Na początku listopada Komisja Europejska nakazała usunięcie chrześcijańskich symboli – krzyży i aureoli – z projektu monety o nominale dwóch euro z wizerunkami świętych Cyryla i Metodego. Jej emitentem jest Narodowy Bank Słowacji, który chce w ten sposób uczcić 1150 rocznicę przybycia na Morawy Apostołów Słowian. Niestety, nie spodobało się to brukselskim urzędnikom, którzy swoją decyzję uzasadniają słowami: „Komisja Europejska przychylając się do propozycji niektórych krajów Wspólnoty zaleciła usunięcie wspomnianych atrybutów z pierwotnego projektu monety. Ponieważ moneta zostanie dopuszczona do obiegu we wszystkich krajach strefy euro jej projekt powinien respektować zasady neutralności religijnej”. Jednym słowem i krótko mówiąc ponad tysiącletnia tradycja, która ukształtowała europejską ikonografię przegrała z postępem i neutralnością oznaczającą ni mniej, nie więcej a tylko negację.
Na szczęście Słowacy nie dali sobie jeszcze zrobić wody z mózgu i stanęli okoniem – zasypali mailami, telefonami i tradycyjnymi listami ministerstwo spraw zagranicznych i inne instytucje rządowe żądając odrzucenia zaleceń Komisji a biskupi słowaccy nie zawahali się przed użyciem mocnych słów i nazwali całą sytuację hańbą. Pod wpływem społecznego nacisku bank centralny naszych południowych sąsiadów nie ugiął się i powrócił do pierwotnego projektu, w którym nad głowami świętych są aureole a na ich ornatach krzyże. Decyzję tę poparły wszystkie ugrupowania polityczne łącznie z rządzącym, lewicowym „SMER-em”. Rzeczniczka banku powiedziała, że „Rada Narodowego Banku Słowacji wysyła do Brukseli pierwotny projekt, zdają sobie sprawę, że Komisja Europejska może go odrzucić. Niemniej presja słowackiego społeczeństwa jest tak niewyobrażalna, że musimy ją respektować, nawet jeśli podejmujemy ryzyko, że moneta nie zostanie wydana”. Jasno i konkretnie.
A ja zacząłem się zastanawiać jak w podobnej sytuacji zachowałyby się władze naszego kraju? Czy podobnie jak słowackie twardo stanęłyby po stronie społeczeństwa, czy też może raczej uznałyby, że nie ma co podskakiwać i grzecznie zastosowałyby się do sugestii KE tłumacząc się pokrętnie, że nie są władne zmieniać jej decyzji? Szczerze mówiąc nie mam złudzeń co do Donalda Tuska, który przerażony wizją utraty sympatii europejskich rozgrywających czym prędzej złapałby gumkę i ołówek i osobiście zabrałby się za poprawianie projektu dopingowany przez polityków lewicy. W imię neutralności światopoglądowej i rozdziału państwa od Kościoła podzielono by społeczeństwo na ciemnogród protestujący przeciwko niszczeniu tradycji i nowoczesnych Europejczyków postulujących zamianę świętych na bardziej postępowe postaci, Marksa, Engelsa, Lenina czy choćby nawet samego Słońca Peru. W końcu któż inny niż premier dzielnie prowadzący naród ku swietlanej przyszłości bardziej zasługuje na utrwalenie facjaty w stopie menniczym? I to też by był swego rodzaju powrót do tradycji, wszak w przeszłości nawet najbardziej nieudolni władcy bili monety ze swoimi podobiznami.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)