AlexanderDegrejt AlexanderDegrejt
773
BLOG

Środki odurzające we krwi ś.p. chorążego Musia

AlexanderDegrejt AlexanderDegrejt Polityka Obserwuj notkę 4

Niemiecki dziennik „Westdeutsche Zeitung” poinformował na swojej stronie internetowej (www.wz-newsline.de), że technik pokładowy Jaka – 40, chorąży Remigiusz Muś został znaleziony martwy ze środkami odurzającymi we krwi. Nie wiem skąd dziennikarze zza wschodniej granicy wytrzasnęli tą informację, może wyssali ją z palca, w końcu nasza polska prokuratura nie może się mylić i kiedy mówi, że nie stwierdzono udziału osób trzecich to... mówi. A żadnych środków odurzających nie znaleziono, w końcu specjalnie odczekano z sekcją by wszelkie ślady jakichkolwiek substancji zniknęły jak sen jaki złoty.

Że co, że spisku na siłę szukam? Ależ na żadną siłę i niczego nie szukam, samo pcha się w oczy i woła wielkim głosem. Wszystkie wydarzenia związane z katastrofą smoleńską, działania prokuratury, rządu, komisji Millera i Anodiny śmierdzą przekrętem i łgarstwem na kilometr. Weźmy na ten przykład zdyskredytowanie profesora Biniedy, który dla prokuratury prowadzącej śledztwo żadnym autorytetem nie jest, a dla firmy Boeing jest wybitnym specjalistą, któremu powierzono zaprojektowanie osłon silników w jej najnowszym produkcie, Dreamlinerze. Tym samym Dreamlinerze, którego zakupem chwalił się Radek Sikorski, i z którego dumne są nasze rodzime linie lotnicze. Ja nie wiem, nie znam się, może ktoś coś przeoczył, ale to na skandal zakrawa: rząd dopuścił do zakupu maszyny projektowanej przez dyletanta! Przecież to zagrożenie jest, setki, a nawet tysiące osób życie może stracić! A Radek się chwali i kwiczy z uciechy. To jak to tak?

Ale zostawmy Dreamlinera i kwiczącego Radka, nie o tym miało być a o chorążym Musiu, w którego krwi (niemieckim zdaniem) znaleziono substancje odurzające. Są dwie możliwości: albo substancje te faktycznie znaleziono skutecznie zamykając gęby polskim mediom, albo niemiecki dziennik stworzył tzw. fakt medialny (nie mylić z faktem autentycznym). Przyznaję się bez bicia – ja skłaniam się ku tej pierwszej możliwości a to z tego powodu, że zwyczajnie nie wierzę w okołosmoleńskie samobójstwa. Nie wierzę, bo dziwnym trafem życie odbierają sobie wyłącznie osoby mające krytyczny stosunek do oficjalnych ustaleń – jakoś nie targnął się na swoje życie nikt spośród wyznawców pancernej, pięćdziesięciometrowej brzozy i winy pilotów. Ale cóż, łgarstwo najwyraźniej nie jest depresjogenne, w odróżnieniu od prawdy, która może zaboleć. Szkoda tylko, że boli nie tych co trzeba, ale oni zapewne mają we krwi tyle środków odurzających, że żadnego dyskomfortu czuć nie są w stanie...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka