„Nie podoba mi się, że w polskiej szkole wciąż mają miejsce takie incydenty. Może to brak jednoznacznego programu nauczania? W końcu wciąż w książkach do WOS-u mowa jest o rodzinie składającej się z mężczyzny i kobiety. Ta pani równie dobrze właśnie tym może się tłumaczyć. Zmiany są w Polsce potrzebne, tylko zaczynam wątpić, czy się ich doczekam za swojego życia...” - te słowa pochodzą z rzekomego listu czytelniczki, która na łamach „Gazety Wyborczej” wylewa swoje żale oburzona zamieszczonymi na facebook'u słowami Elżbiety Haśko (że homoseksualizm można leczyć) i zwykłą ludzką solidarnością wobec prasowej nagonki na tę nauczycielkę z prowincjonalnego gimnazjum. Słowa tak absurdalne, tak śmieszne, że aż zmusiły mnie – lenia patentowego – do podjęcia wysiłku i skreślenia kilku zdań na ich temat.
Zacznę od tego, że nie wierzę w żaden list do redakcji. Idę o zakład, że to pismaki z Czerskiej wiedzione potrzebą chwili same wymyśliły czytelniczkę wraz z jej listem. Zbyt dobrze wpisuje się on w linie ideologiczną pisma i zbyt szybko nadszedł by nie uznać go za szytą grubymi nićmi prowokację. W obliczu szeroko zakrojonej akcji obrony pani Hłaśko trzeba było już, natychmiast i od razu pokazać, że w polskim społeczeństwie są też ludzie, którzy jej postawą są zniesmaczeni, oburzeni i chcieliby ją jak najszybciej wymazać z publicznego dyskursu. Gazeta przegrywa, nagonka przez nią rozpętana przyniosła skutek odwrotny od zamierzonego, trzeba więc było znaleźć postępową czytelniczkę gotową wraz z redaktorami stanąć na barykadzie w walce o powszechną szczęśliwość i świetlaną przyszłość.
Ale nie to w zacytowanym liście jest najważniejsze. Mój paroksyzm śmiechu wzbudziły pretensje, jakie wyimaginowana czytelniczka zgłosiła wobec podręczników do Wiedzy o Społeczeństwie. Zastanawiam się jaka wizja rodziny jest tej kobiecie najbliższa? Dwóch panów? Dwie panie? A może jakiś przekładaniec bliżej nieokreślony? O ile mi wiadomo słowo „rodzina” pochodzi od czasownika „rodzić”, a zdolność tę posiada tylko model koedukacyjny, który w dodatku z racji tego, że nasz kodeks karny bigamię i poligamię penalizuje musi być – siłą rzeczy – dwuosobowy. Ja wiem, jestem ciemnogrodzkim faszystą stojącym na drodze postępu w odróżnieniu od autorki zacytowanych na wstępie słów, której – być może – najbliższy jest model europejski, pochodzący z samego centrum cywilizacji czyli Wielkiej Brytanii – trzech panów w łódce. Nie licząc, oczywiście, psa – bo o dzieciach mowy być nie może i zrozumie to każdy, kto choć odrobinę zna poglądy redaktorów „Gazety Wyborczej”, według których każde nadprogramowe dziecko należy spuścić w kanał w ramach bezpłatnego dostępu do „opieki medycznej”...


Komentarze
Pokaż komentarze (1)