Jedną z prawidłowości polskiej (choć nie tylko polskiej) sceny politycznej jest całkowita bezkarność odchodzącego, choćby najbardziej nieudolnego, najbardziej skorumpowanego i najbardziej bandyckiego rządu. Dzieje się tak z jednej prostej przyczyny: następcy wolą zostawić poprzedników w spokoju z obawy przed wprowadzeniem nowej, świeckiej tradycji. Jednym słowem ze strachu, że w przyszłości i ich ktoś rozliczy. Stare przysłowie pszczół mówi: kurwa kurwie łba nie urwie i, jak widać, ma ono głębokie uzasadnienie.
Oczywiście mnóstwo jest gadania o tymże rozliczaniu, szafuje się Trybunałem Stanu, prokuraturą, straszy się więzieniem, ciężkimi robotami, a nawet stawia memento w postaci szubienic – jak to podczas blokady sejmu zrobili działacze „Solidarności”, ale nie czarujmy się, nie łudźmy i nie miejmy płonnych nadziei, nikomu ani teraz ani w przyszłości włos z głowy nie spadnie.
Owszem, były namiastki rozliczeń. Przykładem niech będzie ostatni wyrok trzech lat więzienia dla byłej posłanki PO Beaty Sawickiej czy wcześniej dla byłego ministra sportu w rządzie PiS Tomasza Lipca czy (także byłego) posła SLD Andrzeja Pęczaka. Wszystko to jednak płotki, kozły ofiarne poświęcane na ołtarzu wyborczej walki po to, by pokazać społeczeństwu, że władza też nie jest bezkarna. Problem w tym, że sama góra władzy pozostaje bezkarna zawsze. Owszem, dziś politycy Platformy Obywatelskiej grożą Trybunałem Stanu Jarosławowi Kaczyńskiemu i Zbigniewowi Ziobrze, wcześniej inni grozili swoim poprzednikom czy nawet aktualnie rządzącym politykom, ale czy ktoś sobie przypomina by sędziowie tegoż trybunału choć raz musieli zająć się jakąś poważną czy mniej poważną sprawą? Pomyślałem sobie nawet, że znalazłem odpowiedź na odwieczne pytanie: „co tu robić, żeby się nie narobić?”, która brzmi: zostać sędzią w Trybunale Stanu Rzeczpospolitej...


Komentarze
Pokaż komentarze