70 lat temu w Treblince zmarł Henryk Goldszmid, znany wszystkim jako Janusz Korczak. Prawdopodobnie w Treblince, bo dziś nie jesteśmy nawet w stanie powiedzieć, czy przeżył transport bydlęcym wagonem. Do końca pozostał przy swoich podopiecznych, wybrał śmierć wraz z nimi zamiast życia bez nich. Nigdy nie zdradził tych, którzy mu zaufali. W najbardziej nieludzkich czasach pozostał człowiekiem. Przez duże C.
Nie będzie biografii. Jeżeli ktoś na to liczył odsyłam do książek, do wikipedii albo innego miejsca w sieci – są ich tysiące – gdzie będzie się mógł zagłębić w mało ciekawe, hagiograficzne wątki. Janusz Korczak człowiekiem nudnym nie był z całą pewnością, nie widzę zatem powodu by jego pamięć kalać „oczywistymi oczywistościami”. Zamiast tego przytoczę słowa, którymi ten wielki Polak pożegnał wychowanków opuszczających Dom Sierot w 1919 roku, już w Wolnej Ojczyźnie:
„Żegnamy tych wszystkich, którzy już odeszli
lub niedługo odejdą, aby nie powrócić.
Żegnamy ich przed długą i daleką podróżą.
A imię tej Podróży – Życie.
Wiele razy myśleliśmy nad tym, jak żegnać, jakich rad udzielać.
Niestety, słowa biedne są i słabe.
Nic wam nie dajemy.
Nie dajemy Boga, bo Go sami odszukać musicie
we własnej duszy, w samotnym wysiłku.
Nie dajemy Ojczyzny, bo ją odnaleźć musicie własną pracą serca i myśli.
Nie dajemy miłości człowieka, bo nie ma miłości bez przebaczenia,
a przebaczać – to mozół, to trud, który każdy sam musi podjąć.
Dajemy wam jedno:
tęsknotę za lepszym życiem, którego nie ma, ale kiedyś będzie,
za życiem Prawdy i Sprawiedliwości.
Może ta tęsknota doprowadzi was do Boga, Ojczyzny i Miłości.
Żegnajcie, nie zapominajcie.”
I my nie zapominajmy.


Komentarze
Pokaż komentarze