Donald Tusk jest dobrym premierem. Najlepszym. W chwili obecnej nie ma nikogo, kto mógłby go zastąpić na fotelu szefa rządu. Spokojnie, nie oszalałem, z moją głową wszystko w porządku. To nie moja opinia a samego premiera. Wygłosił ją we wczorajszym programie Tomasza Lisa zapytany o to, kogo by widział na swoim miejscu gdyby nagle musiał zrezygnować z polityki. A skoro tak powiedział to musi to być prawda, bo premier jak mówi to mówi. Nie mówi tylko co mówi.
Mówi zresztą nie tylko premier. Minister finansów też mówi nie tłumacząc o co mu chodzi: „Dzięki działaniom płynnościowym EBC i Rezerwy Federalnej, w drugiej połowie 2013 powinno nastąpić odbicie w gospodarce europejskiej, co powinno przełożyć się także na znaczące odbicie we wzroście PKB w Polsce” . Mądre, naukowe słowa godne człowieka z tytułem, zrozumiałe dla każdego. A gdyby jednak ktoś nie zrozumiał to minister wytłumaczył: „...potem zacznie się odbicie gospodarki europejskiej, i na pewno – tak przypuszczamy – gospodarki polskiej. Prawdopodobnie w Polsce będziemy przeżywali szybsze odbicie, bo zawsze tak było...”. I wszystko jasne.
Nie wiem dlaczego, ale słowa ministra Rostowskiego przypomniały mi sytuację sprzed paru lat. Otóż Japończycy wymyślili najtańszy sposób produkcji waniliny, czyli substancji zawartej w wanilii. Wanilia jest droga a człowiek ma to do siebie, że woli taniej. Japończyk też jest człowiekiem, w dodatku człowiekiem pomysłowym. I, jak powiedziałem, wymyślił: wyprodukował wanilinę z krowiego łajna. Nie wiedzieć czemu przestałem lubić lody waniliowe. W każdym razie Japończycy za swoje odkrycie dostali Nobla a minister Rostowski szczerze żałuje, że to nie nasi naukowcy dokonali tego wiekopomnego odkrycia – mógłby wtedy opodatkować produkcję surowca, wszak od panowania cesarza Wespazjana wiadomo, że gówniany interes to dobry interes.
Skoro już o interesach mowa to okazuje się, że jesteśmy drugimi Chinami. Nie, spokojnie, nie dlatego, że w restauracjach zaczęto podawać schabowego, który za życia szczekał zamiast kwiczeć. Nie chodzi też o słowa polityków trudniejsze do zrozumienia niż dialekt mandaryński. Przyczyna tegoż zaskakującego porównania leży w kosztach pracy, które są tylko o dziesięć procent wyższe niż w Państwie Środka. Cóż, historia lubi się powtarzać. Za Gierka byliśmy drugą Japonią, co skutkowało zadłużeniem tej pierwszej na 200 %. Donald Tusk obiecał nam drugą Irlandię, po czym prawdziwa Zielona Wyspa zjechała ze wzrostem PKB do -3 %. Agencje donoszą, że rząd chiński zastanawia się nad otwarciem rynku pracy celem zrównoważenia ubytku siły roboczej...


Komentarze
Pokaż komentarze