Zwłoki chorążego Remigiusza Musia znalazła jego żona wczoraj tuż przed północą. Według policyjnych informacji powiesił się na linie żeglarskiej. Sam z siebie się powiesił, działań osób trzecich oczywiście nie stwierdzono. Gdyby chodziło o kogoś innego to bym uwierzył, ludzie wpadają na idiotyczne pomysły dość często i kończą życie z własnej woli na wiele różnych sposobów. Może chory był, nieszczęśliwie zakochany albo w długi popadł. Problem w tym, że Remigiusz Muś nie był zwyczajnym człowiekiem, szarym obywatelem, niewiele znaczącym elementem ludzkiej układanki tworzącej społeczeństwo.
Chorąży Muś był mechanikiem pokładowym Jaka 40, który wylądował na smoleńskim lotnisku na godzinę przed roztrzaskaniem się o pancerną wierzbę prezydenckiego Tupolewa a jego zeznania kładły na łopatki oficjalne ustalenia prowadzących dochodzenie polskich prokuratorów i ruskiej komisji generałowej Anodiny. Wedle tychże zeznań z wieży kontroli lotów miała paść komenda o zejściu samolotu na pięćdziesiąt metrów, to jest na pułap o połowę niższy od przewidzianych przepisami stu metrów. Zeznał on też, że tuż przed katastrofą TU 154 M słyszał dwa wybuchy, nie potrafił jednak podać dokładnego źródła dźwięku. Zastanawiające jest również to, że taśmy z nagraniem potwierdzającym wersję mechanika wcięło gdzieś pomiędzy Prokuraturą Wojskową a Instytutem Ekspertyz Sądowych w Krakowie i do dziś dnia nie bardzo wiadomo co się z nimi stało.
Nie ma przypadków, są tylko znaki. Ten zaś wyraźnie wskazuje, że śmierć prezydenta Lecha Kaczyńskiego i towarzyszących mu dziewięćdziesięciu pięciu osób nie była zwykłym, nieszczęśliwym wypadkiem. Nie była nawet wypadkiem szczęśliwym dla wielu wysoko postawionych dorzynaczy watahy. Była starannie zaplanowaną i przeprowadzoną zbrodnią, maczający w niej swoje brudne łapy zrobią wszystko, by prawda o dziele ich życia na jaw nie wyszła. Zbyt wiele mają do stracenia, dlatego Smoleńsk musi za sobą pociągnąć następne ofiary. I pociągnie. Ja w każdym razie w samobójstwo chorążego Remigiusza Musia nie wierzę. Podobnie jak nie wierzę w winę pilotów ani w to, że prezydent Kaczyński osobiście wcelował w brzozę, która na poczekaniu wyrosła na trasie samolotu...


Komentarze
Pokaż komentarze (13)