„Mam w nosie literę przepisów, ważny jest ich duch. Ważne, że Polacy mają prawo żyć w państwie uczciwym, transparentnym, w państwie, w którym wymiar sprawiedliwości stoi na straży interesów obywateli a nie na straży interesów sitwy tworzonej przez część środowisk prawniczych” - powiedział dziś minister sprawiedliwości Jarosław Gowin i wsadził kij w mrowisko oraz (jednocześnie, co jest wyczynem na miarę rekordu Guinnessa) wywołał burzę w szklance wody.
Słowa te były reakcją na krytykę jego poczynań w sprawie Amber Gold. Ściślej reakcją na oskarżenia wysunięte przez środowiska prawnicze na żądanie (zrealizowane) przekazania akt procesowych Marcina P.. Według prawników, m.in. prof. Zbigniewa Ćwiąkalskiego czy posła Ryszarda Kalisza minister Gowin żądając a prezes gdańskiego sądu wydając te akta złamali ustawę o ustroju sądów powszechnych. Odmiennego zdania jest profesor Kruszyński z Instytutu Prawa Karnego Uniwersytetu Warszawskiego, który mówi wprost: „Minister Gowin nie złamał prawa. Nie jestem entuzjastą tego ministra, ale w tym przypadku nie mogę mu niczego zarzucić”. Słowa profesora potwierdza regulamin funkcjonowania sądów powszechnych, który stwierdza, że „akta sprawy przesyła się na każde żądanie po wykonaniu niezbędnych czynności w sprawie: Prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej, Ministrowi Sprawiedliwości, Sądowi Najwyższemu, Rzecznikowi Praw Obywatelskich, Rzecznikowi Praw Dziecka oraz sądowi odwoławczemu” (par. 95 ust. 1). Jeżeli zatem tak brzmią przepisy to o co chodzi?
Cóż, kiedy nie wiadomo o co chodzi to zawsze chodzi o pieniądze. W tym wypadku o pieniądze, które przejdą koło nosa prawniczym sitwom (określenie min. Gowina), które w uczciwym i transparentnym państwie kierującym się zarówno literą jak i duchem prawa stracą możliwość zarobkowania przy pomocy prawnych kruczków przeciągających w nieskończoność każde postępowanie i zdolnych każdego hochsztaplera zasobnego w pieniądze uwolnić od wszelkich zarzutów. Ta perspektywa do tego stopnia przeraziła przedstawicieli korporacji prawniczych, że wywodzący się z tego środowiska poseł Kalisz zażądał nawet postawienia urzędującego ministra sprawiedliwości przed Trybunałem Stanu. Nie dziwi też reakcja profesora Ćwiąkalskiego, poprzednika Jarosława Gowina w ministerialnym fotelu, który jeszcze nie dawno bronił skompromitowanego dzięki prowokacji dziennikarskiej prezesa gdańskiego sądu słowami „nic takiego się nie stało”. Dla prawnika przywykłego do lawirowania w labiryncie paragrafów perspektywa przejrzystego i transparentnego państwa musi być zaiste przerażająca...


Komentarze
Pokaż komentarze (8)