą, ale też najmniej problematyczną.
Autostrad nie ma, a te które są – pękają. Połączeń kolejowych (bezpośrednich) pomiędzy miastami organizatorami – nie ma. A gdyby ktoś chciał przyjechać własnym samochodem to też będzie miał problemy – główna arteria komunikacyjna stolicy, ulica Marszałkowska, została zamknięta ze względu na budowę drugiej linii metra.
Wygląda na to, że po mistrzostwach premier z całym gabinetem i prezydentem będą mogli zakrzyknąć za słynnym Grekiem: Jaka piękna katastrofa!
A mówiąc poważnie: państwo (w sferze gospodarczej) jest jak firma, której prezesem jest premier a my wszyscy jesteśmy jej udziałowcami. I tak je trzeba traktować. W normalnej firmie prezes działający na szkodę przedsiębiorstwa, wydający bez sensu pieniądze i partaczący każdą inwestycję jest wywalany na zbity pysk, a kiedy zachodzi podejrzenie o celowe działania na niekorzyść zostaje zaproszony na spotkanie z prokuratorem. A my, jak idioci, beztrosko przedłużyliśmy mu kontrakt.
Tymczasem wczoraj Prezydent Komorowski wyskoczył z apelem – skierowanym do Ukraińskiego przywódcy – by nie karać za decyzje polityczne. Równie dobrze mógł zaapelować do prokuratury o zaprzestanie ścigania defraudantów i aferzystów zajmujących wysokie, biznesowe stanowiska. Ryba psuje się od głowy i od głowy należy zacząć jej leczenie. Jeżeli pozwolimy, by premier robił co chciał to jakim prawem zabraniamy takich działań ludziom zajmującym niższe stanowiska?
Zawsze myślałem, że im wyżej człowiek zajdzie tym większą bierze na siebie odpowiedzialność. Tymczasem obserwując otaczającą mnie rzeczywistość zauważam, że jest dokładnie odwrotnie: im wyżej człowiek siedzi tym więcej może. Paranoja! Małą firmę nęka się kontrolami po wykryciu kilkudziesięciu groszy zaległości wobec Urzędu Skarbowego, polityk może zmarnować miliony i głupio się uśmiechać do kamer. Im gorzej tym lepiej, można powiedzieć...
Przypomina mi to sytuację z początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy wiele zakładów doprowadzono do ruiny by później tanio przejąć za pośrednictwem syndyka masy upadłościowej ich majątek. Scenariusz grecki też wyglądał dokładnie tak samo: klasyczne wrogie przejęcie.
Nie mają racji ci, którzy biją na alarm i ostrzegają, że Jarosław Kaczyński swoim zachowaniem wywoła wojnę. Ta wojna już trwa, wojna bez czołgów i armat, bez wrażych armii depczących ziemię podbijanych krajów, jednak jej cele są dokładnie takie same jak każdej innej: podbój i zniewolenie. Gdyby Hitler trzy czwarte wieku temu zastosował podobną taktykę to Europa już dawno byłaby jednym organizmem a jej ludność dzieliła się na dwie kategorie: elity i pracujących na nie niewolników.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)