Pani minister Agnieszka Kozłowska – Rajewicz, ta od równego traktowania, wysłała pismo do ministerstw edukacji i pracy z propozycją wprowadzenia żeńskich nazw zawodów. Chodzi o to, by potworki językowe w rodzaju „psycholożka”, „ekolożka”, „stomatolożka” czy chociażby „ministra” albo „marszałkini” stały się formą poprawną i obowiązującą. Zgłupiałem. I to wcale nie dlatego, że nagle betoniarka stanie się samicą betoniarza a ławka ławnika, ale z powodu wyłamania się naszej ministry z ogólnoeuropejskiego trendu nakazującego stosować neutralny płciowo język w kontaktach międzyludzkich. Swego czasu przecież nawet pojawiła się instrukcja Parlamentu Europejskiego na ten temat wydrukowana we wszystkich językach za koszmarne pieniądze, która nawet grzecznościowe formy „pan” i „pani” uznawała za obraźliwe. To jak to jest? „Pani minister” obraża a „ministra” nie? Pojąć tego nie potrafię, ale to zapewne dlatego, że nie ukończyłem modnych studiów genderowych. Za głupi na takie niuanse jestem najwidoczniej.
Na szczęście pani ministra (forma pośrednia, dobra chyba?) wytłumaczyła o co jej chodzi: „W języku powszechnym, a nawet w oficjalnych dokumentach, męskie nazwy zazwyczaj odpowiadają zawodom o wyższym prestiżu, przykładowo >>minister<<, a kobiece – o niższym, jak na przykład >>sprzątaczka<<. Język definiuje rzeczywistość utrwalając krzywdzące stereotypy płciowe”. Niby wszystko jasne ale jednak nie do końca. Otóż, droga ministro (mogę się w ten sposób zwracać?) „minister” nie jest zawodem tylko funkcją służebną (z łaciny – oznacza sługę właśnie) a „sprzątaczka” ma męską wersję w brzmieniu „sprzątacz”. Jeśli zaś chodzi o inne fachy z wyższej półki to zwyczajowo poprzedza się ich nazwy zwrotami „pan” czy „pani” o jeśli z kimś jesteśmy na „per ty” to nie tytułujemy go „profesorem” czy „mecenasem” ale walimy od razu „Janek” albo „Zocha”. Proste: albo „pani mecenas raczy spojrzeć...” albo „Zośka, patrz...”. I wszystko w porządku, wszystko gra i nikt niczemu się nie dziwi.
Nikt, oprócz urzędniczej klasy próżniaczej, której przedstawiciele muszą (inaczej by pękli) wszystko normować i opisywać dyrektywami. Przez tysiąclecia ludzie żyli nie zastanawiając się nad tym problemem, Jadwiga została koronowana na KRÓLA Polski i nikomu nie przyszło do głowy wymyślać dla niej specjalnej wersji słowa „król”, obrażona się nie czuła i majestatu jej to nie uszkodziło. Aż nagle jakiś baran wymyślił stanowisko „pełnomocnika rządu do spraw równego traktowania” i okazało się, że małżonka Jagiełły była przez ponad pięćset lat lżona męską formą. A można by ją po prostu nazwać królicą...


Komentarze
Pokaż komentarze (34)