Związkowcy z OPZZ dają rządowi ostatnią szansę i wezwał do negocjacji na temat drugiego pakietu antykryzysowego. Przewodniczący Jan Guz na wczorajszej konferencji prasowej powiedział, że jego zdaniem pakiet ten powinien pomóc przetrwać przedsiębiorstwom i tworzyć nowe miejsca pracy i ostrzega, że jeżeli to nie nastąpi to związkowcy podejmą akcję strajkową. Ciekawych rzeczy się człowiek dowiaduje w trakcie porannej lektury serwisów informacyjnych, ja na ten przykład pojęcia nie miałem o istnieniu jakiegoś pierwszego pakietu antykryzysowego a tu już mowa o drugim. No chyba, że chodziło o ten pakiet, w który zostało zapakowane i wysłane do Międzynarodowego Funduszu Walutowego sześć miliardów dolarów naszej rezerwy. Ciekawym, czy był gustowny i czy premier Tusk osobiście przewiązał go kokardką...
Tymczasem premier się boi. Nie, spokojnie, nie przewodniczącego Guza i jego chłopców, premier boi się podsłuchów i prowokacji czyli działań podległych mu specsłużb. Tak przynajmniej twierdzi „Newsweek” w swoim najnowszym wydaniu. Aż chciałoby się przywołać stare przysłowie o kopaniu dołków. Przecież to za arcydemokratycznych rządów Donalda Tuska w Polsce wzrosła kilkukrotnie liczba podsłuchów, to jemu podległe służby oszalały na punkcie inwigilacji. Nie pozostaje mu zatem nic innego jak zjeść tę żabę. Na szczęście pan premier jest lubiany przez unijnych przywódców, może zatem prezydent Hollande podrzuci mu w ramach starej znajomości jakiś dobry przepis...
Ogólnie rzecz ujmując życie ojca narodu nie jest łatwe. Podsłuchy i prowokacje to nic, taki Aleksander Łukaszenka na przykład w ogóle nie ma życia osobistego ale dziwić się temu nie można. Jeżeli jest się Bożym pomazańcem, mesjaszem niemalże, to trzeba całego siebie poświęcić służbie. W wywiadzie dla telewizji „MIR” białoruski batiuszka powiedział: „Pamiętam te pierwsze wybory, gdy naród poczuł, że po upadku ZSRR wpadamy w przepaść. Kulawi, ci co latami leżeli w łóżku, chorzy podnosili się, szli, niektórych nieśli na noszach, żeby zagłosować na Łukaszenkę”. Opis, można rzec, biblijny, takimi efektami nie może się pochwalić nawet nasz polski, czekający na wuniowstąpienie, Donald Cudotwórca. Może zatem warto by go wysłać na kilkutygodniowe szkolenie za wschodnią granicę? Po powrocie mógłby rozwiązać przynajmniej problem niewydolnej służby zdrowia...
Ale zostawmy sprawy światowych przywódców i zajmijmy się bolączkami zwykłych ludzi. Gazeta Wyborcza na ten przykład postuluje zniesienie podziału toalet na damskie i męskie. Chodzi o to, żeby osoby transseksualne nie czuły dyskomfortu musząc wybierać gdzie wejść by ulżyć ciału. Problem zaiste poważny. Osiołek, któremu w żłoby dano tak długo się zastanawiał czy zacząć kolację od słomy czy siana, że padł z głodu. Człowiek nie mogący się zdecydować, czy otworzyć bramkę numer jeden czy też może numer dwa może przekroczyć tę cienką linię bariery czasowej i... zonk! Przyjdzie straż miejska i każe posprzątać...
A'propos straży miejskich. W coraz większej liczbie miast i miasteczek mieszkańcy podnoszą postulat likwidacji tej służby. Teraz już wiemy dlaczego. Może zatem zamiast tworzyć koedukacyjne toalety warto te istniejące wyposażyć w parkomaty i fotoradary? Problemu istnienia straży to nie rozwiąże ale przynajmniej jej funkcjonariusze nie będą się rozłazić po mieście i narażać na dodatkowy stres spokojnych mieszkańców...


Komentarze
Pokaż komentarze