AlexanderDegrejt AlexanderDegrejt
857
BLOG

Panika władzy

AlexanderDegrejt AlexanderDegrejt Polityka Obserwuj notkę 0

„Kiedy ludzie boją się swojego rządu to się nazywa tyranią. Ale kiedy rząd boi się ludzi to się nazywa wolnością” - powiedział kiedyś Thomas Jefferson. Gdyby przyszło mu żyć we współczesnej Polsce słów tych albo nigdy by nie wypowiedział, albo czym prędzej je odwołał czerwieniąc się ze wstydu. Nie wiem, czy nasz kraj jest taki wyjątkowy, czy też może zmieniły się czasy i swoją rolę odegrały minione wieki, ale obserwując to co się dzieje doszedłem do wniosku całkowicie odwrotnego niż Ojciec Założyciel wzorcowej demokracji: otóż do tyranii dąży władza, która się ludzi boi. Ta, która strachu nie czuje nie ma powodu łapać ich „za twarz”. A nasza rodzima władza boi się panicznie, boi o własne stołki, o kręcone geszefty i, w końcu, o własną skórę, która mogłaby zostać naruszona gdyby te geszefty i inne wyskoki zostały odpowiednio „docenione” przez ludzi. Jednak najbardziej władza nasza kochana boi się prawdy i jakiejkolwiek krytyki swoich działań.

Dowodów na to jest mnóstwo, począwszy od kuriozalnej sprawy prześladowania twórcy satyrycznej strony Antykomor.pl, poprzez śledztwo smoleńskie, wojnę z opozycyjnymi mediami (z Radiem Maryja i Telewizją Trwam na czele), prawo robiące z ludzi niewolników systemu (ordynacja podatkowa, ustawa o ubezpieczeniach społecznych, etc., etc.), ordynacja wyborcza nie dopuszczająca bezpośredniego głosowania, czy wreszcie wczorajsze prowokacje policyjne mające zdyskredytować uczestników Marszu Niepodległości. Wszystkie te działania pokazują dobitnie jak bardzo spanikowani są miłościwie nam panujący z naszego nadania włodarze i na jak wiele są gotowi by władzę w swoim ręku zatrzymać, zapominając przy okazji, że to nie oni ale my jesteśmy w Polsce suzerenem, że pełnią rolę służebną. Samo zresztą słowo „minister” sługę oznacza, z czego wynika, że to nie Rostowski nad nami, ale my nad nim panować powinniśmy, decyzje konsultować i stawki podatkowe zatwierdzać.

Problem w tym, że Polska to nie Szwajcaria i demokracja bezpośrednia u nas żadnych tradycji nie ma. Niestety, nie ma u nas też tradycji, która wymagałaby od władzy odpowiedzialności za własne działania, odpowiedzialności nie tylko przed „Bogiem i historią” ale przed wyborcami. Władza zawsze mogła robić co chciała i śmiać się w kułak z wszelkiej krytyki, jeszcze się wszak nie zdarzyło by politycy zajmujący najwyższe stanowiska musieli dokonać rozliczenia i wytłumaczyć się ze wszystkich swoich sprawek. Czy można się zatem dziwić, że w momencie kiedy Naród zaczął się upominać o swoje – co miało miejsce po katastrofie smoleńskiej – żyjący w poczuciu całkowitej bezkarności przedstawiciele władzy wpadli w panikę? Czy można się dziwić, że postanowili złapać krótko przy pysku tych, których się boją? Bo chyba nikt nie ma złudzeń, że ten strach przerodzi się w uczciwe i rzetelne wykonywanie swoich obowiązków...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka