Polka z ekshumacjami trwa. Napomknąłem już wczoraj a dziś powiem wyraźniej: wcale bym się nie zdziwił, gdyby w którymś z grobów leżał człowiek całkowicie obcy. Ruskim bilans zgadzać się musiał, jakieś zwłoki po drodze im się zgubiły to wrzucili inne. Trup jest trup, z natury swej mało mało ruchliwy i z pyskiem nie wyskoczy, że treść nagrobka nie zgadza się z tym, co przez całe życie w dowodzie miał napisane. Ważne, żeby bilans się zgadzał, miało być dziewięćdziesiąt sześć, jest dziewięćdziesiąt sześć, sztuka jest sztuka więc o co się rozchodzi?
Ewentualnie same się te trupy rozłażą, na miejscu uleżeć nie mogą i towarzyskie życie po życiu postanowiły uprawiać. Prezydent Kaczorowski na Wawel do swojego następcy wyskoczył, Anna Walentynowicz do poznanej podczas smoleńskiej wycieczki koleżanki ruszyła na ploty, inni też ruchliwi ponad miarę a PiSowskie oszołomy od razu spisek wietrzą, zaniedbania jakieś i insynuują bezczelnie celowe działanie naszych ruskich przyjaciół z Władimirem Władimirowiczem na czele.
Na szczęście premier rozsądek zachował i zajął się tym co naprawdę ważne czyli dachem. Jako były malarz kominowy prace wysokościowe ma opanowane, strachu nie czuje i się zna. Co mu tam jakieś trupy kiedy pomnik jego rządów miłości rozlatuje się na oczach całego świata. A miało być tak pięknie, igrzyska lud dostanie to o chleb awanturował się nie będzie. O prawdę też nie. Już grzmiącym głosem zapowiedział wyciągnięcie konsekwencji i przykładne ukaranie winnych zamiany stadionu na basen. Kozioł ofiarny się znajdzie, szkoda tylko, że z braku lwów i areny trzeba będzie się ograniczyć do wywalenia z roboty na zbity pysk. A mogło być takie piękne widowisko...


Komentarze
Pokaż komentarze