AlexanderDegrejt AlexanderDegrejt
421
BLOG

Urzędnicza (nie)odpowiedzialność

AlexanderDegrejt AlexanderDegrejt Polityka Obserwuj notkę 1

Europejski Trybunał Praw Człowieka orzekł, że Polska musi wypłacić dziesięciorgu rodzicom wychowującym niepełnosprawne dzieci odszkodowania w wysokości od 8 do 10 tysięcy euro za to, że ZUS odebrał im wcześniej przyznane emerytury pozbawiając tym samym środków do życia. Na rozpatrzenie czeka jeszcze ponad sto podobnych spraw, w których orzeczenia – jak można się domyślić – będą takie same. Sprawiedliwości stało się zadość i szkoda tylko, że my wszyscy z naszych siłą nam odbieranych przez państwo pieniędzy za to zapłacimy.
 
I nie chodzi tutaj o rozstrzygnięcie, która z decyzji Zakładu Ubezpieczeń Społecznych była błędna – czy ta przyznająca emeryturę, czy ta tą emeryturę odbierająca. ETPC uznał już we wrześniu 2009 roku (również rozpatrując sprawę obywatel vs ZUS), że błąd władzy publicznej nie może być naprawiany ze szkodą dla obywatela. Władzę publiczną reprezentuje w tym wypadku ZUS i to on powinien ponosić pełne koszty wynikłe ze swoich błędnych decyzji. Zaznaczyć w tym miejscu trzeba, że emerytury zostały odebrane rodzicom, którzy po ich otrzymaniu zrezygnowali z pracy by cały swój czas poświęcić na opiekę nad chorymi dziećmi. Urzędnicy jedną swoją decyzją pozbawili rodziny środków do życia a niepełnosprawne dzieci możliwości rehabilitacji i powrotu do zdrowia.
 
Paradoks opisywanej sytuacji polega na tym, że my ze swoich pieniędzy płacimy wysokie pensje urzędnikom główne za to, by byli kompetentni a potem, także ze swoich pieniędzy, płacimy odszkodowania za to, że ci urzędnicy są... niekompetentni. W dodatku nie ponoszą za swoje decyzje żadnej odpowiedzialności, robią co chcą i jak chcą, napawając się władzą nad obywatelem, który tak naprawdę nie ma żadnych praw i woli siedzieć cicho – wiadomo, łaska urzędnika na pstrym koniu jeździ a jej utrata oznaczać może poważne kłopoty. Paradoks ten jest wynikiem tego, że ZUS jest monopolistą, który nie musi się martwić odejściem klientów do konkurencji. Lekarstwem byłoby uwolnienie rynku ubezpieczeń społecznych. Wtedy każdy obywatel miałby wybór gdzie chce się ubezpieczyć. Utrata zaufania oznaczałaby dla ubezpieczyciela bankructwo a niekompetencja dla urzędnika utratę pracy. Żeby klientów zabezpieczyć przed takimi bankructwami mogącymi pozbawić ich świadczeń wystarczyłoby powołać coś na kształt Bankowego Funduszu Gwarancyjnego i, rzecz bardzo ważna, zmienić kolejność zaspokajania roszczeń. Dziś w przypadku ogłoszenia upadłości najpierw spłacane są wierzytelności wobec skarbu państwa co w efekcie sprawia, że faktyczni poszkodowani mogą zapomnieć o odzyskaniu swoich pieniędzy. Żeby rynkowy system ubezpieczeń społecznych mógł działać bezpiecznie w pierwszej kolejności powinny być zaspokajane należności wobec ubezpieczonych czy to przez wypłatę zgromadzonych środków, czy to przez przeniesienie polisy do innej, konkurencyjnej, firmy.
 
Niestety, żadne liczące się ugrupowanie polityczne nie ma woli by ubezpieczenia społeczne urynkowić. Tłumaczą się oczywiście brakiem środków i jest to tłumaczenie wiarygodne. Środki, które mogłyby być przeznaczone na taką operację są marnotrawione przez naszego narodowego ubezpieczyciela, zwanego potocznie Zakładem Utylizacji Staruszków. W samym tylko chorzowskim oddziale zatrudnionych jest (nie licząc ekspozytur terenowych) grubo ponad tysiąc osób, które miesięcznie zarabiają (wszyscy razem) ponad dwa miliony złotych. Jeżeli zsumujemy zarobki wszystkich pracowników tego molocha to zobaczymy jak gigantyczna kasa jest marnotrawiona na bezproduktywne i szkodliwe działania. Kasa, która mogłaby być przeznaczona na zabezpieczenie dla obecnych emerytów i rencistów podczas gdy przyszli byliby już ubezpieczeni w prywatnych, oferujących znacznie lepsze warunki, firmach. Przypominam na koniec, że pieniądze przeznaczone na wypłaty wynagrodzeń dla pracowników ZUS nie pochodzą ze składek ale właśnie z budżetu państwa. Sytuacja zabawna, bo w miarę naturalnego zanikania świadczeniobiorców można by stopniowo obniżać podatki co doprowadziłoby do wzrostu koniunktury gospodarczej i zwiększenia ilości miejsc pracy. A to oznaczałoby zwiększone wpływy do budżetu. Ale oczywiście odpowiedzialność urzędników nie pozwala na takie rozwiązanie bo... oznaczałoby ono likwidację ich przywilejów i ograniczenie władzy, a na to przecież zgodzić się nie mogą...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka