W ubiegłą sobotę do domu Katarzyny Ceran, prywatnie narzeczonej Piotra Staruchowicza wpadła policja. Dziewczynę zakuto w kajdanki i zawieziono na dołek. W trakcie przedłużającego się przesłuchania dowiedziała się, że jej przestępstwo polegało na... zajęciu na stadionie w czasie derbów stolicy nie tego krzesełka. Pusty śmiech mnie ogarnął i pewnie śmiałbym się cały czas gdyby nie to, że trauma na jaką narażono młodą kobietę śmieszna w żadnym wypadku nie jest.
Zacząłem się natomiast zastanawiać jaki był cel działania funkcjonariuszy i jedyne, co przyszło mi do głowy to zastraszenie. Jasny przekaz: nie podskakujcie władzy, bo dobierzemy się do tyłków nie tylko wam, ale i waszym bliskim. Działania naszej „demokratycznej” i „obywatelskiej” władzy coraz bardziej przypominają postępowanie totalitarnych reżimów, które stosowały zbiorową odpowiedzialność by zastraszyć społeczeństwo i zapobiec buntowi. Człowiek, który boi się o rodzinę nie jest skory do sprzeciwu. Nihil novi sub sole. Wiedzieli o tym dobrze Niemcy podczas ostatniej wojny, wiedzieli sowieci, wiedzą Koreańczycy z północy i jak się okazuje wiedzą rządzący dziś Polską tzw. liberałowie.
Pytanie, jakie wszyscy powinniśmy sobie zadać brzmi: czy władza, której przedstawiciele dopuszczają się takich działań wciąż ma prawo używać przymiotnika „demokratyczna”? Czy władza zastraszająca obywateli ma jeszcze legitymację do rządzenia państwem? Czy może jest to już w czystej postaci władza reżimowa, która naród trzyma „za mordę”, krótko przy pysku? Ja wątpliwości nie mam, wyrok na właściciela satyrycznej strony „Antykomor.pl”, afera w gdańskim sądzie, mataczenie przy śledztwie w sprawie katastrofy smoleńskiej i zatrzymanie młodej dziewczyny tylko dlatego, że jest osobą bliską przeciwnikowi premiera (choć „Staruch” postacią jednoznaczną na pewno nie jest) świadczy tylko i wyłącznie o tym, że granica już dawno została przekroczona a fasady demokracji mają tylko maskować kwitnący zamordyzm.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)