AlexanderDegrejt AlexanderDegrejt
504
BLOG

Hollande w sejmie czyli strach się bać

AlexanderDegrejt AlexanderDegrejt Polityka Obserwuj notkę 4

Polskę zaszczycił wizytą prezydent Francois Hollande, prezydent Francji, facet o mentalności Robin Hooda uważający, że bogaci mają za dużo i należy im odbierać. O rozdawaniu biednym przy tym mowy nie ma, biedne jest państwo pogrążone w kryzysie i to ono tego wsparcia najbardziej potrzebuje. Nic zatem dziwnego, że był on witany entuzjastycznie przez polityków rządzącej koalicji a po przemówieniu jakie wygłosił w parlamencie szampan w zaciszu kuluarów lał się zapewne strumieniami, a kto wie, może i jaka żaba na zagrychę się znalazła. Ten entuzjazm najlepiej wyraził Bogdan Borusewicz, który na zakończenie posiedzenia połączonych izb zwrócił się do francuskiego męża stanu słowami, które zapewne znajdą poczesne miejsce w jego dziełach zebranych: „Pana dzisiejsza wizyta wpisuje się dobrze w tę wspólną historię (wspólną Polski i Francji – przyp. mój), ale ma też olbrzymie znaczenie dla dnia dzisiejszego i przyszłości. To, co pan powiedział w swoim przemówieniu pokazuje, że hasło, które pan wzniósł napełnione będzie nową treścią. Więc niech żyje Polska, niech żyje Francja, niech żyje przyjaźń polsko – francuska”.

A mnie się zrobiło mdło, jak zwykle zresztą kiedy odnoszę dziwne wrażenie, jakbym już kiedyś coś podobnego widział. Inne twarze ale podobne realia i identyczne (niemalże) słowa. Jeszcze pokolenie przeminąć nie zdążyło od czasów, kiedy w podobny sposób polscy oficjele partyjno – państwowi w ten sam sposób zwracali się do przywódców bratniego Związku Radzieckiego. Dziś Związku już na szczęście nie ma, ale jego miejsce zajęła Unia Europejska, w której Francja wiodącą rolę pełni, przewodnią niemalże, obok Niemiec i Wielkiej Brytanii. Stąd zapewne ten wiernopoddańczy ton Borusewicza, stąd to wezwanie końcowe przywodzące na myśl niesławnej pamięci TPPR. Może zatem czas powołać jakieś Towarzystwo Przyjaźni Polsko Francuskiej, albo lepiej – Polsko Unijnej, które zastąpiłoby tamto, przebrzmiałe i zapomniane, choć wspominane przez niektórych z łezką w oku? Może sam marszałek Borusewicz by z taką szlachetną inicjatywą wystąpił? Przecież z ZSRR też mieliśmy wspólną historię, wspólny szlak bojowy od Lenino do Berlina a potem wiele lat wzajemnych stosunków (określanych przez niektórych mianem „szczytu bezpłodności”).

Co prawda polsko – francuski szlak bojowy miał przeciwny kierunek, bo kończył się w Moskwie a nie w Berlinie, ale za to (pozostając przy matematyczno – fizycznym żargonie) zwrot ten sam, wymierzony imperializm i klasy panujące. Najwyższy czas powrócić do chlubnej przeszłości, kiedy polski żołnierz z francuskim towarzyszami broni byli, kiedy ramię w ramię za cesarza walczyli z wrogiem, bądź co bądź, wspólnym. Swoją drogą zadziwiające jest to, jak historia lubi się powtarzać. Biliśmy się u boku Francuzów, krew za Napoleona przelewaliśmy i otrzymaliśmy w zamian za to marionetkowy kraik, Księstwo Warszawskie. Prawie sto pięćdziesiąt lat później u boku Stalina tłukliśmy Niemca i też w nagrodę dostaliśmy kukiełkowy PeeReL. Koło dziejów. Polak zawsze u czyjegoś boku, zawsze w zad kopany w cudzy tyłek włazi. Ironia, pech czy głupota? A może wszystko naraz? Pytanie brzmi: co Francuzi kombinują dziś, żeśmy im znowu potrzebni? „My, dwa narody, Polska i Francja musimy tchnąć nowego ducha w Europę” - powiedział francuski przywódca w polskim parlamencie i stanęły mi włosy dęba nie tylko na głowie. Wielu już było takich „tychaczy”, jak to się zawsze kończyło nie muszę chyba nikomu przypominać. Polsko – francuskich sojuszy też już kilka było i doświadczenia mamy w tej dziedzinie aż nadto, zatem z dobrego serca ostrożność bym zalecał. Niemcy z Rosją w dobrej komitywie, Brytania podskakuje... czyżby Hollande planował mały powrót do przeszłości? Zima idzie a i rocznica okrągła... strach się bać...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka