Tusk przemówił i natychmiast wszystkie media rzuciły się analizować to, co powiedział. Normalna rzecz, media zachowują się tak na całym świecie i dziwić się nie należy. Problem w tym, że Polska to kraj specyficzny i bardziej przydałaby się nam analiza tego, czego Donald Tusk nie powiedział. A nie powiedział wielu rzeczy, bo całe to exposé było pozoracją, podpuchą na której skupić miała się wraża artyleria, podczas gdy prawdziwy atak nadejdzie z zupełnie innej strony.
Premier na ten przykład nie przedstawił szczegółowej prognozy pogody na przyszły rok i całkowicie pominął związek przyczynowo – skutkowy łączący pracę synoptyków z ustawą budżetową. Pominął tym samym fakt ważki bardzo w świetle zapowiedzi wprowadzenia podatku od deszczu. Nie wiadomo też, w jaki sposób taki podatek miałby być naliczany: czy ryczałtem, czy dzięki zamontowanym na rynnach wodomierzom, czy też z góry, na podstawie prognoz właśnie, w sposób analogiczny do tego w jaki dziś płacimy za energię elektryczną. Słowem premier Tusk się nie zająknął „w tym temacie” a kwestia jest nader istotna dla nas wszystkich planujących przyszłoroczne budżety domowe.
A'propos planowania budżetu. Jeszcze nie tak dawno politycy Platformy z Donaldem Tuskiem na czele zapowiadali, że w 2013 roku nie będzie żadnej, nawet najmniejszej podwyżki podatków. Łgali w żywe oczy i wcale nie chodzi mi tutaj o kuriozalny pomysł wprowadzenia wspomnianego wyżej podatku od deszczu. Rozchodzi mi się o to, że stale rosną ceny podstawowych produktów kupowanych przez nas na co dzień – chleba, nabiału, wędlin itp. - a wraz z nimi VAT, który płacimy za każdym razem. Co prawda nie procentowo ale kwotowo, nie zmienia to jednak faktu, że suma pieniędzy wyrywanych nam przemocą przez fiskusa rośnie stale i niezmiennie. Podobnie jak dług publiczny i arogancja władzy.
Skoro jesteśmy przy arogancji to warto wspomnieć o sondażu przedstawionym przez portal Gazeta.pl, według którego ponad połowa Polaków nie chce powrotu IV RP. Zastanawiający jest ten sondaż, bo w świetle innych badań opinii (m.in. TNS Polska) gdyby dziś odbyły się wybory parlamentarne to zdecydowanym zwycięzcą byłby PiS z Jarosławem Kaczyńskim na czele. Czegoś tutaj nie rozumiem: z jednej strony moi szanowni rodacy chcą, by JarKacz został premierem, ale z drugiej nie chcą by realizował swój program. Schizofrenia. Tylko pytanie, kto na nią cierpi: Polacy, Kaczyński czy redaktorzy z Czerskiej...


Komentarze
Pokaż komentarze (2)